Ekspert: chorych na otyłość nie trzeba "odchudzać", tylko leczyć. Ten program to zmieni?

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia05 lipca 2022 17:55

W Polsce leczonych jest zaledwie 1/10 proc. chorych, którzy mają wskazania do leczenia otyłości, a bez leczenia pozostaje 99,9 proc. takich osób. Co stałoby się, gdybyśmy leczyli podobny odsetek chorych na raka piersi czy nadciśnienie tętnicze? - pyta dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł.

Ekspert: chorych na otyłość nie trzeba "odchudzać", tylko leczyć. Ten program to zmieni?
W Polsce leczonych jest zaledwie 1/10 proc. chorych, którzy mają wskazania do leczenia otyłości Fot. Shutterstock
  • Myśląc o otyłości koncentrujemy się na „grubości”. Tymczasem nie jest ona sednem tej choroby, a jedynie jej podstawowym objawem. Kluczem do zrozumienia, czym naprawdę jest otyłość są zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu, prowadzące do nadmiernego, niekontrolowanego nagromadzenia tkanki tłuszczowej - mówi dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł
  • Przekaz "jedz mniej, ruszaj się więcej" się nie sprawdza. Chory na otyłość jest cały czas głodny z powodu nadmiernego wydzielania greliny i nigdy nie jest w stanie nasycić się pokarmem, ponieważ nie ma poposiłkowego wydzielania GLP1. Ale wszyscy oczekują, że wyleczy się sam, stosując dietę i dużo się ruszając - wskazuje
  • Co więc powinniśmy robić? Oprzeć się na faktach i leczyć. Mamy do dyspozycji farmakoterapię, chirurgię bariatryczną oraz fizjoterapię i edukację żywieniową, stanowiące kluczowe elementy leczenia choroby otyłościowej - wyjaśnia
  • W grudniu ub.r. został wprowadzony program pilotażowy kompleksowej opieki specjalistycznej w tym zakresie oparty o tzw. system value based healthcare. Program realizuje 19 ośrodków w Polsce i mam nadzieję, że przyniesie on całkowitą zmianę w opiece nad tymi pacjentami - zaznacza
  • Wielkim problemem jest rozpoznanie choroby otyłościowej. W efekcie leczona jest zaledwie 1/10 proc. chorych, którzy mają wskazania do leczenia otyłości, a nie jest leczonych 99,9 proc. takich osób - dodaje

- Otyłość to choroba, w której zderzenie faktów opartych o współczesną wiedzę medyczną stoi w największej chyba konfrontacji do mitów, jakie powszechnie funkcjonują nie tylko w społeczeństwie, ale i wśród profesjonalistów medycznych - mówił na spotkaniu z dziennikarzami dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Onkologicznej Wydziału Medycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz z Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

"Grubość" nie jest sednem choroby, tylko jej objawem

- Pierwszy mit wiąże się z definicją otyłości. Mówi ona, że jest to nadmierne nagromadzenie tkanki tłuszczowej, które zagraża zdrowiu. To powoduje, że myśląc o otyłości koncentrujemy się na „grubości”. Tymczasem nie jest ona sednem tej choroby, a jedynie jej podstawowym objawem, który umożliwia rozpoznanie - wyjaśniał.

Dodał, że kluczem do zrozumienia czym naprawdę jest otyłość są zaburzenia homeostazy energetycznej organizmu prowadzące do nadmiernego, niekontrolowanego nagromadzenia tkanki tłuszczowej.

- Nasza wiedza o rozwoju choroby otyłościowej jest bardzo skromna, ale wyraźnie świadczy o tym, że choroba ta nie jest wyborem chorego ani przejawem słabości. Jest taką samą chorobą jak każda inna, czyli zaburzeniem homeostazy - w tym przypadku w zakresie równowagi energetycznej. Od pacjentów z różnymi schorzeniami nie oczekujemy samowyleczenia, ale takie właśnie oczekiwania mamy w stosunku do chorych na otyłość - podkreślił ekspert.

"Jedz mniej, ruszaj się więcej" - to postępowanie jest przeciwskuteczne

- Tu mamy kolejny mit, związany z przekazem kierowanym do tych osób: jedz mniej, ruszaj się więcej. Dzięki takim radom masa ciała może być zredukowana jedynie przejściowo, ale samo postępowanie jest przeciwskuteczne, bo prowadzi do postępu choroby otyłościowej - zauważył.

Prof. Wyleżoł przywołał wyniki badań naukowych dotyczących zachowania się hormonów produkowanych w przewodzie pokarmowym i decydujących kiedy, co i ile jemy. Okazuje się, że każda restrykcja kaloryczna przestawia nasz organizm w taki sposób, że staje się on mniej nasycony, a bardziej głodny.

- W dodatku nie dotyczy to jedynie okresu, w którym tę restrykcję stosujemy, bo pamięć hormonalna powoduje, że nawet po roku od zaprzestania stosowania takiej restrykcji nasz organizm nadal pamięta ten stres i interpretuje go jako zagrożenie dla życia. Dlatego przestawia się tak, żeby - na wypadek, gdyby taka sytuacja miała się powtórzyć - nagromadzić więcej energii. O takim „odchudzaniu” powinniśmy zatem zapomnieć - mówił.

- Jeśli natomiast chodzi o aktywność fizyczną, to pobudza ona do jedzenia - przewlekle obniża stężenie leptyny, co przynosi efekt oreksygenny. W efekcie oba zachowania prowadzą do rozwoju choroby otyłościowej - zaznaczył.

"Chorych na otyłość trzeba leczyć"

- Co więc powinniśmy robić? Oprzeć się na faktach i leczyć. Mamy do dyspozycji farmakoterapię, chirurgię bariatryczną oraz fizjoterapię i edukację żywieniową, stanowiące kluczowe elementy leczenia choroby otyłościowej - wymieniał prof. Wyleżoł.

Przypomniał, że możemy sięgnąć po leki, które są w stanie pomóc chorym na otyłość skutecznie kontrolować masę ciała. Inną opcją jest chirurgia bariatryczna, ale także i ona jest pełna mitów. Najczęstszy z nich, to postrzeganie tego zabiegu jako operacji zmniejszenia żołądka w celu zmniejszenia możliwości spożywania pokarmu przez pacjenta.

- Owszem, czynność zmniejszenia żołądka jest wykonywana, ale służy temu, aby zmniejszyć wydzielanie greliny, hormonu silnie wpływającego na uczucie głodu. Także nasza interwencja związana ze zmianą anatomiczną wprowadzoną w obrębie jelita cienkiego nie służy temu, aby zmniejszyć wchłanianie i trawienie spożytych pokarmów, ale temu, aby przywrócić poposiłkowe wydzielanie GLP1 - hormonu, który wydziela się z komórek w obrębie jelita cienkiego, dostaje się z krwią do mózgu i sygnalizuje: jesteś najedzony - wyjaśniał ekspert.

Jak mówił, te dwa przykłady pokazują, że chory na otyłość jest cały czas głodny z powodu nadmiernego wydzielania greliny i nigdy nie jest w stanie się nasycić spożywanym pokarmem, ponieważ nie ma poposiłkowego wydzielania GLP1. Temu wszystkiemu towarzyszy powszechne oczekiwanie, że taki pacjent powinien wyleczyć się sam stosując dietę i dużo się ruszając.

Kwalifikacja do operacji bariatrycznej. "Pacjent nie musi ważyć 150-200 kg"

- Kolejnym mitem w chirurgii bariatrycznej jest przekonanie, że operujemy tylko największych „grubasów”, w przypadku których nic innego nie wchodzi już w grę. Fakty są takie, że mamy wyraźne wytyczne opracowane przez towarzystwa naukowe i wskazujące kiedy należy sięgnąć po tę metodę leczenia. Mowa o wskaźniku masy ciała powyżej 40 - np. dla osoby o wzroście 170 cm będzie to ok. 116 kg. Jak widać, nie są to pacjenci ważący 150-200 kg - zauważył prof. Wyleżoł.

- Zupełnie inną kwestią jest fakt, że trafiają do nas także chorzy, którzy wskazania do leczenia chirurgicznego mieli kilkadziesiąt kilogramów wcześniej. Gdy pytamy jak do tego mogło dojść okazuje się, że w ogóle nie byli informowani o takiej możliwości leczenia - zaznaczył.

Jak mówił, wskazaniem do operacji bariatrycznej jest także otyłość, której towarzyszy cukrzyca typu 2., a leczenie zachowawcze nie przynosi osiągnięcia celów terapeutycznych. Wskazaniem jest również otyłość wraz z towarzyszącymi jej powikłaniami: wspomnianą cukrzycą typu 2., ale także nadciśnieniem tętniczym, zespołem snu z bezdechem, zwyrodnieniem stawów, czy PCOS - zespołem policystycznych jajników.

- W takich przypadkach pacjent nie musi mieć BMI powyżej 40 - może mieć ono wartość 30-35. Nie chodzi zatem o to, aby przeprowadzać operację bariatryczną w skrajnych przypadkach, ale w odpowiednim momencie - dodał chirurg.

Pilotaż programu kompleksowej opieki. "Mam nadzieję, że przyniesie zmianę"

- Mitem jest również przekonanie, że operacja załatwi wszystko. Tak oczywiście nie jest. Kontrola po operacji trwa przez całe lata. Obecnie spotykam się np. z pacjentami, których operowałem w latach 90. ub. wieku. Konieczna jest dbałość o stan ich zdrowia, o to, aby nie dochodziło do zaburzeń, niekoniecznie związanych z samą operacją, ale także z przebiegiem choroby otyłościowej - wyjaśniał.

Przypomniał, że do mitów należy także przekaz, że trzeba mieć gruby portfel, aby poddać się operacji bariatrycznej. W Polsce system gwarantuje to leczenie ze środków publicznego płatnika, co jest wynikiem badania HTA w roku 2016. Wykazało ono, że chirurgia bariatryczna wyraźnie przedłuża choremu życie oraz ogranicza nakłady finansowe związane z leczeniem tego pacjenta dzięki ustępowaniu powikłań choroby otyłościowej.

- Postęp w chirurgii bariatrycznej dokonał się na tyle, że od grudnia ub.r. został wprowadzony program pilotażowy kompleksowej opieki specjalistycznej w tym zakresie oparty o tzw. system value based healthcare. Program realizuje 19 ośrodków w Polsce i mam nadzieję, że przyniesie on całkowitą zmianę w opiece nad tymi pacjentami - zaznaczył ekspert.

"Nie rozpoznajemy choroby najłatwiejszej do rozpoznania"

W jego ocenie kluczowym problemem jest fakt, iż nie rozpoznajemy choroby otyłościowej, choć wydawałoby się, że jest to choroba najłatwiejsza do rozpoznania.

- W profesjonalistach medycznych jest jednak coś w rodzaju jej wewnętrznego wyparcia. Wcale nierzadko widuje się karty informacyjne, gdzie rozpoznanie otyłości pojawia się na samym końcu, po kilkunastu innych, które zazwyczaj stanowią powikłania choroby otyłościowej. Skoro tak wygląda kwestia rozpoznania, to siłą rzeczy w tej samej karcie informacyjnej pojawia się wiele różnych leków służących wyłącznie łagodzeniu choroby otyłościowej poprzez leczenie powikłań, a jedynym zaleceniem jest dieta redukcyjna - podkreślał prof. Wyleżoł.

- W efekcie leczona jest 1/10 proc. chorych, którzy mają wskazania do leczenia otyłości, a nie jest leczonych 99,9 proc. takich osób. Co stałoby się, gdybyśmy leczyli taki odsetek chorych na raka piersi, czy na nadciśnienie tętnicze? Skutki łatwo sobie wyobrazić - mówił.

- Obowiązkiem profesjonalisty medycznego jest zatem postawienie właściwego rozpoznania, które w tym przypadku nie powinno brzmieć „cukrzyca typu 2.”, ale „otyłość powikłana cukrzycą typu 2.” To samo dotyczy karty zgonu, gdzie jako przyczyna śmierci powinna być wpisana nie np. miażdżyca, ale właśnie otyłość - wskazywał.

Jak przypomniał, pojawia się także mit, że farmakologiczne i chirurgiczne leczenie otyłości są dla siebie konkurencją. Tymczasem nie można jednej dziedziny oddzielić od drugiej - obie muszą ze sobą współpracować.

- Powinniśmy dążyć do normalności: jeśli trzeba sięgamy po leczenie zachowawcze, jeśli trzeba - po chirurgiczne, a jeśli trzeba - po kompleksowe - mówił ekspert.




 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum