Eksperci: zapewnijmy profesjonalistom warunki do ratowania chorych na COVID-19

Autor: WOK/Rynek Zdrowia • • 16 marca 2020 06:00

Jednym z głównych problemów naszego systemu ochrony zdrowia są deficyty kadrowe. Dlatego apele o pełną mobilizację - w warunkach walki z koronawirusem - nie tylko lekarzy i pielęgniarek, ale też studentów uczelni medycznych, nabierają szczególnego znaczenia. Z drugiej strony coraz częściej napływają sygnały o brakach środków ochrony indywidualnej dla ludzi ratujących nasze zdrowie i życie.

Do skutecznej walki z koronawirusem potrzebne są kadry i sprzęt; FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

Przepisy wprowadzające stan zagrożenia epidemicznego (weszły w życie w sobotę, 14 marca) pozwalają kierować osoby wykonujące zawody medyczne do pracy przy zwalczaniu epidemii koronawirusa.

Art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi mówi o tym, że pracownicy podmiotów leczniczych, osoby wykonujące zawody medyczne oraz osoby, z którymi podpisano umowy na wykonywanie świadczeń zdrowotnych, mogą być skierowane do pracy przy zwalczaniu epidemii.

Apel ministra nauki
11 marca wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Wojciech Maksymowicz poinformował, że studenci ostatnich lat studiów medycznych mogą zgłosić się do pomocy w walce z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce. Podkreślał, że są oni przygotowani do wspierania działań zapobiegawczych.

- Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego zwraca się do rektorów i również samorządów studenckich uczelni medycznych, jak i uczelni kształcących na kierunkach medycznych, aby studenci ostatnich lat studiów kierunku lekarskiego, pielęgniarskiego, kierunku ratownictwa medycznego, również w przypadku innych zagadnień - np. farmacji - żeby ci studenci mogli, na zasadzie wolontariatu, zaproponować swoją dyspozycyjność wojewodom, wojewódzkim inspektorom sanitarnym, służbom na swoim terenie dla wsparcia działań, gdyby była taka konieczność - powiedział wiceminister nauki.

Także prof. Andrzej Gładysz, emerytowany profesor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w latach 1974-2011 kierujący Kliniką Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odporności przyznaje, że „już teraz należy uruchomić wszelkie możliwe zasoby ludzkie i lokalowe, aby nasz system był przygotowany do zapewnienia opieki zwiększającej się liczbie osób wymagających hospitalizacji z powodu koronawirusa”.

Praktyczna nauka zawodu
- Obecna pandemia jest bardzo dobrą okazją, aby studenci medycyny mogli w praktyce poznać zasady postępowania w chorobach zakaźnych. Jako wolontariusze powinni więc być pomocnikami kadry lekarskiej i pielęgniarskiej - wskazuje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Gładysz.

Zaznacza jednak, że „problem polega na tym, że ani uczelnie medyczne, ani szpitale, nie mają dla studentów - wolontariuszy wystarczającej ilości środków środki ochrony indywidualnej, w tym m.in. odzieży ochronnej”. Przypomina, że kiedy w 1963 roku wybuchła we Wrocławiu epidemia ospy prawdziwej, był studentem trzeciego roku medycyny.

- Lekarze oraz studenci uczelni medycznych bardzo mocno angażowali się wówczas w pomoc pacjentom. Pamiętajmy jednak, że dzisiejsze przepisy zawarte w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozwalają odmówić lekarzowi - m.in. ze względów rodzinnych, zdrowotnych lub obawie przed zarażeniem - np. dyżurowania w warunkach epidemii - zwraca uwagę prof. Andrzej Gładysz.

I dodaje: - Takie zapisy stoją jednak w pewnej sprzeczności z Kodeksem Etyki Lekarskiej. Skoro bowiem ktoś wybrał taki zawód, musi liczyć się z tym, że w pewnych sytuacjach wykonywanie pracy lekarza wiąże się z ryzykiem, związanym chociażby z leczeniem osób zakażonych groźnym patogenem.

Kwarantanna, czyli problem kadrowy do kwadratu
Również dr Jerzy Gryglewicz, ekspert rynku medycznego w Instytucie Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę, że największą trudnością w skutecznym zwalczaniu koronawirusa stanowić będą kwestie kadrowe. - Słyszałem obawy jednego z dyrektorów szpitali, że część lekarzy, w obawie przed zakażeniem koronawirusem, może pójść na zwolnienie lekarskie - mówi ekspert.

- Po drugie, nawet jeśli założymy, że wszyscy lekarze podejmą wielki trud i pójdą na pierwszą linię frontu batalii z wirusem SARS-Cov-2, to między innymi doświadczenia chińskie wskazują, że lekarze także zarażają się tym patogenem i nie będą przez jakiś czas kontynuować swojej pracy - zaznacza.

Wskazuje, że inne zagrożenie polega na tym, że jeśli nawet lekarz nie zachoruje, ale ma kontakt zarażonymi pacjentami, także obowiązuje go kwarantanna. - Kto więc zastąpi w placówce medycznej lekarzy, będących w 14-dniowej, obowiązkowej izolacji? Pamiętajmy bowiem, że i bez pandemii jednym z głównych problemów naszego systemu ochrony zdrowia są poważne braki kadrowe w wielu specjalnościach - stwierdza ekspert.

Dodaje natomiast, że nie obawia się braku lecznic i łóżek niezbędnych do hospitalizowania coraz większej liczby osób z podejrzeniem koronawirusa lub już zarażonych: - Szpitali i łóżek w nich mamy akurat nadmiar. Obecna baza powinna się więc okazać wystarczająca nawet w skrajnych wariantach obecnej pandemii - konkluduje dr Gryglewicz.

Działania pomocnicze
Dr Paweł Grzesiowski, wykładowca w Szkole Zdrowia Publicznego, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń podkreśla, że ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi precyzyjnie określa, jakie osoby mogą zostać skierowane - w warunkach stanu zagrożenia epidemicznego - do pracy w placówkach zajmujących się zakażonymi pacjentami.

- Oczywiście takie zadania mogą wykonywać nie tylko lekarze zakaźnicy, ale również lekarze innych specjalności, jak interniści czy pediatrzy oraz przedstawiciele innych zawodów medycznych, jak np. ratownicy medyczni. W przypadku studentów medycyny możemy mówić jedynie o pewnych działaniach pomocniczych, nie związanych bezpośrednio w procesem leczenia - zaznacza dr Grzesiowski w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

To już się dzieje
Część środowiska akademickiego już podjęła wyzwanie. Na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym powstał Studencki Sztab Kryzysowy. Wolontariusze będą pomagać w szpitalach. Nie będą mieć kontaktu z osobami zarażonymi koronawirusem.

Z kolei Collegium Medicum w Krakowie szuka studentów wolontariuszy do ewentualnej pomocy w Szpitalu Uniwersyteckim i Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym. By trafić do tworzonej bazy trzeba wypełnić formularz dostępny na stronie internetowej Collegium Medicum UJ.

- Postanowiliśmy stworzyć bazę studentów wszystkich trzech wydziałów UJ CM, która pozwoli nam nawiązać szybki kontakt z osobami chcącymi poświęcić swój czas i wiedzę w sytuacji, gdyby taka pomoc okazała się potrzebna - przekazał w informacji dla mediów prorektor UJ ds. CM prof. Tomasz Grodzicki.

Ewentualne działania miałyby dotyczyć Szpitala Uniwersyteckiego i Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego (wsparcie logistyczne, informacyjne, wsparcie na oddziałach, z wyłączeniem zakaźnego) oraz krakowskiego sanepidu (call center). Formularz zgłoszeniowy jest dostępny na stronie internetowej UJ CM.

Kluczowe będą oddziały intensywnej terapii
Jak podkreśla dr Paweł Grzesiowski, wywołana przez wirus SARS-Cov-2 choroba COVID-19, w drugiej, zaawansowanej fazie, a więc kiedy już dochodzi do śródmiąższowego zapalenia płuc, wymaga jednak przede wszystkim zaangażowania lekarzy anestezjologów i pielęgniarek anestezjologicznych na oddziałach intensywnej terapii. - Dzieje się tak, ponieważ pacjent wymaga wentylacji mechanicznej. Mamy bowiem już wówczas do czynienia z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) - tłumaczy specjalista.

I dodaje: - Natomiast lekarze zakaźnicy ważną rolę odgrywają głównie w pierwszej fazie epidemii, kiedy konieczne jest właściwe rozpoznanie i selekcja poszczególnych przypadków. Potem jednak następuje etap, w którym do szpitali trafiają już głównie pacjenci ze śródmiąższowym, koronawirusowym zapaleniem płuc. Po 2-3 dniach od przyjęcia do szpitala, rozwijają oni ARDS, który wymaga intensywnej terapii z zastosowaniem respiratora, ewentualnie - u wąskiej grupy chorych - także z użyciem urządzeń ECMO.

Zapewnijmy anestezjologom odpowiednie warunki pracy
- Do leczenia pacjentów wymagających mechanicznej wentylacji, niezbędni są właśnie lekarze anestezjolodzy i pielęgniarki anestezjologiczne! W tym kontekście bardzo istotne i napawające optymizmem są wypowiedzi krajowego konsultanta w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii (prof. Radosława Owczuka - red.), który zapewnia, że lekarze tej specjalności - których mamy w Polsce dużą liczbę - poradzą sobie w zaistniałej sytuacji związanej z pandemią COVID-19 - mówi dr Grzesiowski.

W jego opinii niebawem może dojść do tego, że zdecydowana większość anestezjologów, którzy obecnie zajmują się głównie znieczulaniem na blokach operacyjnych, będzie wsparciem dla oddziałów intensywnej terapii, by ratować  pacjentów zakażonych koronawirusem i rozwijających nabyty zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS).

- Wymaga to jednak zawieszenia planowych zabiegów operacyjnych, co pozwoli na przesunięcia personelu z bloków operacyjnych na oddziały intensywnej terapii. Najważniejsze więc jest teraz to, aby anestezjologom zapewnić odpowiedni sprzęt, bazę łóżkową, leki, środki ochrony indywidualnej i „święty spokój” - podsumowuje dr Paweł Grzesiowski.

***

Wywołujący groźne zapalenie płuc koronawirus SARS-CoV-2 pojawił się w grudniu w mieście Wuhan w Chinach. Patogen dotarł już do ponad 130 krajów. Wskutek zakażenia koronawirusem zmarło na całym świecie już ponad 6,4 tys. ludzi, a zakażonych jest około 167 tys. osób. Wyleczono dotychczas 76,5 tysiąca osób. W Europie największe ognisko epidemii znajduje się we Włoszech.

Także w Polsce potwierdzane są kolejne zakażenia koronawirusem. Od 4 marca liczba zakażonych wzrosła do 125 (stan na 15 marca, godz. 21.30). Dotychczas w naszym kraju zmarły trzy osoby zakażone wirusem SARS-Cov-2.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum