Bukiel: dokument końcowy debaty "Wspólnie dla zdrowia" rozczarowuje

Autor: OZZL/Rynek Zdrowia • • 16 lipca 2019 12:07

Nie oczekiwałbym wskazania konkretnego modelu publicznej ochrony zdrowia, ale sformułowania warunków, które taki system powinien spełniać. Pierwszym takim warunkiem powinna być wydolność systemu, czyli "bezkolejkowy" dostęp do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych - pisze Krzysztof Bukiel w komentarzu, odnosząc się do zakończonej debaty "Wspólnie dla zdrowia".

Bukiel: dokument końcowy debaty "Wspólnie dla zdrowia" rozczarowuje
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Zdaniem Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), ostatecznie dokument końcowy debaty został opracowany przez wąskie grono osób, wśród których nie było np. umocowanych przedstawicieli OZZL, czy samorządu lekarskiego czyli jednego z ważniejszych interesariuszy systemu, jakim są lekarze.

Trudno będzie zatem formułować tezę, że jest to program uzgodniony z głównymi podmiotami ochrony zdrowia - uznał Krzysztof Bukiel w komentarzu zamieszczonym na stronie OZZL.

Jak zaznacza, nie oczekiwałby od autorów dokumentu końcowego po debacie "Wspólnie dla zdrowia" wskazania konkretnego modelu publicznej ochrony zdrowia, bo modeli takich - równie dobrych - może być wiele, ale sformułowania warunków, które taki system powinien spełniać.

Przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel pisze m.in.:

Pierwszym takim warunkiem powinna być wydolność systemu, czyli "bezkolejkowy" dostęp do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych. Nie chodzi tutaj - oczywiście - o brak kolejek "technicznych", które mogą występować w najbardziej nawet sprawnych organizacjach ale kolejek "systemowych", które są stałym elementem systemu i stanowią istotne utrudnienie w dostępie do odpowiednich świadczeń medycznych, skutkujących niebezpieczeństwem dla zdrowia i życia chorych (tak, jak to jest obecnie w Polsce). W omawianym dokumencie końcowym o "bezkolejkowości" w ogóle się nie wspomina, podobnie jak np. o likwidacji administracyjnego limitowania świadczeń.

Aby zbudować system wydolny konieczna jest równowaga między nakładami a zakresem świadczeń refundowanych. Trudno powiedzieć a priori jak duże powinny być to nakłady. To zależy od zakresu świadczeń gwarantowanych oraz obecności mechanizmów, które wymuszą racjonalne korzystanie ze świadczeń przez pacjentów i efektywne wykorzystanie środków. Można za to śmiało stwierdzić, że planowany przez rząd poziom 6% PKB (w odniesieniu do PKB sprzed 2 lat) na ochronę zdrowia jest zbyt niski aby tę równowagę -w obecnych warunkach - zapewnić. 

Końcowy dokument debaty "Wspólnie dla zdrowia" wspomina, co prawda, o konieczności zwiększenia nakładów na publiczna ochronę zdrowia, ale robi to w sposób tak "nieostry", że każdy ruch w tę stronę będzie mógł być uznany za realizację tego zalecenia. Postulowany poziom też jest niewystarczający. Jedną z proponowanych możliwości jest np. zwiększenie składki na NFZ do 11 % podstawy, co nie dawałoby obecnie nawet 6%PKB.

Dokument nie zajmuje się też wystarczająco sposobem pozyskiwania środków, a obecny system jest w tym względzie bardzo niedoskonały. Autorzy dokumentu proponują, co prawda, utrzymanie "mieszanego modelu finansowania ochrony zdrowia z dominującym udziałem przychodów ze składki zdrowotnej", ale nie próbują się zmierzyć z ważnym dzisiaj problemem nierównego obciążenia obywateli składką na NFZ.

Istotnym problemem w obecnym systemie jest nadużywanie świadczeń przez pacjentów. Konieczne jest zatem wprowadzenie mechanizmów, które by to nadużywanie znacząco zredukowało. Chodzi przede wszystkim o bodźce finansowe np. w postaci dopłat do niektórych świadczeń (tych, których nadużywanie jest najbardziej prawdopodobne) albo w postaci indywidualnych kont zdrowotnych, co zmusza pacjentów do odpowiedzialni za racjonalne wydawanie pieniędzy na swoje leczenie albo innych mechanizmów. Omawiany dokument końcowy w ogóle nie formułuje takiego problemu, jak ograniczenie nieuzasadnionego popytu na świadczenia refundowane.

Nie zajęto się w ogóle zagadnieniem konkurencji po stronie płatników, a przecież wiadomo skądinąd, że państwa, w których jest konkurencja płatników (Holandia, Niemcy, a nawet Czechy ) osiągają dużo lepsze efekty w budowaniu wydolnych systemów publicznej ochrony zdrowia niż Polska.

Pominięto zupełnie problem wynagrodzeń pracowników w publicznej ochronie zdrowia. Jest to o tyle dziwne, że obecnie panuje w tej dziedzinie kompletny chaos. Pieniądze na wynagrodzenia pochodzą częściowo ze środków, które podmioty otrzymują z NFZ za wykonane świadczenia, a częściowo z dodatkowych źródeł z budżetu państwa i to w różnej wysokości w różnych szpitalach i dla różnych grup pracowników. Jedynym realnym sposobem kształtowania wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia jest w obecnym stanie sposób "strajkowy".

Podsumowując: dokument końcowy debaty "Wspólnie dla zdrowia" rozczarowuje. Nie wskazuje jak zbudować efektywny, a przy tym samoregulujący się system, nie pokazuje zasad, na jakich powinien być on oparty, ale - w zamian za to - formułuje określone zalecenia wobec NFZ i władz publicznych, które oznaczają de facto "ręczne sterowanie" tak publicznym płatnikiem, jak i świadczeniodawcami, a w efekcie całym systemem publicznej ochrony zdrowia.

Więcej: www.ozzl.org.pl

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum