Co dyrektywa transgraniczna przyniesie polskim szpitalom: zyskają, a może - stracą?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 11 marca 2013 06:20

Implementacja dyrektywy unijnej ws. stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej wzbudza wiele emocji. Wszystko wskazuje na to, że polscy pacjenci skorzystają z "medycznej strefy Schengen" w mocno ograniczonym zakresie. Pojawia się jednak pytanie o potencjalne korzyści, jakie mogą odnieść z tytułu dyrektywy nasze szpitale. Czy po 25 października będą świadczyły więcej usług dla pacjentów zza granicy?

Co dyrektywa transgraniczna przyniesie polskim szpitalom: zyskają, a może - stracą?

Resort zdrowia nie ukrywa, że im więcej pieniędzy zostanie wydanych na sfinansowanie  terapii poza granicami Polski, tym mniej zostanie ich na leczenie w kraju.

Stąd proponowane ograniczenia: konieczność posiadania skierowania na leczenie oraz uzyskania zgody NFZ. Niezależnie od tych barier, pacjent musi posiadać własne środki finansowe na zrealizowanie takiego przedsięwzięcia, zwrot pieniędzy otrzyma bowiem, podobnie jak pacjenci z pozostałych krajów, dopiero po przedstawieniu rachunku swojemu płatnikowi.  Portfel chorego powinien być również na tyle zasobny, aby pokryć różnicę w cenie świadczenia za granicą i kwoty, jaką zapłaci za nią Fundusz w kraju. Do tego dochodzą wcale niemałe koszty związane z podróżą i pobytem w wybranym miejscu.

Tyle o sytuacji pacjenta. Co jednak ze szpitalami?

Wielkiego boomu nie będzie?
- Nie sposób na razie ocenić, czy w związku z wejściem w życie dyrektywy transgranicznej będziemy leczyć większą liczbę zagranicznych pacjentów. Obecnie nie mamy szczególnie bogatych doświadczeń w tym zakresie: w ciągu ostatniego roku przyjęliśmy w ramach EKUZ około 100 takich chorych, co przy blisko 46 tys. przyjętych ogółem nie jest imponującą liczbą - mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Joanna Woźnicka, rzecznik SPSK nr 1 im. prof. T. Sokołowskiego w Szczecinie.

- Trudno też przewidzieć, czy potencjalni pacjenci z UE w istotny sposób zasilą budżet szpitala: koszty ich leczenia zwróci płatnik, a my dostaniemy jedynie tyle, ile Fundusz płaci za określoną usługę - dodaje dr Woźnicka.

Zygmunt Baś, prezes zarządu NZOZ "Szpital Powiatowy" w Słubicach Sp. z o.o. nie ukrywa, że choć kwoty w cenniku usług lecznicy są dużo niższe niż u niemieckiego sąsiada (np. ten sam zabieg w szpitalu w Eisenhuttenstadt jest o 30 proc droższy) to przychody uzyskane dzięki pacjentom zza Odry, korzystającym tu z rehabilitacji lub świadczeń na internie, nie stanowią znaczącej pozycji. Być może zmieni się to jednak po wejściu w życie dyrektywy transgranicznej.

Wielkiego boomu po wdrożeniu dyrektywy nie przewiduje natomiast dr Romuald Cichoń, dyrektor naczelny Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca Medinet, chociaż  różnice w polskich i niemieckich cenach zabiegów pozostają w stosunku 1 do 3.

- Naszymi pacjentami są z reguły seniorzy, którzy chcą poddać się operacji w miejscu, gdzie bez problemu porozumieją się w ojczystym języku, a ponadto będą blisko swoich rodzin i przyjaciół. Owszem, liczymy na pacjentów zza granicy,  ale w przyszłości. Dotyczy to głównie Polonii na Wyspach lub w Niemczech - dodaje dr Cichoń.

Zagraniczny pacjent zapłaci sam

Dyrektywa wyklucza rozliczanie się za usługi transgraniczne pomiędzy narodowymi płatnikami, sytuacja zagranicznego pacjenta w Polsce będzie zatem analogiczna, jak w przypadku polskiego pacjenta za granicą. Obcokrajowiec będzie zobowiązany do uiszczenia opłaty za świadczenie bezpośrednio w kasie placówki (zgodnie z jej cennikiem) i dopiero po przedstawieniu faktury rozliczy się ze swoim płatnikiem. Cennik za usługi w każdej placówce medycznej musi być dla obcokrajowca i dla chorego z własnego kraju taki sam.

- Kwestia, ile za taką samą usługę w ramach kontraktu z NFZ zapłaci płatnik, jest wynikiem umowy bilateralnej pomiędzy Funduszem a świadczeniodawcą. To nie jest cennik usług szpitala, tylko zapłata uiszczana przez Fundusz. Cennik dla pozostałych pacjentów, w tym także dla pacjentów z Polski, musi być jednakowy - wyjaśniała w czasie dyskusji na temat dyrektywy w Radiu TOK FM Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ.

Jej zdaniem, wprowadzenie dyrektywy nałoży na resort zdrowia i płatnika obowiązek stworzenia odpowiedniego systemu informacji o własnych i zagranicznych świadczeniach. Konieczna będzie również sporządzenie ich wyceny.

- To umożliwi, zarówno płatnikowi jak i pacjentowi, podejmowanie świadomych decyzji finansowych. Niezbędna jest także racjonalizacja wyceny świadczeń w taki sposób, aby była ona porównywalna z innymi krajami, bez tak dużych różnic, jak obecnie - mówiła prezes NFZ.

Ciekawa konsekwencja dyrektywy
Dotychczas Ministerstwo Zdrowia stało mocno na stanowisku, że szpitale publiczne nie mogą wykonywać świadczeń komercyjnych w ramach usług zakontraktowanych przez Fundusz, mimo iż mają odpowiednie ku temu "moce przerobowe". Jeśli jednak publiczne lecznice będą zobowiązane do sporządzania cenników swoich usług, jednakowych dla polskich i zagranicznych pacjentów, a zarazem będą mogły je stosować jedynie wobec pacjentów zagranicznych, nie będzie mowy o równym traktowaniu chorych - dojdzie do ich różnicowania ze względu na kraj pochodzenia.

I tak: pacjent z Niemiec, zgodnie z dyrektywą, będzie mógł wykonać określony planowany zabieg w polskim szpitalu publicznym. Polak, mimo że za taki zabieg będzie chciał uiścić opłatę w szpitalnej kasie, nie będzie miał takiej możliwości.

- Gdyby istotnie nastąpiła zmiana interpretacji prawa w tym zakresie i szpitale publiczne, mające podpisany kontrakt z NFZ, będą mogły wykonywać te same świadczenia za pieniądze, także w przypadku polskich obywateli, byłaby to bardzo ciekawa konsekwencja dyrektywy. Wprawdzie ona sama o tym nie wspomina, ale wprowadzenie określonych rozwiązań dla obcokrajowców stworzy potencjalną nierówność wobec polskich podmiotów - mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl ekspert rynku medycznego Adam Kozierkiewicz

Szansa dla stomatologii i rehabilitacji, ale...
Zdaniem Adama Kozierkiewicza, konsekwencje finansowe związane z wyjazdami polskich pacjentów na leczenie za granicę będą niewielkie - powinny się zamknąć na poziomie kilkuset milionów złotych rocznie, co przy budżecie NFZ w wysokości 65 mld jest niewielką sumą.

- W praktyce, co pokazują doświadczenia krajów które działają na bazie dyrektywy, przepływy pacjentów dotyczą głównie stomatologii i rehabilitacji. Jednak pacjent musi mieć motywację aby fatygować się za granicę i próbować porozumieć z lekarzem, który nie zna jego języka. Ta motywacja leży w finansach. Jeżeli krajowy płatnik w większości pokrywa koszty za takie usługi w kraju, nie ma sensu wyjeżdżać. Jeśli jednak, jak np. w przypadku świadczeń dentystycznych w Niemczech - finansowane są one jedynie w 60 proc. - robi to już istotną różnicę. Podobnie jest z rehabilitacją - dodaje Kozierkiewicz.

Istnieje zatem szansa dla dentystów i rehabilitantów, że Niemcy będą przyjeżdżać po ich usługi do Polski. Jej wykorzystanie wymaga jednak zdaniem eksperta zbudowania i utrzymania dobrego wizerunku w tych dziedzinach.

EKUZ - po staremu
Przepisy dotyczące dyrektywy transgranicznej będą funkcjonowały obok dotychczasowych reguł stosowania EKUZ. Dyrektywa transgraniczna dotyczy bowiem leczenia planowego, podczas gdy EKUZ reguluje kwestię zwrotu kosztów leczenia poniesionych przez osobę czasowo przebywającą za granicą, jeżeli podczas pobytu zaistniała potrzeba niezwłocznego skorzystania z opieki medycznej.

- Karta nie uprawnia do żądania zwrotu poniesionych nakładów, gdy celem podróży było poddanie się leczeniu w zagranicznej placówce. Podstawową różnicą w stosunku do leczenia planowego jest natomiast to, że w ramach EKUZ, pokrywane przez NFZ koszty leczenia nie są ograniczane zakresem refundacji krajowej, lecz odpowiadają poziomowi refundacji w kraju udzielania świadczenia - wyjaśnia dr Andrzej Balicki, radca prawny, szef zespołu regulacyjnego DLA Piper.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum