Eksperci: wiele absurdów w organizacji leczenia można zlikwidować od ręki

Autor: WOK/Rynek Zdrowia • • 02 maja 2019 05:56

Młodzi lekarze nie chcą pracować w najlepszych ośrodkach neurologicznych w Polsce, ani dyżurować w tych placówkach. Tymczasem ciężar leczenia pacjentów z chorobami mózgu przerzucany jest na duże szpitale kliniczne, które stają się dla tych chorych zakładami opiekuńczymi. To tylko niektóre absurdy i paradoksy polskiej neurologii, na które wskazują specjaliści.

Wielu neurologicznych pacjentów zamiast w ZOL-ach, miesiącami przebywa w szpitalach; FOT. PTWP (zdjęcie ilustracyjne)

- Neurologia stała się w ciągu ostatnich lat nowoczesną dziedziną wiedzy medycznej. Jesteśmy świadkami dynamicznego rozwoju skutecznych terapii, między innymi w udarze mózgu, chorobie Parkinsona, padaczce, stwardnieniu rozsianym, migrenie - mówi prof. Jarosław Sławek, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego (PTN), kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zauważa, że w znacznej mierze praca neurologów dotyczy leczenia osób starszych. Prognozy demograficzne nie pozostawiają wątpliwości, że ten problem zdrowotny będzie narastał. Obecnie na chorobę Parkinsona choruje na świecie ok. 6,2 mln ludzi, natomiast szacuje się, że w 2040 roku będzie tych pacjentów ok. 12 milionów. - Podobna dynamika wzrostu zapadalności dotyczy niemal każdej jednostki chorobowej w neurologii - w tym udaru czy choroby Alzheimera. Oczywiście wiąże się to z faktem, że liczba osób starszych gwałtownie rośnie - dodaje specjalista.

Nie chcą pracować w najlepszych ośrodkach
- Neurologia jest jedną z nielicznych dziedzin medycyny zajmujących się chorobami wieku podeszłego. Musimy być na te wyzwania przygotowani. Niestety, w polskim systemie ochrony zdrowia i działaniach decydentów ja tego przygotowania na razie nie widzę - przyznaje prof. Sławek.

I dodaje: - Rząd zadeklarował, że zdrowotnymi priorytetami na najbliższe lata będą kardiologia i onkologia. Tymczasem europejski raport sprzed kilku lat (przygotowany przez EBC - European Brain Council - red.) dowodzi, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat łączne wydatki związane z leczeniem chorób mózgu są były trzykrotnie wyższe niż na onkologię, cukrzycę i choroby serca razem wzięte - informuje prof. Sławek.

- Te koszty będą rosły. Po pierwsze dlatego, że przybywa pacjentów. Po drugie, w neurologii pojawia się coraz więcej skutecznych technologii medycznych, a nowe terapie są drogie. Jeżeli nie będziemy gotowi na te wszystkie wyzwania, za 10-20 lat będziemy mieli neurologiczną katastrofę. Tym bardziej, że już teraz w tej specjalizacji drastycznie brakuje nam kadr. Średnia wieku neurologów w Polsce wynosi obecnie ok. 50 lat - przypomina ekspert.

Tymczasem ostatnio w neurologii przyznano tylko 16 miejsc rezydenckich, czyli po jednym miejscu na województwo. Problem narasta od lat. Doszło do tego, że wiele oddziałów neurologicznych nie jest w stanie obsadzić dyżurów lekarskich.

- Im wyższej referencyjności jest ośrodek, realizujący najdroższe procedury (w tym programy lekowe m.in. w SM, chorobie Parkinsona, czy udarze mózgu - red.), tym wyższe koszty jego funkcjonowania i większe problemy kadrowe, bo brakuje pieniędzy na godziwe płace na dla neurologów. Wyjeżdżają więc do mniejszych ośrodków, a także do poradni specjalistycznych, gdzie mogą liczyć na wyższe stawki, a praca jest spokojniejsza - zaznacza prezes PTN.

- Doszło więc do paradoksalnej sytuacji, w której młodzi, dobrze wykształceni lekarze nie chcą pracować w najlepszych ośrodkach neurologicznych w Polsce, ani dyżurować w tych placówkach - stwierdza prof. Sławek.

Nierówność w dostępie do leczenia
Z kolei prof. Konrad Rejdak, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie zwraca uwagę, że pod względem naukowym, także w zakresie współpracy z zagranicznymi ośrodkami w stosowaniu w stosowaniu najnowszych metod leczenia, polska neurologia nie odbiega od innych krajów europejskich. Przypomina, że to właśnie w Polsce prowadzona jest większość badań klinicznych nad nowymi terapiami w tej dziedzinie, dzięki dużej rekrutacji pacjentów, którzy chcą korzystać z najnowszych technologii medycznych.

- Niestety, poważny problem pojawia się w momencie wprowadzania tych nowych, skutecznych terapii do praktyki klinicznej i ich udostępniania chorym. Dzieje się tak, między innymi z powodu rozproszenia specjalistów oraz nierównomiernego rozmieszczenia ośrodków neurologicznych. Skutkuje to znaczną nierównością w dostępie do leczenia w poszczególnych regionach kraju - tłumaczy prezes elekt PTN.

- Pustoszeją mniejsze szpitale powiatowe, a ciężar leczenia pacjentów przerzucany jest na duże szpitale kliniczne. Ten problem należy rozwiązać w każdym województwie, uwzględniając lokalną specyfikę, między innymi dotyczącą bazy szpitalnej - dodaje prof. Sławek.

W jego opinii województwa powinny mieć większą autonomię w podejmowaniu decyzji o organizacji leczenia. - W Polsce mamy ok. 3 tys. neurologów, a dla porównania - w Wielkiej Brytanii jest ich 600 - wskazuje prof. Rejdak i podkreśla w tym kontekście, że w naszym kraju konieczna jest poprawa dystrybucji świadczeń oraz koncentracja ośrodków i specjalistów.

Brakuje personelu pomocniczego
Również zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego i zastępcy przewodniczącego rady NFZ postęp technologiczny w terapiach powoduje, że należy koncentrować opiekę wysokospecjalistyczną w ośrodkach doskonałości o najwyższych kompetencjach. - Nie stać nas będzie, żeby taki ośrodek funkcjonował w każdym powiecie, a może też w każdym województwie - zaznacza ekspertka.

- Nadmierne rozproszenie pieniędzy powoduje, że wyceny świadczeń są niewystarczające, a satysfakcja pacjentów niska. Warto też, w przypadku chorób mózgu, rozważyć powołanie do życia ośrodków wczesnej kompleksowej diagnostyki - uważa dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Prof. Konrad Rejdak zgadza się z opinią, że pacjenci powinni trafiać do dużych ośrodków. - Tam trzeba ich prawidłowo diagnozować, ale potem chory musi gdzieś wrócić. Tymczasem nie mamy dokąd odsyłać pacjentów, a kliniki coraz częściej zamieniają się w zakłady opiekuńczo-lecznicze. Pacjenci przebywają tam miesiącami - zwraca uwagę profesor.

Co do liczby neurologów, zauważył, że w Wielkiej Brytanii jest ich wprawdzie mniej niż w Polsce, tyle że „są wspierani przez armię dodatkowego personelu”, w tym wyspecjalizowane pielęgniarki: - W Polsce mamy system kontynentalny, w którym neurolodzy przejmują także opiekę internistyczną, szczególnie nad osobami starszymi, często z wieloma chorobami - stwierdza prof. Rejdak.

Zawodzi kwalifikacja do zabiegów i badań
Natomiast prof. Sławek wskazuje na kolejny problem: - Głęboka stymulacja mózgu - DBS (od ang. deep brain stimulation) - to znakomita metod leczenia części pacjentów, między innymi z chorobą Parkinsona czy padaczką. Mamy jednak problemy z właściwym kwalifikowaniem chorych do tej procedury, kosztującej ok. 70 tys. zł. Potrzebne jest centrum kwalifikujące do tego rodzaju zabiegu, ponieważ nie wszyscy chorzy odnoszą z jej stosowania oczekiwane korzyści - mówi prof. Sławek.

Zwraca także uwagę na nadmierną liczbę badań diagnostycznych w ramach monitorowania programów lekowych oraz często zbyt długie hospitalizacje pacjentów: - W jakim celu chory z udarem mózgu ma leżeć 8 dni na oddziale? W ciągu trzech dni powinien zostać zdiagnozowany i wypisany do domu. Tymczasem hospitalizacja musi przeciągać się - bez żadnego medycznego uzasadnienia - do co najmniej ośmiu dni, aby była rozliczona za maksymalną stawkę przez NFZ - tłumaczy prezes PTN.

Eksperci podnoszą również, że - ze względu na formalne wymogi, a nie wskazania medyczne - zbyt często zlecane badania obrazowe (m.in. rezonansem magnetycznym i tomografem komputerowym) skutkują wydłużaniem się kolejek do diagnostyki: - Niepotrzebnie przeprowadzane badania zatykają system - podkreśla prof. Sławek.

Przepisy powielają bezsensowne procedury
Prof. Rejdak zauważa, że badania np. rezonansem magnetycznym powinny być przeprowadzane przede wszystkim w trybie ambulatoryjnym, a nie w ramach hospitalizacji: - Pacjenci nie chcą jednak czekać w kolejkach i trafiają do szpitala tylko dlatego, żeby szybciej mieć wykonany rezonans czy tomografię. Stąd mamy w kraju ok. 50 proc. zupełnie niepotrzebnych.

Prof. Tadeusz J. Popiela, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej Centrum Urazowego Medycyny Ratunkowej i Katastrof Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie informuje, że już ok. 50 proc. pacjentów jego zakładu kierowanych jest na badania obrazowe ze wskazań neurologicznych. - Takich chorych jest coraz więcej - dodaje prof. Popiela.

Zdaniem prof. Rejdaka wśród powodów tego zjawiska są, miedzy innymi kwestie administracyjne: - Na przykład w programie lekowym dotyczącym stwardnienia rozsianego wymagane jest, aby rezonans magnetyczny był wykonywany raz w roku - bez względu na to, czy jest potrzebny, czy nie. Przepisy powielają więc bezsensowne procedury - podkreśla prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

- Liczymy na dialog z decydentami. Mam nadzieję, że nasze postulaty, m.in. dotyczące organizacji leczenia pacjentów z chorobami mózgu - w tym zracjonalizowania czasu hospitalizacji i wycen niektórych procedur - a także poprawienia konstrukcji programów lekowych zostaną wreszcie wysłuchane przez resort zdrowia. Wiele z tych problemów można naprawdę rozwiązać niemal od ręki - podsumowuje prof. Jarosław Sławek.

Wypowiedzi zanotowano podczas sesji "Neurologia w Polsce - czy jesteśmy gotowi na nowe wyzwania?" w ramach IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.).

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum