Mirosław Stańczyk/InfoDENT.24.pl, Rynek Zdrowia | 14-11-2020 07:40

Czy stomatolodzy spoza Unii Europejskiej staną się w Polsce źródłem sporu?

Lekarze dentyści spoza UE jeszcze do Polski nie przyjechali. Nie ma nawet pewności czy w ogóle przyjadą. Pewne natomiast jest to, że ich potencjalna obecność w kraju wywołała w branży stomatologicznej spór, w którym głównym wątkiem jest troska o dobro pacjenta.

Stomatolodzy spoza UE zmienią nasz rynek śiadczeń dentystycznych? FOT. Fotolia; zdjęcie ilustracyjne

„Pandemia COVID-19 to najlepszy czas, aby interes polskich pacjentów przedłożyć przed partykularny interes sił politycznych oraz korporacyjny interes środowisk medycznych skupionych w szczególności wokół Naczelnej Rady Lekarskiej. Wzmacnianie konkurencji na rynku pracy lekarzy i lekarzy dentystów skutkować będzie dodatkowo podnoszeniem jakości leczenia oraz obsługi pacjenta” - taka ocena sytuacji, zarysowana przez Związek Pracodawców Stomatologii, nie jest pewnie najlepszym zaproszeniem samorządu lekarzy dentystów do pochylenia się nad postulatami Związku.

A może wcale nie chodziło o zaproszenie, a o przygotowanie gruntu pod zmiany w prawie, które nie są po drodze korporacji zawodowej zrzeszającej lekarzy dentystów? Gdy nie wiadomo o co chodzi…

W ocenie Związku Pracodawców Stomatologii, w przypadku braku szybkich i głębokich zmian, wpływających na wprowadzenie do systemu nowych lekarzy dentystów - ceny za leczenie stomatologiczne w ciągu najbliższych 24 miesięcy wzrosną o kolejne 100 proc., ograniczając tym samym w znacznym stopniu dostępność leczenia dla polskich pacjentów.

Rzetelna weryfikacja tych prognoz jest trudna. Dyskusji nie ułatwia spór o to, ilu faktycznie pracuje w Polsce lekarzy dentystów, czy ok. 13,5 tys. - jak podaje za Eurostatem ZPS, czy daleko więcej niż dwa razy tyle - jak wylicza NRL.

Mechanizmy wolnorynkowe zbawienne dla pacjentów?
Ważniejsze jest poznanie narzędzi, którymi ZPS chciałby walczyć z zagrożeniem. Zagrożeniem tym mają być zbyt wysokie ceny usług komercyjnych, wykluczające z leczenia stomatologicznego znaczny odsetek Polaków. W rozmowie z portalem infoDENT24.pl Piotr R. Grudziński, wiceprezes ZPS zapewnia: - Uwalniając rynek pracy lekarzy dentystów odkryjemy dopiero prawdziwy potencjał prywatnego sektora usług stomatologicznych.

- Szacujemy, że docelowo ceny procedur dentystycznych w Polsce skorelują się z siłą nabywczą polskiego pacjenta. W przeciwnym przypadku z możliwości leczenia wykluczana będzie coraz większa grupa mniej zamożnych pacjentów - czytamy w stanowisku ZPS.

Jak na mechanizmy wolnorynkowe zapatruje się Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL?  - To dość niefrasobliwa retoryka. Równie dobrze mógłbym sprowadzić całą argumentację Związku do prostej motywacji, mającej na celu zapewnienie gwarancji czerpania zysku z pracy najemnej lekarzy - przyznaj w rozmowie z infoDENT24.pl: 

- Warto uświadomić Związkowi, że wspieranie się specyficznie pojmowanym dobrem pacjenta w przedstawianiu swoich racji przedstawicielom władz publicznych to broń obosieczna. W przyszłości, ta sama retoryka może być użyta w projektach o dużo bardziej podstawowym znaczeniu dla wykonywania zawodu lekarza. Kto sieje wiatr, zbiera burzę 0 podkreśla Andrzej Cisło.

Jak skwantyfikować problemy pacjentów. Czy bardziej doskwiera im wysoki koszt komercyjnych usług stomatologicznych, czy może daleko niewystarczająca podaż świadczeń, gwarantowanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego? Wymieszanie problemów grozi mylnymi wnioskami. Wydaje się, że oba zjawiska wymagają odrębnej diagnozy.

- Nasi pacjenci nie dlatego nie mają dostępu do publicznych specjalistycznych świadczeń, bo trwale nie ma kto ich leczyć, tylko dlatego, że państwo w ramach koszyka nie finansuje tych świadczeń. I „import" specjalistów niczego tu nie poprawi - twierdzi Andrzej Cisło.

- Podstawową barierą, ograniczającą pacjentów, jest bariera finansowa, wynikająca z bardzo anachronicznego i na żenująco niskim poziomie finansowania systemu ubezpieczenia zdrowotnego oraz ze znikomych środków, pozostających Polakom po odjęciu stałych kosztów utrzymania - uważa wiceprezes NRL.

- Lekarze próbują nadążać za potrzebami pacjentów, mierząc się równocześnie ze sporymi nakładami na uruchomienie praktyki. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, tak rujnującego życie osobiste, przyjmowania pacjentów do późnych godzin? Skąd wziął się potężny w naszej branży problem wypalenia zawodowego? Jest nas za mało? Dość spojrzeć na liczbę gabinetów na ulicach dużych miast, na rosnącą agresywność reklam- to w dużo większym stopniu opisuje rynek niż przerzucanie się statystykami o liczbie aktywnych zawodowo lekarzy dentystów - zapewnia Andrzej Cisło.

Leczenie „na NFZ” do zaorania?
Siła komercyjnych usług stomatologicznych jest miażdżąca. Ich wartość cztero-, pięciokrotnie przewyższa wielkość świadczeń realizowanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Co do wartości tych drugich nie ma złudzeń Piotr R. Grudziński: - System świadczeń stomatologicznych, realizowanych w ramach NFZ, jest absolutną iluzją leczenia i w takiej formie, w jakiej istnieje - powinien jak najszybciej zniknąć. Wycena świadczeń wymusza na lekarzach wykonywanie procedur z wykorzystaniem najtańszych materiałów, bez zastosowania nowoczesnej diagnostyki i według przestarzałych protokołów postępowania, co w sposób znaczący przyczynia się do niskiej trwałości leczenia i jego negatywnych następstw - zaznacza.

- Tajemnicą poliszynela jest również fakt, że jedynym sposobem na utrzymanie jakiejkolwiek rentowności takiego leczenia jest tzw. kreatywne rozpisywanie procedur. System jest zatem patologiczny zarówno w wymiarze medycznym, jak i administracyjno-finansowym - mówi Grudziński.

Poirytowania taką oceną nie kryje wiceprezes NRL. - Imputowanie tysiącom pracujących z Funduszem lekarzom, że utrzymują się z „kreatywnego rozpisywania procedur" ociera się o pomówienie, o ile takim pomówieniem nie jest. Łatwo operować zgrabnymi hasłami. Trzeba tymczasem pamiętać, że za każdą poważną zmianą systemową, niestety, kryć się mogą ludzkie dramaty. Odpowiedzialna polityka polega na dostrzeganiu zagrożeń i kalkulowaniu zysków - nie tylko własnych, ale także na dostrzeganiu kosztów, które ponoszą inni - uważa Andrzej Cisło.

System kształcenia lekarzy dentystów do rekonstrukcji?
Mocnych sformułowań nie brakuje także przy ocenie przez ZPS systemu kształcenia kadr medycznych. - Jako pracodawcy dostrzegamy systemowy brak przygotowania polskich, młodych lekarzy dentystów po zakończeniu studiów i stażu do samodzielnej pracy zgodnej ze współczesnymi protokołami postępowania - powiedział wiceprezes Związku Pracodawców Stomatologii.

- Praca w powiększeniu, czy holistyczne leczenie to tylko wybrane obszary, w których po zatrudnieniu w komercyjnym podmiocie leczniczym, nauka zaczyna się od nowa. Potwierdzenie uprawnień zawodowych w postaci PWZ nie stanowi gwarancji dobrego leczenia - twierdzi Piotr R. Grudziński.

Andrzej Cisło przyznaje, że izby lekarskie o kształceniu mówią od dawna. Wiceprezes NRL przypomina, że podczas spotkania z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim rozpoczął referowanie spraw stomatologicznych nie od wyceny NFZ, a właśnie od pilnej konieczności wznowienia dyskusji o tym dlaczego to lekarze dentyści mają w Polsce mieć inne prawo do finansowania rozwoju zawodowego niż lekarze.

- Nie każdy lekarz dentysta musi mieć specjalizację, ale każdy musi uzyskać wsparcie w dojściu do profilu swej praktyki. Drogę do samodzielności powinien wspierać system doskonalenia zawodowego - dodaje wiceprezes NRL.

Co z korporacyjnym interesem środowisk medycznych?
Punktów zbieżnych jest niewiele, zatem o porozumienie: NRL - PZS będzie trudno. Źle to wróży naprawianiu systemu, w którym przyszło lekarzom dentystom pracować, a pacjentom - leczyć się.
- W szeregi ZPS weszli, choć oczywiście nie masowo, lekarze dentyści będący pracodawcami. To ruch w początkowej fazie organizacji, ale musimy traktować tę dyskusję jako dialog toczony wewnątrz szeroko rozumianej korporacji - ocenia Andrzej Cisło.

- Gdy czytam o „korporacyjnym interesie środowisk medycznych" to przychodzą mi na myśl same najgorsze skojarzenia. Takie sformułowanie odwołuje się do ekstremalnie populistycznej retoryki, wedle której każdemu niekorzystnemu dla siebie zjawisku można przypisać źródło tkwiące w sprzecznej z interesem publicznym obstrukcji bliżej nieopisanych, podejrzanych „sił". Ta retoryka jest z założenia antylekarska, na co chcę zwrócić uwagę lekarzy- członków Związku - mówi wiceprezes NRL.

Dodaje: - Nie będziemy biernie przyglądać się niekorzystnym zmianom w relacjach lekarz - lekarz i pacjent - lekarz, naruszających sens i istotę tych relacji.