Dyskusja o leczeniu oparzeń: czy potrzebna jest nowa specjalizacja

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 08 października 2010 06:32

Rzecznik Praw Obywatelskich wystosował do minister zdrowia pismo, w którym m.in. postuluje konieczność wyodrębnienia kombustologii jako dodatkowej samodzielnej specjalizacji lekarskiej. Powodem wystąpienia była tragedia sprzed roku w kopalni w Rudzie Śląskiej.

Przypomnijmy, że do wybuchu i zapalenia metanu doszło w kopalni Wujek-Ruch Śląsk 18 września ubiegłego roku, 1050 metrów pod ziemią. Na miejscu zginęło 12 górników, kolejni zmarli w następnych dniach w szpitalach. Ciężko poparzonych przewożono do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Skazani na pospolite ruszenie?

„Ujawnił się problem natury ogólnej związany z zapewnieniem należytej opieki medycznej osobom poszkodowanym, które doznały rozległych oparzeń oraz problem związany z rozliczeniem wykonanych zabiegów” – napisał 30 września do minister Ewy Kopacz, z upoważnienia RPO, Stanisław Trociuk, zastępca rzecznika praw obywatelskich.

Wcześniej RPO przeanalizował funkcjonowanie specjalistycznych ośrodków leczenia oparzeń podczas katastrofy górniczej.

Faktycznie, problemów było sporo. Trzeba było np. decyzji Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, żeby do CLO w Siemianowicach Śląskich trafił wtedy potrzebny sprzęt (siedem pomp infuzyjnych z LPR na Bemowie, respirator ze szpitala MSWiA, pompa infuzyjna ze Szpitala Wojskowego w Krakowie, pięć kolejnych respiratorów z magazynów Agencji Rezerw Materiałowych).

Krótko mówiąc, zorganizowano „pospolite ruszenie”... Żeby jednak nauka nie poszła w las, potrzebne są systemowe rozwiązania i plany obejmujące także działania służb medycznych .

– W Polsce do tej pory nie ma planów zabezpieczenia medycznego na wypadek masowych zdarzeń i katastrof – mówi nam prof. Jerzy Strużyna, szef Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej.

Leczyli i stracili
Do rozwiązania pozostały też inne problemy, o których wspomina RPO w wystąpieniu do minister Kopacz. Jeden z nich to finansowanie leczenia oparzeń. CLO w Siemianowicach Śląskich zamknęło 2009 rok ze stratą 1,5 miliona zł. Powodem jest to, że NFZ za mało zapłacił za leczenie górników poparzonych w katastrofie.

Spośród 40 górników, którzy odnieśli obrażenia w wyniku wybuchu metanu, do Siemianowic trafiło 27. Najdłużej leczeni przebywali w CLO 70 dni. Większość miała rozległe poparzenia –  60 proc. powierzchni ciała.

– Leczenie wszystkich pacjentów z oparzeniami powyżej 19 proc. powierzchni ciała wycenione jest tak samo, to znaczy na około 45 tys. zł – niezależnie od tego, czy chodzi o obrażenia na 30 czy 90 proc. Tymczasem w kosztach leczenia takich chorych jest ogromna różnica – już wtedy na finansowe absurdy zwracał uwagę Mariusz Nowak, dyrektor CLO w Siemianowicach.

Prof. Jerzy Strużyna dla kontrastu przywołuje zasady opłacania leczenia oparzeń w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Mówi, że tam każdy oparzony jest czystą kartą dla płatnika. Płaci się za wszystko, co potrzebne jest takiemu pacjentowi. U nas przyjmuje się określoną kwotę – z reguły zbyt niską – w której trzeba się zmieścić.

– Proponowałem pani minister, żeby zastosować finansowanie centralne, ponieważ mamy tylko trzy centra leczenia oparzeń (w Gryficach, Łęcznej i Siemianowicach Śląskich – red). Bez skutku – ubolewa profesor.

Finansowanie leczenia oparzeń będzie się odbywało na dotychczasowych zasadach. Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia poinformował jednak portal rynekzdrowia.pl, że „zmiany stwarzające dodatkowe możliwości rozliczania ciężkich oparzeń zawarte są w projekcie rozporządzenia ministra zdrowia zmieniającego rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego (Dz. U. Nr 140, poz. 1143 z późn. zm.).” Przypomniał, że wkrótce wejdzie ono w życie.

Kombustologia, czyli rozbrat z chirurgią plastyczną

Ale pieniądze to nie wszystko. Prof. Strużyna zwraca uwagę na kolejną kwestię: niedługo w polskich szpitalach może zabraknąć lekarzy leczących ciężkie oparzenia. Uczelnie nie kształcą bowiem w zakresie leczenia oparzeń.

Skutek może być taki, że w przypadku katastrofy większej niż ta w Rudzie Śląskiej, nie będzie miał kto i jak leczyć. Żeby czarny scenariusz się nie sprawdził, potrzebna jest kombustologia.

RPO namawia resort zdrowia, żeby wyodrębnić kombustologię z zakresu chirurgii plastycznej i stworzyć odrębną specjalizację, „gdyż chirurgia oparzeń jest dziedziną wysokospecjalistyczną, w której chirurgia plastyczna ma znikomy wpływ na procedury wykonywane w oddziale leczenia oparzeń”.

Propozycja nie jest nowa
– Złożyliśmy akces do Ministerstwa Zdrowia, by powołać specjalizację medyczną, która nazywałaby się kombustologią i zajmowała ranami przewlekłymi oraz oparzeniami. Jest to związane z pilną potrzebą kształcenia lekarzy w innym systemie – mówił w zeszłym roku dyrektor Nowak z Siemianowic.

Warto wspomnieć, że swego czasu interpelację (nr 13219) do ministra zdrowia złożył w tej sprawie śp. Maciej Płażyński, marszałek Sejmu w latach 1997-2001. Napisał w wystąpieniu, że ustanowienie kombustologii jako podstawowej specjalizacji ma swoje uzasadnienie w interdyscyplinarnym problemie leczenia osób oparzonych oraz z ranami przewlekłymi.

„W kombustologii niezbędny jest udział lekarzy w zakresie takich dziedzin medycyny, jak: dermatologia, nefrologia, anestezjologia, endokrynologia, chirurgia ogólna, chirurgia urazowa i plastyczna, ortopedia, rehabilitacja” – wskazywał Maciej Płażyński.

Jego zdaniem pozytywna decyzja przyczyniłaby się do racjonalizacji leczenia pacjentów z oparzeniami i ranami przewlekłymi i ich wyłączenia z zakresu leczenia chirurgii plastycznej, w znikomym stopniu zainteresowanej skomplikowanym oraz długotrwałym leczeniem tego typu ran.

Podpis nie wystarczy
Formalnie o powołaniu kombustologii jako specjalizacji może przesądzić odpowiednie rozporządzenie ministra zdrowia. Jeden podpis.

Ale środowisko oparzeniowców nie ekscytuje się, gdy mowa o planach dotyczących kombustologii. Prof. Jerzy Strużyna studzi „gorące głowy” i przypomina, że nie ma programu specjalizacji, systemu szkolenia i sprawdzania wiadomości, nie wyznaczono miejsca szkolenia, a to są przecież podstawowe sprawy. Dlatego uważa, że wystąpienie RPO może okazać się kolejnym wołaniem na puszczy.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia z kolei, że „odpowiedź na pismo Rzecznika Praw Obywatelskich zostanie udzielona w najbliższym możliwym terminie”. Oczywiście o treści tej odpowiedzi poinformujemy naszych czytelników. 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum