Eksperci: inwestujmy w profilaktykę zdrowotną i ochronę środowiska

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 11 czerwca 2016 07:46

Choroby cywilizacyjne są m.in. efektem zdobyczy współczesności, które doprowadziły do tego, że żyjemy coraz dłużej. Naraziliśmy się jednocześnie na dłuższą ekspozycję na działanie szkodliwych czynników środowiskowych, co doprowadziło do zwiększenia zachorowań na nowotwory, choroby sercowo-naczyniowe, płuc czy cukrzycę - podkreślają eksperci.

Podczas sesji dotyczącej chorób cywiliazacyjnych; FOT. PTWP

Aby przeciwdziałać tym schorzeniom nie powinniśmy szczędzić środków finansowych na ochronę zdrowia i środowiska - wskazywali uczestnicy sesji poświęconej „Choroby cywilizacyjne” podczas VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 18-20 maja 20167 r.).

Przeznaczone na te cele nakłady należy, zdaniem ekspertów, inwestować przede wszystkim w pierwotną i wtórną profilaktykę, zmianę postaw zdrowotnych, a także w walkę z zanieczyszczeniami powietrza.

Styl życia naszym zabójcą
Prof. Mirosław Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny i konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego podkreślił, że choroby cywilizacyjne są spowodowane naszym stylem życia.

- Papierosy, alkohol, stres, brak ruchu i zanieczyszczenie środowiska sprawiają, że chorujemy częściej na serce, płuca, cukrzycę czy nowotwory. Wystarczy zmienić styl życia, aby większości tych schorzeń zapobiec lub przynajmniej przesunąć je w czasie. W ciągu tylko jednego dnia umiera 1050 osób. Wśród tych zgonów 45% stanowią zgony spowodowane chorobami układu krążenia, a 25% nowotworami złośliwymi - podkreślił prof. Wysocki.

Dodał też, że podczas gdy w chorobach serca, zmiana stylu życia i postęp w kardiologii interwencyjnej sprawiają, że śmiertelność szpitalna jest na bardzo przyzwoitym, europejskim poziomie, to, niestety, w nowotworach nie widać takiej zależności.

Z kolei dr Piotr Dąbrowiecki z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego oraz przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP zaznaczył, że dzięki badaniom z końca XX wieku wiemy, że aż za połowę naszych problemów zdrowotnych odpowiada styl życia. Wystarczy wprowadzić w nim zmiany, a z dużym prawdopodobieństwom unikniemy chorób serca, płuc, cukrzycę czy raka.

Przedwczesna śmierć w miastach
Jak podkreślił dr Dąbrowiecki, na drugim miejscu wśród przyczyn wywołujących schorzenia cywilizacyjne są warunki środowiskowe, a na te, niestety, nie mamy już takiego wpływu.

- Wśród czynników środowiskowych prym wiedzie zanieczyszczone powietrze. Odpowiada ono, aż za jedną czwartą zachorowań - podkreślił prof. Dąbrowiecki.

Wskazał, że tak często podkreślane przez ekspertów czynniki dziedziczne, które warunkują wystąpienie wielu schorzeń, stanowią jedynie 10% przyczyn zachorowania na schorzenia cywilizacyjne. Dlatego, zdaniem eksperta, warto zapobiegać tym czynnikom, ma które mamy wpływ.

- Trzeba pamiętać, że to, czym oddychamy warunkuje, jak chorujemy. Okazuje się, że oddychamy bardzo mocno zanieczyszczonym powietrzem. Z ostatnich badań wynika, że aż 32 polskie miasta znajdują się w czołówce miast najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

Tymczasem dane pochodzące z WHO pokazują, że jeśli oddychamy zanieczyszczonym powietrzem to ryzyko zachorowania na raka wzrasta aż pięciokrotnie, a na choroby układu oddechowego czy krążenia - czterokrotnie - zaznaczył dr Dąbrowiecki.

Dodał: - W wyniku zanieczyszczenia chorują nie tylko płuca, ale też uszkadzają się naczynia krwionośne. W efekcie dwa miliony osób umiera przedwcześnie, z tego 1 mln 300 tys. w miastach.

Ważne czynniki modyfikowalne
Prof. Krystian Wita p.o. zastępcy dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego nr 7 SUM, Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach podkreślał, że w Polsce wielu zgonom z powodu chorób sercowo-naczyniowych można by zapobiec dzięki modyfikowalnym czynnikom ryzyka, do których w kardiologii zaliczymy: nadciśnienie tętnicze, hipercholesterolemię, otyłość i cukrzycę. Zaznaczył też, że każdy z tych czynników jest przede wszystkim charakter cywilizacyjny.

- Mamy do czynienia z samonapędzającą się spiralą. Pacjent ma nadwagę, hipercholesterolemię, które powodują nadciśnienie. Wszystkie te czynniki razem wzięte doprowadzają do miażdżycy, która staje się przyczyną choroby wieńcowej, a następnie niewydolności serca. Ta może z kolei być powodem obrzęku, obrzęki mogą sprzyjać zatorowości - wymieniał prof. Wita.

Dodał również, że chociaż kardiologia należy do głównych „kilerów” na hospitalizacje dotyczące schorzenia przeznacza się w Polsce tylko 11,5% kwoty przeznaczonej na całe szpitalnictwo. Dla porównania, w Czechach na ten cel asygnuje się 22%, a w Niemcy - 24%.

Także dr Marek Gierlotka z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM, Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii zaznaczył, że z punktu widzenia zdrowia publicznego równie mocny wpływ na zdrowie, jak leczenie danej jednostki, mają też wspomniane czynniki ryzyka.

- O ile możemy śmiało się porównywać, jeśli chodzi o efekty leczenia z krajami Europy Zachodniej, to pod względem umieralność i zapadalność jesteśmy na kiepskiej pozycji - podkreślił dr Gierlotka.

Dodał: - Tymczasem także z polskich badań wynika, że 50% wszystkich zgonów można potencjalnie zapobiec obniżając czy redukując modyfikowalne ryzyko zachorowania. W Polsce aż jedna trzecia osób cierpi na nadciśnienie, dwie trzecie ma hipercholesterolemię. To też są jednostki chorobowe, za nimi jednak stoi dieta, siedzący tryb życia, palenie papierosów. A na te kwestie życiowe mamy wpływ

Zaznaczył, że także kardiolodzy dostrzegają negatywny wpływ zanieczyszczenia środowiska na częstość występowania chorób sercowo-naczyniowych.

- W katedrze, którą reprezentuję były prowadzone badania dotyczące zależności między wpływem tlenku azotu czy smogu na śmiertelność ogólną, sercowo-naczyniową, zapadalność na zawał i udar. Okazało się, że są to istotne korelacje - podsumował dr Gierlotka.

Na sercu nie można oszczędzać
Także prof. Paweł Buszman, prezes Zarządu American Heart of Poland SA zwrócił uwagę na wpływ zanieczyszczenia środowiska na choroby sercowo-naczyniowe. Jak zaznaczył, wspomniany już raport WHO z 2015 roku wskazuje na to, że 7 mln ludzi na świecie umiera z powodu zapylenia powietrza, w tym 48 tys. w Polsce. Z tej liczby, aż 70% są to zgony sercowo-naczyniowe.

- Śmiertelność na choroby układu krążenia zależy też od nakładów przeznaczonych na kardiologię. W latach 2000-2010 obserwowaliśmy w Polsce wyraźny spadek śmiertelności na choroby sercowo-naczyniowe. Wówczas nakłady na kardiologię rosły. Kiedy doszło do zatrzymania tych wydatków po roku 2010 nastąpiło zahamowanie umieralności, a nawet jej wzrost - zaznaczył prof. Buszman.

- Udowodniono, że zmniejszenie śmiertelności o 10% z powodu chorób układu krążenia to wzrost PKB o 1% - dodaje profesor.

Nadchodzi onkologiczne tsunami
Z kolei dr hab. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego przestrzegł przed plagą nowotworów, jaka nas czeka. Jak zaznaczył, palenie papierosów, otyłość, zanieczyszczenie powietrze, starzenie się, to wszystko czynniki, które powodują stały wzrost liczby chorych onkologicznie.

- Grozi nam plaga nowotworów, w niektórych regionach liczba chorych na raka wzrośnie nawet o 20%. Dlatego niezbędna jest szeroko pojęta profilaktyka, którą od lat zajmują się onkolodzy. Naszą domeną są przede wszystkim badania przesiewowe i wyszukiwanie wczesne pacjentów - tłumaczy dyrektor Maciejczyk.

- Niestety, widzimy, że na tym etapie naszych działań nie wszystko funkcjonuje jak należy. Badania przesiewowe charakteryzują się wciąż zbyt małą zgłaszalnością. To trzeba szybko zmienić. Pomocna w tej materii może okazać się koordynacja, nadzór nad procesem jakościowym, zaangażowanie całego społeczeństwa, w tym środowiska medycznego i organizacji pacjenckich - podkreślił doc. Maciejczyk.

Zwiększyć nakłady
Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii Narodowego Funduszu Zdrowia uspokajał twierdząc, że sytuacja w zakresie ochrony powietrza jest w Polsce o wiele lepsza niż była 20 lat temu. Oczywiście, w ocenie dyrektora Dziełaka, mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem, ale ma ono nieco inny, niż wskazywali przedmówcy, charakter.

- Nie mamy już do czynienia z zanieczyszczeniami o charakterze obszarowym typu kwaśne deszcze w Górach Izerskich, ponieważ przemysł w dużej mierze dość skutecznie ograniczył emisję zanieczyszczeń. Teraz głównym zagrożeniem - sezonowym i lokalnym - są tzw. niskie emisje z palenisk domowych - podkreślił Dariusz Dziełak.

Zaznaczył jednocześnie, że powinniśmy zwiększać, nie ograniczać nakłady na opiekę zdrowotną, ale także nakłady na ochronę środowiska.

- Zmniejszajmy emisją niską w tych miejscowościach poprzez wymianę pieców, posługiwanie się lepszym paliwem, a czynniki narażenia będą zdecydowanie niższe - zaapelował.

Podkreślił też, że NFZ podjął próbę prognozowania, jak zmiana struktury demograficznej w najbliższych latach wpłynie na potrzeby zdrowotne we wszystkich rodzajach opieki medycznej.

Okazało się, że w 2030 roku przeciętna liczba hospitalizacji wzrośnie średnio o 7%. Najbardziej odczują to oddziały internistyczne, gdzie będzie prawie 230 tys. hospitalizacji więcej. Na drugim miejscu plasuje się geriatria z 50% wzrostem, następnie kardiologia (25%), onkologia i radioterapia (20%), anestezjologia (20%) i choroby płuc (16%).

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum