WOK/Rynek Zdrowia | 21-03-2019 05:57

Eksperci: mapy potrzeb zdrowotnych nie mogą być pomnikiem sprawozdawczości

Kolejne aktualizacje map potrzeb zdrowotnych będą publikowane wyłącznie na ogólnodostępnej platformie cyfrowej. Zakres analiz zostanie poszerzony o epidemiologię, czynniki ryzyka chorób, przyczyny zgonów w poszczególnych województwach, a także preferencje pacjentów dotyczące świadczeń - zapowiada Ministerstwo Zdrowia.

Celem map potrzeb zdrowotnych nie powinno już być wyłącznie gromadzeniem danych i sprawozdawczość; FOT. PTWP

Dotychczas opublikowano tzw. mapy ustawowe (na podstawie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych) oraz mapy projektowe (opracowane przez resort zdrowia i finansowane ze środków europejskich).

W pierwszej grupie opublikowane zostały - w latach 2016-2018 - mapy obejmujące lecznictwo szpitalne. Natomiast w ramach tzw. map projektowych (obowiązek ich przygotowania związany jest wymogiem Komisji Europejskiej) w latach 2015-2017 ukazały się mapy dla 30 grup chorób oraz mapy onkologiczne i kardiologiczne.

Znacznie więcej niż dane z NFZ
Uczestnicy sesji pt. „Mapy potrzeb zdrowotnych - nowe otwarcie” w ramach IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca) zaprezentowali swoje oczekiwania wobec planowanych edycji map, a także omawiali ich dotychczasowe wykorzystanie.

Wiceminister zdrowia, Zbigniew Król przypomniał, że bazę dla map, które ukazały się w 2016 r. stanowiły dane z 2013 r. - Było to pierwsze zestawienie kontraktowanych świadczeń w poszczególnych zakresach. Dla każdego z tych obszarów po 1,5 tys. stron dokumentów, dość trudnych do przebrnięcia i nie ułatwiających planowania z perspektywy wojewody - mówił Zbigniew Król.

Zapowiedział, że jeszcze w tym roku ukażą się mapy z danymi za rok 2018: - Poprawią możliwości analityczne Ministerstwa Zdrowia. Uznaliśmy, że trzeba poszerzyć bazę informacyjną map, która obejmować powinna nie tylko to, co jest dostępne w NFZ - podkreślał wiceminister zdrowia.

Nowe podejście, czyli po pierwsze województwa
Resort planuje poszerzenie map o trzy bardzo ważne elementy. - Po pierwsze chodzi o dane dotyczące zapadalności i chorobowości. Pod drugie poprawiona zostanie jakość kodowania przyczyn zgonów - wymieniał wiceszef resortu zdrowia.

Pomocą w realizacji tych celów ma być wskaźnik DALY (ang. disability adjusted life-years - lata życia skorygowane niesprawnością). - Jego uwzględnienie pozwoli na miarodajne oszacowanie ryzyk zdrowotnych i eliminowanie wynikających z nich zagrożeń. Tę część analizy, jak zresztą całe planowanie oparte na mapach, chcemy sprowadzić do poziomu poszczególnych województw - zapowiada Zbigniew Król.

Przypomnijmy, że Ministerstwo Zdrowia nawiązało współpracę z Uniwersytetem Waszyngtońskim. Badacze z tego ośrodka naukowego (The Institute for Health Metrics and Evaluation, University of Washington, Seattle) - są autorami obszernego opracowania Global Burden of Disease Study, obejmującego m.in. wskaźnik DALY. Na jego podstawie można m.in. określić, na ile w danym systemie ochrony zdrowia poszczególne choroby skracają nasze życie.

- DALY to obecne najbardziej zobiektywizowany wskaźnik pozwalający możliwie precyzyjnie identyfikować potrzeby zdrowotne. Uniwersytet w Seattle za pomocą narzędzi sztucznej inteligencji przeanalizuje dane dotyczące ryzyk zdrowotnych w Polsce, począwszy od lat 50. ubiegłego wieku, dla wszystkich województw - wyjaśniał Zbigniew Król.

- Trzecim, nowym obszarem map będzie społeczna ocena potrzeb zdrowotnych, aby poznać preferencje pacjentów i wiedzieć z jakich świadczeń chcą korzystać. Ta część zawierać też będzie analizę prywatnych wydatków na ochronę zdrowia, a także koszty poszczególnych problemów zdrowotnych, jakie ponosi system - informował wiceminister zdrowia.

Międzynarodowe wskaźniki w regionalnej skali
Roman Topór-Mądry, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji nawiązał w swojej prezentacji do projektu realizowanego przez Uniwersytet Waszyngtoński. - To przedsięwzięcie trwa już 20 lat. W jego ramach ukazują się coroczne raporty globalne obejmujące prawie 200 krajów. Oceniają m.in. wskaźniki dotyczące 360 chorób i urazów oraz 84 czynniki ryzyka. Analizy przygotowuje 300-osobowy zespół wraz z ok. 3,5 tys. współpracowników - mówił prezes AOTMiT.

- Dzięki tak dokładnej analizie, możemy zobaczyć, jak podstawowe czynniki zachorowalności i umieralności przekładają się na całość problemów zdrowotnych w Polsce oraz w jaki sposób zmienią się one w kolejnych latach. Nadal najwięcej DALY tracimy wskutek m.in. palenia papierosów, nieprawidłowej diety, nadciśnienia tętniczego, otyłości, spożycia alkoholu i zanieczyszczenia powietrza - wyliczał.

Prezes AOTMiT podkreślał, że oprócz DALY, omawiane analizy pozwalają taże określić wskaźnik zgonów możliwych do uniknięcia (ang. amenable deaths) m.in. poprzez zastosowanie odpowiednich technologii medycznych. Roman Topór-Mądry zwracał uwagę, że wyniki tego rodzaju analizy zostaną przeniesione i podzielone na poszczególne województwa.

W opinii gospodarzy regionów
Jakie więc są oczekiwania wobec map potrzeb zdrowotnych włodarzy województw? Damian Marciniak, dyrektor Wydziału Zdrowia Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego wskazywał, że w regionach mamy aż trzech organizatorów polityki zdrowotnej - samorządy województw, wojewodów i oddziały wojewódzkie NFZ.

- Każdy z nich wydaje dokumenty o strategicznym znaczeniu. Wojewoda jest ustawowo zobowiązany do określania priorytetów polityki zdrowotnej w w regonie właśnie na podstawie map potrzeb zdrowotnych. Z kolei za strategię rozwoju województwa, w tym finansowanie inwestycji odpowiada marszałek. Wreszcie Oddział Wojewódzki NFZ przygotowuje plan zakupów świadczeń zdrowotnych - przypominał dyrektor Marciniak.

Zaznaczył, że istnieje potrzeba korelacji między tymi trzema dokumentami. Wskazywał, że w tym zakresie najważniejszą, koordynującą rolę powinny odgrywać mapy potrzeb zdrowotnych. - Z moich doświadczeń wynika, że często brakuje uzgodnienia działań między wspomnianymi organizatorami regionalnej polityki zdrowotnej - przyznał.

Dodał, że bardzo istotną rolę odgrywa pozyskiwanie danych. - Ich źródła są różne - pochodzą m.in. z NFZ - są to informacje podażowe i często okazuje się, że chorujemy na to, co najbardziej się opłaca świadczeniodawcom. Z drugiej strony mamy dane sprawozdawane przez podmioty lecznicze na potrzeby statystyki ochrony zdrowia. Mają one odzwierciedlać np. rzeczywiste wykorzystanie łóżek szpitalnych. Mamy też dane z rejestru podmiotów prowadzących działalność leczniczą. Niestety, te dane się różnią. Dlatego ich źródła wymagają ujednolicenia - powiedział Damian Marciniak.

Podkreślał, że potrzeby zdrowotne należy obecnie postrzegać szeroko - od profilaktyki poprzez medycynę naprawczą, do rzeczywistego zapewnienia świadczeń w zakresie rehabilitacji oraz opieki społecznej.

Apel o wersję przystępną dla społeczeństwa
Także w opinii Romana Kolka, wicemarszałka województwa opolskiego mapy są bardzo potrzebnym narzędziem do tworzenia regionalnych strategii polityki zdrowotnej. Odnosząc się do kwestii źródeł pozyskiwania danych w ochronie zdrowia zauważył, że obecnie ani NFZ, ani statystyka publiczna nie gromadzi wszystkich informacji o zdarzeniach medycznych.

- Chcielibyśmy, aby tworzone obecnie mapy uwzględniały także profilaktykę chorób, działania w zakresie promocji zdrowia. Zasadnicze jest pytanie, czy oraz w jakim stopniu m.in. jednostki samorządu terytorialnego powinny uwzględniać wnioski z map dotyczące na przykład konsolidacji placówek i innych działań reorganizacyjnych - mówił Roman Kolek.

W jego opinii, mapy powinny być również tworzone w wersji bardziej przystępnej dla przeciętnego obywatela: - Dotychczasowe edycje map miały charakter obszernych naukowych dokumentów. Społeczeństwo musi wiedzieć, dlaczego, w celu lepszego zorganizowania i dostępu do opieki zdrowotnej, czasami trzeba się czegoś wyrzec - na przykład przyjęcia do najbliższego szpitala - stwierdził wicemarszałek województwa opolskiego.

Zaznaczył, że jednym z celów, jakim służyć mają mapy, powinno być niwelowanie różnic pomiędzy regionami w dostępie do świadczeń zdrowotnych. - To w województwach jest największa szansa na tworzenie strategii zdrowotnych ponad podziałami politycznymi - argumentował Roman Kolek.

Będą spotkania we wszystkich województwach
Jakub Adamski, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia przypominał, że nad mapami pracuje w resorcie zdrowia kilkudziesięcioosobowy zespół.

Podkreślał, że na potrzeby zdrowotne należy patrzeć z wielu perspektyw, nie tylko od strony podażowej i danych gromadzonych przez NFZ. - Chcemy uzyskać możliwie pełny obraz potrzeb zdrowotnych, a same dane liczbowe do tego nie wystarczą - tłumaczył.

I dodał: - Właśnie dlatego sięgamy po taki sprawdzone wskaźniki jak DALY, aby dokładnie analizować m.in. obciążenie chorobowością w poszczególnych województwach. Możemy teraz w zobiektywizowany sposób pokazać istniejące problemy zdrowotne, aby w tym kontekście analizować i planować dostępność do poszczególnych świadczeń.

- Planujemy serię spotkań regionalnych, podczas których przedstawimy dane, w tym konkretne wskaźniki dotyczące poszczególnych województw. Będziemy rozmawiali o tym, jak określone problemy można rozwiązać. Jesteśmy w trakcie przeprowadzania zmian ustawowych w zakresie mapowania potrzeb zdrowotnych. Będzie to zadanie realizowane przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny - przypominał dyrektor Adamski.

NFZ ma być adresatem map, a nie ich generatorem
- Najwyższa pora, aby NFZ zaczął być adresatem map potrzeb zdrowotnych, a nie ich generatorem. Pierwotnie dane do tworzenia map pochodziły z NFZ, ale to nie Fundusz jest ich źródłem, ale przekazujący je do nas świadczeniodawcy - podkreślał Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii Narodowego Funduszu Zdrowia.

Zastrzegał, że NFZ ma dość ograniczony dostęp do informacji dotyczących epidemiologii, przyczyn zgonów oraz danych medycznych. - Natomiast zaletą gromadzonych przez Fundusz danych jest ich kompletność, ponieważ obejmują one całą populację, korzystającą z kontraktowanych przez NFZ świadczeń. Jednak te zasoby odnoszą się bardziej do zdrowia ekonomicznego świadczeniodawców, a nie pacjentów - precyzował nieco żartobliwie dyrektor Dziełak.

Dodał, że należy odwrócić sytuację - to potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie placówek medycznych, powinny wpływać na kształtowanie systemu. W jego opinii dotychczasowe mapy są dość wygodnym narzędziem, jeśli się wie w jaki sposób i czego w nich szukać.

Jak NFZ wykorzystywał już opublikowane mapy? - Okazały się dla nas pomocne m.in. w dziedzinie onkologii, ponieważ pokazały stopień koncentracji zabiegów. Spowodowało to zmiany w zarządzeniu prezesa NFZ, premiujące podmioty, które wykonują szerszy wolumen świadczeń zabiegowych. Mapy pomogły też wykazać, że skuteczność tego leczenia i przeżywalność jest większa - tłumaczył.

Szpitalne ryczałty nie uwzględniają map
Wskazywał, że mapy stały się też jedną z przesłanek wprowadzenia opieki koordynowanej, w tym programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentem po Zawale Serca (KOS-zawał), a także premiowania koncentracji zabiegów endoprotezoplastyki.

Dyrektor Dziełak przyznał natomiast, że problem z przełożeniem map potrzeb zdrowotnych na plan zakupu świadczeń stanowi ryczałtowy system finansowania szpitali. - Wzór na wyliczenie ryczałtu w żaden sposób nie odnosi się do tych map. Wydaje się, że w przyszłości należy to zmienić - podsumował Dariusz Dziełak.

Uczestnicy dyskusji byli zgodnie co do tego, że celem map nie powinno już być wyłącznie gromadzenie danych i sprawozdawczość. Mapy mają służyć porównywaniu i analizowaniu zmian w epidemiologii oraz strukturze i dostępności opieki medycznej. Powinny stać się narzędziem pomocnym w planowaniu inwestycji, zakupu świadczeń, a także organizacji opieki zdrowotnej w poszczególnych województwach.