Eksperci podczas EEC 2018: zacznijmy częściej rozmawiać o zdrowiu, nie o chorobie

Autor: PW, WOK/Rynek Zdrowia • • 15 maja 2018 05:49

Sytuacja demograficzna i związane z nią wyzwania powodują, że najwyższy czas byśmy częściej zaczęli rozmawiać o zdrowiu niż o chorobie. M.in. powinniśmy zmienić proporcje pomiędzy nakładami na profilaktykę a finansowaniem medycyny naprawczej - wynika z dyskusji jaką podjęli eksperci podczas "zdrowotnej" sesji na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.

Zdrowie publiczne jest działalnością wspólną i wielosektorową - podkreślali goście sesji "Zdrowie publiczne. Profilaktyka i edukacja" odbywającej się w ramach 10. Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 14-16 maja). Fot. PTWP

Jak przekonywał prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii i Chorób Płuc Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego (PTZP), inwestycje w zdrowie publiczne są tymi o największej stopie zwrotu.

- Z tym tylko, iż pieniądze wydane na profilaktykę przyniosą efekt za 15-20 lat. Problem w tym, że polityka żyje w cyklach 4-letnich, a polityka zdrowotna wymaga nawet cyklów pokoleniowych - zauważył prezes PTZP podczas sesji "Zdrowie publiczne. Profilaktyka i edukacja", odbywającej się w ramach 10. Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 14-16 maja).

Nie budujmy kolejnych szpitali...
Wiceminister zdrowia Zbigniew J. Król podkreślał, że dzięki ustawie o zdrowiu publicznym i zawartemu w niej Narodowemu Programowi Zdrowia, w ostatnich dwóch latach istotnie wzrosły nakłady na medycynę zapobiegawczą.

- Łącznie nakłady na zdrowie publiczne w Polsce sięgają już ok. 2 proc. wszystkich publicznych wydatków na opiekę zdrowotną. W krajach zachodnich ten odsetek sięga 3-4 proc., więc pod tym względem nie dzieli nas już od tych państw jakaś przepaść - zaznaczył wiceminister zdrowia.

Posłanka Beata Małecka-Libera wskazała, że m.in. ze względu na sytuacje demograficzną stoimy przed wielkimi wyzwaniami zdrowotnymi, ale jednocześnie ich skala zależy m.in. od naszego stylu życia i profilaktyki. - Dlatego czas, żebyśmy częściej zaczęli rozmawiać o zdrowiu, a nie o chorobie - mówiła.

Jak przyznała, w ustawie o ochronie zdrowia brakuje m.in. wskazania silnego pełnomocnika, który umiałby skupić działalność wielu ministerstw, tak by zdrowie publiczne nie było tylko domeną ministra zdrowia i by w sprawie działań zdrowotnych możliwa była rzeczywista współpraca między resortami.

- Zmieńmy spojrzenie na medycynę, nie budujmy już kolejnych szpitali, ale przeznaczmy pieniądze na zapobieganie chorobom. Zapiszmy w ustawie konkretny procent w jakim zwiększone środki przeznaczane na zdrowie mają być kierowane na profilaktykę - apelowała.

Najpierw jest profilaktyka
Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego w Warszawie zwracała uwagę, że "powinniśmy też zmienić proporcje pomiędzy nakładami na zdrowie publiczne, profilaktykę a finansowaniem medycyny naprawczej".

- Teraz właśnie nadszedł najlepszy moment, aby dokonać takiej zmiany - powiedziała.- Od 2010 r. jestem w Radzie Narodowego Funduszu Zdrowia i pamiętam mnóstwo dyskusji, w których wszyscy deklarowali pilną potrzebę takiej modyfikacji systemu - dodała.

- Gdy jednak dochodziło do tworzenia planu finansowego NFZ, bardzo trudno było przesuwać środki np. na profilaktykę, ponieważ pieniędzy było ciągle zbyt mało w stosunku do rosnącej, wręcz nadmiernej liczby świadczeń - przyznała ekspertka.

Podkreślała, że dziś sytuacja uległa zmianie. - Jesteśmy w naprawdę wyjątkowym momencie, kiedy rząd podjął decyzję o zwiększeniu finansowania systemu ochrony zdrowia. Możemy więc nie tylko inaczej podzielić te wydatki, ale przede wszystkim na nowo zdefiniować priorytety i przypisywać im źródła finansowania - powiedziała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Agencja pomoże
Wiceminister zdrowia Zbigniew Król zwrócił uwagę, że zdrowie publiczne jest działalnością wspólną, a jedną z jej form realizowanie programów prozdrowotnych przez samorządy. Konieczne jest jednak ich oparcie o Evidence Based Medicine.

- Jeżeli nie uwzględnimy tych danych, to narazimy społeczeństwo na działania, które nie przyniosą efektów, a wręcz mogą przynieść krzywdę - mówił, odnosząc tę uwagę m.in. do kryteriów oceny programów, którą prowadzi Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Dr Roman Topór-Mądry, prezes AOTMiT, przypomniał, że zostały opracowane wytyczne dotyczące tworzenia samorządowych programów zdrowotnych, a na stronie internetowej agencja publikuje przykładowe opinie zawierające oceny programów. - Takie uwagi są praktyczną poradą dla samorządów, pozwalającą pokazać według jakich kryteriów oceniamy programy - zaznaczył.

Wyjaśniał, że samorządy powinny m.in. zwrócić uwagę na zakreślenie celu programu zdrowotnego. Celem nie powinno być samo podjęcie działań, ale ich oczekiwany wynik: mierzalny, realistyczny, atrakcyjny i podany z zakreśleniem terminu.

- Celem programu nie może być np. tylko zidentyfikowanie osób zagrożonych czynnikami ryzyka, albo znajdujących się we wczesnym stadium choroby. Jeżeli program ma być skuteczny powinien wskazywać ścieżkę rozwiązania problemu zdrowotnego - mówił prezes AOTMiT.

Roman Topór-Mądry zapowiedział, że Agencja będzie publikowała schematy według których samorządy mogą przygotowywać programy zdrowotne. - Przygotowanie programu w oparciu o taki schemat zwalnia z oceny, ale mimo wszystko nie chcemy, żeby samorządy czekały na te schematy, raczej zachęcamy do zaczyniania z mniejszymi programami. Programów nie musi pisać osoba z tytułem profesorskim, ważne, żeby miały walor praktyczny - mówił prezes AOTMiT.

O zdrowiu samorządnie
Dr Michał Brzeziński z Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego powiedział, że o tym jak samorządy radzą sobie z tworzeniem i realizacją działań prozdrowotnych będziemy mogli po raz pierwszy przekonać się, gdy wojewodowie do września tego roku opublikują dane ewaluacyjne dotyczące takich działań za 2016 r. Wiadomo już, że ponad 2 tysiące jednostek samorządowych sprawozdało łącznie 23 tysiące działań, które miały służyć zdrowiu.

- Wiele z tych działań rzeczywiście wchodzi w zakres zdrowia publicznego i realizuje zaplanowane, długofalowe, konstruktywne pomysły. Jednak wśród tych działań są i pikniki, i przeglądy w szkole kończące się na skriningu i przekazaniu rodzicom informacji o stanie zdrowia dziecka, co nie ma nic wspólnego ze zdrowiem publicznym - mówił dr Michał Brzeziński.

Zaznaczył: - Generalnie jednak wiele samorządów dobrze nauczyło się prowadzenia działań prozdrowotnych realizując zadane własne jakim jest tworzenie programów przeciwdziałania alkoholizmowi.

Dr Tomasz Jan Prycel, współtwórca projektu edukacyjnego "Zdrowie, Człowiek, Profilaktyka", zauważył, że przeszliśmy długą drogę w jakości programów samorządowych.

- Samorządy były zaskoczone, gdy dowiedziały się w 2009 roku, że ich programy będą oceniane. Ustawodawca i samorządy stanęły niemal po dwóch stronach barykady. Po prawie 10 latach funkcjonowania tego systemu jakość programów samorządowych zdecydowanie wzrosła, a programy realizuje ok. 25 procent samorządów - podkreślał.

Co nas czeka
Podczas dyskusji powracano do kwestii demograficznych, które w decydujący sposób wpływają na wyzwania stojące przed zdrowiem publicznym.

- Nadal nie zbudowaliśmy polityki senioralnej i brakuje nam w tym zakresie dobrych wzorców - stwierdził prof. Bolesław Samoliński, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych i Alergologii.

Jak zauważył, po raz pierwszy w historii ludzkości żyjemy w społeczeństwie już nie trzy-, ale czteropokoleniowym. Często pokolenie najstarsze było wsparciem dla młodszego pokolenia, dla rodziny.

- Obecnie, gdy mamy 1,5 miliona obywateli powyżej 80 r.ż., to ta czwarta grupa najstarsza jest takim samym obciążeniem dla gospodarki, a czasami nawet większym, niż ta najmłodsza, bo pochłania największe koszty w systemie opieki zdrowotnej. Na przeciętnego obywatela NFZ wydaje 1200 zł rocznie, a na obywatela z grupy senioralnej 3600 zł - zaznaczył profesor.

Jego zdaniem, jeśli nic się nie zmieni w kształtowaniu polityki senioralnej, będziemy skazani niemal na gospodarczą katastrofę, bo coraz większa liczba niepracujących w stosunku do osób aktywnych zawodowo, poza problemem w ochronie zdrowia, spowoduje problem ekonomiczny, gdyż spadnie PKB.

W zakresie zdrowia publicznego - na co zwrócił uwagę prof. Mirosław Wysocki, kierownik Zakładu Promocji Zdrowia i Prewencji Chorób Przewlekłych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH, członek Polskiej Akademii Nauk, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego - stajemy też przed nowym wyzwaniem, jakim jest działalność ruchów antyszczepionkowych. Podkreślił, że o ile 10 lat temu szczepień dzieci odmawiało 3 tysiące rodziców, to dzisiaj liczba ta wynosi 30 tysięcy.

- Wielkim zadaniem jakie stoi przez politykami zdrowotnymi jest umiejętność rozmowy z ludźmi, którzy są przeciwnikami szczepień. Zbierane są podpisy pod projektem ustawy, która miałaby zlikwidować przymus szczepień. Eksperci szacują, że w razie wejścia takiej ustawy w życie wyszczepialność spadłaby do 70 proc. co grozi nam epidemiami. Powinniśmy bronić administracyjnego przymusu szczepień, bo efekty jego zniesienia mogą być dramatyczne - uznał prof. Mirosław Wysocki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum