Dyrektorzy szpitali alarmują: podwyżek w lipcu nie będzie. "Nie wiemy, z czego mamy zapłacić"

Autor: Mariusz Polak • Źródło: Rynek Zdrowia14 czerwca 2022 06:00

- Kadry będą siedzieć po nocach, żeby to wszystko przeliczyć, a i tak pracownicy będą mieli pretensje do mnie, że nie dostaną podwyżek w terminie. Nie dostaną, bo fizycznie nie da się tego zrobić przy takim sposobie wprowadzania ustawy o wynagrodzeniach - rozkłada ręce Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Dyrektorzy szpitali alarmują: podwyżek w lipcu nie będzie. "Nie wiemy, z czego mamy zapłacić"
Od 1 lipca wchodzą podwyżki dla medyków. Dyrektorzy szpitali alarmują, że nie wiedzą, z czego je wypłacić. Zdj. ilustracyjne Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
  • Zgodnie z procedowaną ustawą o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia od 1 lipca, m.in. lekarze, pielęgniarki i położne, ratownicy medyczni, opiekunowie medyczni, farmaceuci czy pracownicy niemedyczni powinni otrzymać podwyżki
  • Dyrektorzy szpitali alarmują, że wypłacenie wyższych pensji dla pracowników już w lipcu jest nierealne
  • - Nie wiemy nic. Komu, ile, a przede wszystkim z czego mamy wypłacić te podwyżki. Jeżeli mamy zapłacić z bieżących pieniędzy szpitala, to jest to niemożliwe - tłumaczy Jerzy Friediger
  • - Każdy, kto zajmował się wyliczaniem płac personelu medycznego wie, że jest to chyba jeden z najbardziej skomplikowanych systemów wynagrodzeń w kraju - mówi prezes Szpitala Murcki w Katowicach Krzysztof Zaczek, podkreślając, że podobnie jak siły kadr medycznych w szpitalach są ograniczone, to administracyjne również
  • Ostateczny kształt podwyżek powinniśmy poznać na posiedzeniu Sejmu 22-23 czerwca. Zarządzający placówkami obawiają się, że bez dodatkowych pieniędzy przekazanych przez rząd nastąpi dalsze zadłużanie szpitali

Od 1 lipca podwyżki dla medyków. Ustawa 22 czerwca w Sejmie

Od 1 lipca obowiązywać ma nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników podmiotów leczniczych, zgodnie z którą lekarze, pielęgniarki i położne, ratownicy medyczni, opiekunowie medyczni, farmaceuci czy pracownicy niemedyczni mają otrzymać podwyżki.

Tymczasem, na kilkanaście dni przed wprowadzeniem nowej tabeli płac w ochronie zdrowia, wciąż nie wiadomo jaki ostatecznie przyjmie ona kształt.

W ubiegłym tygodniu projektem przyjętym wcześniej przez Sejm zajął się Senat i totalnie go zrewolucjonizował, wprowadzając m.in. poprawkę zwiększającą współczynniki płacy o 0,25 dla wszystkich grup zawodowych wymienionych w ustawie.

To - jak wyliczała wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia Alicja Chybicka - miałoby kosztować dodatkowe około 7 mld zł, wobec wcześniej zaplanowanych 7,2 mld zł za samo drugie półrocze 2022 roku.

Podwyżki dla medyków. "Z bieżących pieniędzy szpitala to nierealne"

Ustawa ma wejść w życie za kilkanaście dni, a... - Nie wiemy nic. Komu, ile, a przede wszystkich z czego mamy wypłacić te podwyżki - rozkłada ręce Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie.

- Jeżeli mamy zapłacić to z bieżących pieniędzy szpitala, to jest to nierealne, niemożliwe - podkreśla.

- Pracownicy przyjdą 1 lipca po pieniądze, a ja wciąż nie wiem skąd i jak mam im je wypłacić. Minister zdrowia ze swoim zastępcą uważają, że wszystko jest w porządku. Uważają, że to się samo jakoś rozwiąże, a w razie czego zwali się na dyrektorów. A jak ma się rozwiązać, skoro nie jesteśmy w stanie nic zaplanować? - pyta Friediger.

Tabela płac w ochronie zdrowia. "Inni pracownicy też zapukają po podwyżki"

Dyrektor zwraca uwagę, "że za podstawowymi poborami są różnego rodzaju pochodne w postaci dodatków, które w przypadku np. pielęgniarek stanowią 50-60 proc. wynagrodzenia".

- I tu znów nie wiemy, w jaki sposób sfinansować te pochodne - podkreśla.

- A mówimy tu tylko o pracownikach etatowych. Należy jednak zauważyć, że w większości szpitali znaczna liczba pracowników jest na umowach cywilno-prawnych. Dla nich na razie pieniędzy się nie przewiduje, a z pewnością też zapukają do dyrekcji po podwyżki - tłumaczy.

- Nie przewidziano pieniędzy na dodatki funkcyjne, nie wiadomo czy będą pieniądze dla pracowników technicznych, administracyjnych i obsługi, a projekt przewiduje dla nich podwyżki „proporcjonalne”. Jak to interpretować, nie wiadomo. Chciałbym się mylić i dowiedzieć się, że pieniądze są na wszystko - dodaje.

"Podwyżek nie da się wypłacić w terminie"

Dyrektor Friediger otwarcie przyznaje, że nie ma możliwości, by od 1 lipca pracownicy otrzymali wynagrodzenia według ustawy, którą dopiero 22 czerwca ponownie zajmie się Sejm.

- Kadry będą siedzieć po nocach, aby to wszystko przeliczyć dla 1200 osób w naszym przypadku, a i tak pracownicy będą mieli pretensje do mnie, że nie dostaną podwyżek w terminie. Nie dostaną, bo fizycznie nie da się tego zrobić przy takim sposobie wprowadzania ustawy - podkreśla Friediger.

- Każdy kto zajmował się wyliczaniem płac personelu medycznego wie, że jest to chyba jeden z najbardziej skomplikowanych systemów wynagrodzeń w kraju - wtóruje mu wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego Krzysztof Zaczek.

- Mamy różne formy zatrudnienia, szereg dodatków, dyżury, godziny nadliczbowe, czyli mnóstwo elementów składowych i nie da się tego wyliczyć jednym kliknięciem w programie kadrowo-płacowym - podkreśla Zaczek, na co dzień prezes Szpitala Murcki w Katowicach, który również zastanawia się, jak to będzie za kilkanaście dni.

- Pewnie skończy się to tym, że będziemy wypłacać wynagrodzenia „po staremu”, a jak już poznamy ostateczną treść ustawy, wprowadzimy korekty, nowe listy płac i będziemy wyrównywać pensje (ustawa zakłada działanie wstecz - przyp. red.). Innego wyjścia nie widzę, skoro tak to jest wdrażane - tłumaczy.

- Bo pamiętajmy jeszcze, że nie tylko siły kadr medycznych w szpitalach są ograniczone, te administracyjne również - dodaje.

Brak dodatkowych pieniędzy na podwyżki, to dalsze zadłużanie szpitali

Szef szpitala w Katowicach podkreśla, że jego największe obawy dotyczą znalezienia środków na te podwyżki. - W sumie to przyzwyczailiśmy się i traktujemy to jako stan normalny, że wstajemy rano i dowiadujemy się o nowych aktach prawnych rewolucjonizujących dotychczasowe przepisy - uśmiecha się Krzysztof Zaczek.

- A tak poważnie, ustawa o wynagrodzeniach obowiązująca de facto od 2017 roku i jej kolejne nowelizacje, pozbawiła dyrekcję szpitali narzędzia zarządczego nad najcenniejszym zasobem jakim jest personel, który pochłania najwięcej kosztów. Sterowane jest to odgórnie i obecnie mamy z tym ogromny problem organizacyjny - przyznaje.

- Niestety, tak wygląda zarządzanie placówkami ochrony zdrowia finansowanych ze środków publicznych od wielu już lat. Czasami rozmawiam z prezesami czy dyrektorami firm z innych branż i są ogromnie zaskoczeni, że działamy praktycznie na planach widmo - mówi dyrektor Szpitala Murcki w Katowicach.

- Pytają, jak możemy funkcjonować, skoro naszych budżetów nie da się zaplanować. A pamiętajmy, że wynagrodzenia to tylko jedna z wielu składowych tego budżetu. Chociażby wartość finansowania przez NFZ poznajemy tak naprawdę w marcu danego roku, co z różnych powodów i tak wielokrotnie w ciągu roku się zmienia - tłumaczy.

- Trudno więc tu o jakimkolwiek długofalowym, strategicznym planowaniu mówić. To dla dyrektorów jest w sferze marzeń - podkreśla dyrektor dodając, że brak dodatkowych pieniędzy na wzrost wynagrodzeń skutkować będzie dalszym zadłużaniem szpitali.




Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum