KL,OZZL/Rynek Zdrowia | 12-05-2017 11:28

Bukiel o reformie ochrony zdrowia: ciastka zamiast chleba

Nie mają chleba, to niech jedzą ciastka - tak miała powiedzieć królowa francuska usłyszawszy o głodujących chłopach, których nie było stać na chleb. Dobrze oddaje to, co się dzieje z reformą publicznej ochrony zdrowia, przeprowadzaną przez obecny rząd - komentuje Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Na zdj. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Fot. PTWP

Jak przypomina przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, głównym założeniem tej reformy i jej przesłaniem jest - jak wiemy - rezygnacja z tzw. ekonomizacji służby zdrowia. Ma się to objawiać innym niż dotychczas sposobem finansowania szpitali (nie za wykonane procedury ale w formie stałego ryczałtu), rezygnacją z konkurencji między szpitalami (sieć szpitali) i z działania „dla zysku”. 

- Przedstawiciele rządu na czele z ministrem zdrowia przekonują Polaków, że placówki służby zdrowia powinny pełnić misję, a nie działać jak przedsiębiorstwa. Krytykują to, co było dotychczas: ścisłe liczenie przez dyrektorów szpitali (czasem lekarzy) czy leczenie się opłaca czy nie, pilnowanie kosztów aby zmieścić się w cenie ustalonej przez NFZ, niepoświęcanie pacjentom odpowiedniej uwagi i czasu (żeby więcej zarobić za większą liczbę udzielonych świadczeń), fragmentowanie leczenia przez wybieranie tylko zyskownych procedur lub odsyłanie pacjentów do kolejek zamiast prowadzenia ich przez wszystkie etapy koniecznej terapii - opisuje Krzysztof Bukiel

W to miejsce rząd proponuje służbę zdrowia budżetową, w której pacjent, a nie ekonomia będzie na pierwszym miejscu.

- Teraz szpitale nie będą już musiały ograniczać się kosztami, nie będą zatem odsyłać „nieopłacalnych” pacjentów. Lekarze nie będą musieli się też spieszyć (aby więcej zarobić na kolejnych procedurach), będą więc poświęcać chorym tyle czasu i uwagi, ile trzeba, opiekując się nimi także po zakończeniu leczenia w danym miejscu i prowadząc ich jak po sznurku przez kolejne etapy leczenia w tzw. koordynowanej opiece zdrowotnej - czytamy w komentarzu szefa OZZL. 

- Piękny obraz przedstawia nam obecny rząd i minister zdrowia. Jestem pewien, że każdy lekarz i każdy inny pracownik ochrony zdrowia chce pracować w takich warunkach i marzy o takiej służbie zdrowia.  [...] Aż ciśnie się na usta pytanie: dlaczego dotychczas nie wpadliśmy na taki pomysł? Dlaczego przez lata męczyliśmy się z tymi ekonomicznymi ograniczeniami. Zmuszaliśmy się do pracy ponad siły, szukaliśmy oszczędności, zwiększaliśmy efektywność, „przeganialiśmy” pacjentów, zamiast poświęcać im duuuużo czasu? - ironizuje.

Jak przypomina, tzw. ekonomizacja została wprowadzona wraz z reformą 1999 roku jako (gorzkie) lekarstwo na tzw. budżetową służbę zdrowia z okresu PRL.

- Skrajny niedobór nakładów na publiczną opiekę zdrowotną, z którą mamy do czynienia w Polsce chyba „od zawsze” skłonił wszystkich (decydentów, pacjentów i lekarzy) do wniosku, że trzeba wprowadzić mechanizmy ekonomiczne, które zmuszą wszystkie podmioty uczestniczące w systemie opieki zdrowotnej do pewnego wysiłku. Innym słowem, zdecydowano się w roku 1999 na chleb zamiast ciastek, bo na luksus ciastek nie było nas stać.

- Dzisiaj, chociaż nakłady na publiczną ochronę zdrowia liczone odsetkiem PKB są nie większe (a może nawet mniejsze) niż przed rokiem 1999, chociaż zwiększył się niedobór kadry medycznej, dramatycznie wzrosły koszty z powodu unowocześnienia medycyny i zwiększenia liczby chorych, krótko mówiąc -chociaż bieda (rozumiana jako deficyt środków wobec potrzeb) w ochronie zdrowia raczej zwiększyła się niż zmniejszyła, rządzący proponują nam, abyśmy objadali się ciastkiem i porzucili zwykły chleb - podsumowuje Krzysztof Bukiel.