Elektroradiolodzy czują się zdegradowani. "Dyrektorzy uważają, że zdjęcia robimy polaroidem"

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 17 grudnia 2020 06:00

Kompetencje i miejsca pracy elektroradiologów powoli są w placówkach medycznych przejmowane przez inne grupy zawodowe, zarobki również nie odzwierciedlają tego, co elektroradiolodzy wykonują w ochronie zdrowia. Aby powstrzymać degradację swojej pozycji, postulują opracowanie i wejście życie ustawy o tej profesji oraz utworzenie ścieżek kształcenia specjalistycznego.

Elektroradiolodzy czują się zdegradowani. "Dyrektorzy uważają, że zdjęcia robimy polaroidem"
Elektroradiolodzy uważają, że system ochrony zdrowia w Polsce o nich zapomniał; FOT. Materiały prasowe; zdjęcie ilustracyjne

Obecnie zawód elektroradiologa jest wykonywany przez techników elektroradiologii (osoby posiadające dyplom ukończenia medycznego studium zawodowego) oraz przez elektroradiologów (osoby z wykształceniem wyższym, posiadające tytuł licencjata lub magistra). Nie ma w tej chwili prawnego obowiązku rejestracji zawodu, więc możemy tylko szacować, że elektroradiologów jest  Polsce ok. 10 tysięcy.

- Podejmując pracę w konkretnej pracowni, np. rezonansu magnetycznego, należy nauczyć się  obsługi specjalistycznej aparatury medycznej, na której się pracuje - wiedza ta w żaden sposób nie jest weryfikowana czy sprawdzana - mówi nam Michał Róg, elektroradiolog z Kliniki Kardiologii z Pododdziałem Ostrych Zespołów Wieńcowych w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.

Jak podnosić kwalifikacje
Tymczasem, jak wskazuje Cezary Staroń, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii, postęp jest tak duży, że nie zawsze wykształcenie nadąża za medycyną i nowymi technologiami.

- Mam 33-letni staż pracy i kiedy kończyłem szkołę, to na świecie dopiero były pierwsze próby z rezonansami. Oczywiście musiałem się nieustannie dokształcać we własnym zakresie - podaje przykład szef OZZTME.

- Z tego powodu występowaliśmy jako związek, żeby dopisać elektroradiologię do rozporządzenia ministra zdrowia o specjalizacjach w ochronie zdrowia. Chodziło o możliwość zrobienia specjalizacji po studiach wyższych, dla osób z wykształceniem magisterskim - dodaje Cezary Staroń.

Jak tłumaczy Michał Róg, brak tworzonych specjalizacji w ramach dziedziny elektroradiologii w praktyce zamyka osobom pracującym na danym stanowisku możliwość zdobycia specjalistycznych uprawnień państwowych w swojej specjalizacji szczegółowej. To uniemożliwia w konsekwencji dalsze formalne doskonalenie zawodowe.

- Ponadto szkolenie specjalizacyjne z jednej strony podnosiłoby kwalifikacje, a z drugiej strony umożliwiłoby przeszeregowanie w tabeli w ustawie o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, co dałoby możliwość otrzymania większego wynagrodzenia - przypomina przewodniczący OZZTME.

Bez ustawy nie ma pieniędzy?
Rozwiązaniem, jak twierdzi Michał Róg, byłaby ustawa o zawodzie elektroradiologa regulująca przede wszystkim czas pracy, jej warunki, ścieżkę kształcenia specjalistycznego (z egzaminem państwowym) dającą państwowe uprawnienia, pozwalającą pracować na danym stanowisku, z weryfikowaniem wiedzy i umiejętności.

Samodzielna ustawa o zawodzie elektroradiologa przyniosłaby być może także inne korzyści finansowe. - Generalnie, kiedy Ministerstwo Zdrowia daje jakiekolwiek pieniądze to cały czas mówi, że nam nie mogą przekazać celowanych środków, ponieważ nie mamy ustawy o zawodzie - podkreśla Cezary Staroń.

Przewodniczący OZZTME przypomina, że ekipy techników czy elektroradiologów stanowią około 5 proc. załogi szpitala, a w przychodniach jeszcze mniej, ale dla tej znacznej grupy ludzi nigdy nie ma pieniędzy, choć czasem w szpitalach pojawiają się dodatkowe środki.

- Ale wtedy również dyrektorzy szpitali mówią do nas: nie macie ustawy o zawodzie, nie jesteście opisani w żadnym rozporządzeniu. Stąd nasz nacisk na ustawę o zawodzie - podkreśla.

Mimo różnych propozycji kolejnych projektów, nawet samodzielnej ustawy o zawodzie elektroradiologa, skończyło się na niczym.

- W przypadku ostatniej wersji projektu ustawy, który była w resorcie, ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zdecydował, że nie będzie już kolejnych samorządów zawodowych. Samodzielna ustawa powoduje bowiem, że można go powołać, a generalnie rzecz biorąc Ministerstwo Zdrowia czy pracodawcy nie chcą się zgodzić na następny samorząd. Bo ten ma już jakieś prawa, ma coś do powiedzenia - wyjaśnia przewodniczący OZZTME.

Dodaje, że teoretycznie w MZ dalej jest procedowana ustawa o niektórych zawodach medycznych, gdzie do wspólnego worka wrzuconych jest kilkanaście specjalności.

Konkurencja o miejsca pracy
Cezary Staroń wskazuje przy tym na podstawowy problem, jaki powinna uregulować ustawa o zawodzie elektroradiologa. - Ustawa powinna opisać nasze kompetencje i miejsca pracy, które mamy prawo zajmować, ponieważ obecnie na część naszych stanowisk pracy weszły pielęgniarki i trochę ratownicy - opisuje.

Jak do tego doszło? Kiedy dyplom elektroradiologa umożliwiał jeszcze pięciogodzinną pracę przy promieniowaniu jonizującym, nikt nie chciał pracować w pracowni EKG, więc brakowało tam techników. Dlatego zaczęto  dopuszczać pielęgniarki. Generalnie teraz po szpitalach to pielęgniarki robią EKG, a nie technicy.

Ale to elektroradiolodzy w trakcie studiów zdobywają wiedzę z zakresu pracy w zakładach RTG, TK, MR, pracowni badań naczyniowych, pracowni elektroterapii serca, hemodynamiki, radioterapii, medycyny nuklearnej, audiometrii oraz pracowni EEG, EMG, EKG, spirometrii oraz densytometrii.

- Rodzi się wtedy pytanie, po co taki rozbudowany system nauczania certyfikowany dyplomem, kiedy potem wykonują to osoby bez przygotowania - pyta retorycznie szef związku zawodowego techników elektroradiologów.

Zarobki poniżej średniej
Co więcej, np. pielęgniarki, korzystając z tego, że za sprawą akcesji do Unii Europejskiej dostały rok studiów pomostowych za darmo, zaczęły podnosić kwalifikacje i korzystając z wyższego zaszeregowania w ustawie o najniższym wynagrodzeniu - lepiej zarabiać.

- W tej chwili pielęgniarki w porównaniu z nami zarabiają bardzo dobrze. To jest trochę śmieszne, bo np. jeśli w dużym zakładzie radiologii kierownikiem zespołu jest elektroradiolog i ma w swojej ekipie pielęgniarki, to one czasem  zarabiają lepiej niż kierownik - opisuje Cezary Staroń.

Stąd jeden z postulatów środowiska dotyczy tego, by problem studiów pomostowych w dziedzinie elektroradiologii został rozwiązany tak samo, jak miało to miejsce w przypadku pielęgniarek.

Podsumowując, elektroradiolodzy to grupa zawodowa zapomniana przez system ochrony zdrowia, niedoceniona i słabo opłacana.

- Podając przykład: dyrekcja szpitala mówi do elektroradiologów z wieloletnim doświadczeniem, że może ich w każdej chwili wymienić na absolwentów kończących studia - bo przecież „każdy komputer jest podobny, obsługuje się go tak samo”. Takie podejście w żadnym wypadku nie działa motywująco, zwłaszcza że sami musimy doskonalić się w obsłudze skomplikowanych urządzeń medycznych - komentuje Michał Róg z Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.

Co więcej, jak dodaje specjalista, bez względu na to, że jest to praca w narażeniu na promieniowanie jonizujące, obarczona zwiększonym ryzykiem rozwoju nowotworu, od  2 lipca 2014 wydłużono czas pracy elektroradiologów z 5 godzin na 7 godz. 35 min. - tym samym zwiększając o 50 proc. czas pracy, bez jakiegokolwiek wzrostu wynagrodzenia.

Niedocenienie i niedofinansowanie
Tymczasem, jak przyznają eksperci, stopień skomplikowania dzisiejszego sprzętu radiologicznego stosowanego w pracowniach elektrofizjologii jest coraz bardziej złożony i wymaga obsługi przez coraz lepiej wykwalifikowanych specjalistów.

- Myślę, że nie przesadzę, twierdząc, że zawód elektroradiologa może śmiało stawać w szranki o palmę pierwszeństwa pod względem niedoceniania i niedofinansowania krytycznie ważnych zawodów w ochronie zdrowia w Polsce - mówi prof. Radosław Lenarczyk z Kliniki Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreśla Cezary Staroń, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii, zarobki nie odzwierciedlają tego, co elektroradiolodzy wykonują w medycynie. Bez nich, bez diagnostyki obrazowej nikt się nie podejmuje leczenia pacjentów.

- Gdybyśmy byli w USA, tam lekarz radiolog jest praktycznie jednym z najlepiej zarabiających specjalistów. Nikt nie dotknie pacjenta bez wykonania podstawowych badań. Zresztą i u nas to częściowo obowiązuje, tylko że dyrektorzy placówek uważają, iż zdjęcia się robi polaroidem, więc to może zrobić salowa - gorzko komentuje szef związkowców.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum