Bazydło o rozmowach z wiceministrem Bromberem. "Część postulatów jest zbywana"

Autor: IB • Źródło: RMF FM, Rynek Zdrowia30 września 2021 09:00

Trzy spotkania za nami, trzy - do 7 października - przed nami. Chcemy negocjować nie tyle same postulaty, będące podstawą bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków, ile czas ich realizacji - mówi Anna Bazydło.

Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów Fot. Radek Pietruszka/PAP
  • Nie wiemy, czy uda się osiągnąć porozumienie w tym tygodniu - mówi przed czwartkową turą rozmów Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów
  • Przedstawiliśmy osiem postulatów. Wszystkie wydają się być podstawą bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków, dlatego jesteśmy w stanie negocjować nie tyle same postulaty, ile czas ich realizacji - wskazuje
  • Biorąc pod uwagę fakt, że w najbliższym roku wydatki na ochronę zdrowia, mają wynosić 133 mld zł - chcielibyśmy zwiększyć tą kwotę niemal o 1/3, tj. prawdopodobnie o 45 mld zł - zaznacza
  • 7 proc. PKB na zdrowie w 2027 r. będzie tylko utrzymaniem stanu obecnego, bo przez sześć lat zmieni się struktura demograficzna społeczeństwa - dodaje

- Czy porozumienie jest blisko? Jeśli chodzi o zmiany formalno-prawne być może tak, ale zmiany wymagające finansowania ciągle są polem do dyskusji. Tu nie uzyskaliśmy porozumienia i nie wiemy, czy uda się to w tym tygodniu - wskazywała Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów na antenie RFM FM.

"Nie proponujemy absurdalnie wysokich kwot"

- Pytanie, czy uda się osiągnąć porozumienie do 7 października, bo tę datę ustaliliśmy jako graniczną. Trzy spotkania są za nami, trzy jeszcze przed nami. Jesteśmy na półmetku, dlatego ciężko ocenić, jak to się zakończy - dodała.

- Przedstawiliśmy osiem postulatów. Wszystkie wydają się być podstawą bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków, dlatego jesteśmy w stanie negocjować nie tyle same postulaty, ile czas ich realizacji. Nie proponujemy absurdalnie wysokich kwot, ale chcielibyśmy doprowadzić wydatki na ochronę zdrowia w Polsce do poziomu europejskiego. Mamy na myśli odniesienie do naszego PKB. Ostatecznie kwota przekazywana na zdrowie Polaków i tak będzie niższa, niż np. w Niemczech - przekonywała.

- Resort zdrowia twierdzi, że koszt zmian, które proponujemy, to ok. 105 mld zł. Nadal nie wiemy, jak to policzono, choć już dawno prosiliśmy o wyjaśnienia.

Wydaje nam się, że ministerstwo przeszacowało i w dodatku nie dzieli się z nami danymi, na podstawie których zostały obliczone te wszystkie założenia - zaznaczyła.

Czytaj koniecznie: Anna Bazydło wiceszefowa Porozumienia Rezydentów. To ona rzuciła wyzwanie ministrom

Kim jest Piotr Bromber? Nowy wiceminister zdrowia nie jest lekarzem

"Dane resortu zdrowia budzą nasze wątpliwości"

- Dane, do których mamy dostęp, w sposób nieprawidłowy podają np. liczbę lekarzy na rynku. W sposób nieprawidłowy wyliczają udział lekarzy stomatologów w obrębie świadczeń finansowanych z NFZ, w związku z czym chcielibyśmy przystąpić do merytorycznej dyskusji o realnych finansach, tylko trochę nie mamy jak. Roszczenia w kierunku m.in. poprawy wyceny świadczeń zdrowotnych są przez MZ zbywane - wyjaśniała.

- Jeżeli miałabym to oszacować, to - biorąc pod uwagę fakt, że w najbliższym roku wydatki na ochronę zdrowia, mają wynosić 133 mld zł - chcielibyśmy zwiększyć tą kwotę niemal o 1/3, tj. prawdopodobnie o 45 mld zł. To oznacza zwiększenie do 7 proc. wydatków na ochronę zdrowia - sprecyzowała.

- Co do samych rozmów, to warto zauważyć, że są i takie kwestie, które nas z resortem zdrowia nie różnią, np. zapis o ochronie należnej funkcjonariuszom publicznym dla osób świadczących usługi medyczne. Kilka stycznych punktów mamy też z resortem zdrowia w przypadku systemu no-fault, tj. przyspieszonego wypłacania pacjentom odszkodowań za błędy medyczne. Ale są punkty tzw. bezkosztowe - mówiła wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów.

Sprawdź: Dziś czwarte spotkanie medyków z wiceministrem Bromberem. Będzie porozumienie?

7 proc. PKB na zdrowie w 2027 r. "To o wiele za późno"

- Oczekujemy natomiast innej dynamiki wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. W Polskim Ładzie mowa o 7 proc. PKB w 2027 r. Ale za sześć lat w strukturze demograficznej naszego kraju przybędzie osób starszych, obciążonych wielochorobowością, co zmieni sytuację. Dlatego rok 2027 to zdecydowanie za późno, bo wówczas 7 proc. PKB będzie zapewniać świadczenia na takim poziomie, jaki mamy teraz. To jest utrzymywanie status quo. Gdyby wrócił „na stół” rok 2024, miałoby to znacznie większy sens - argumentowała.

- Liczymy, że uda się nam porozumieć, ponieważ inaczej będzie zaostrzenie protestu. Odchodzenie od łóżek pacjentów jest ostatecznością, ale taki sam efekt da ograniczenie pracy personelu medycznego do jednego etatu. W trakcie rozmów usłyszeliśmy, że nie można sobie pozwolić na wprowadzenie norm zatrudnienia lekarzy, bo przestaną się dopinać grafiki pracy. To jest ten podstawowy problem. Można go zlikwidować, jeśli lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni zaczną zarabiać godnie - mówiła.

Czytaj również: Studenci kierunków medycznych wyjdą na ulice. Manifestacje w 10 miastach

"Przedstawianie naszych rozmów z Piotrem Bromberem jako negocjacji jest mylące"

- Jak się rozmawia z wiceministrem zdrowia Piotrem Bromberem? Jest niewątpliwie osobą doświadczoną w kwestiach negocjacji. Rozmowy są prowadzone w bardzo kulturalny sposób, ale część postulatów jest zbywana, rozmywa się w toku dyskusji. Nie rozmawiamy o konkretach. Przedstawianie tych rozmów jako negocjacji jest mylące. Nie ma kontrpropozycji, nie ma prób dotarcia do punktu wspólnego - wskazywała.

- Istotną zmianą mogłoby być zainteresowanie rozmowami ze strony premiera Morawieckiego, ale mimo 20 dni trwania protestu tego zainteresowania nie widzimy. Być może głos opinii publicznej mógłby go do tego zmusić. Jest nas za mało, jesteśmy w skali społeczeństwa zbyt mało liczącą się grupą, dlatego się nas ignoruje i spycha na bok - przekonywała.

Sprawdź: Medycy zaostrzą protest? Szaraniec: "na stole" wypowiadanie klauzuli opt-out

"Pandemia przyspieszyła moment, w którym trzeba powiedzieć dość"

- Dotarliśmy już do punktu, w którym trzeba powiedzieć „dość”. W kraju są miejsca, w których połowa karetek jest nieobsadzona i nie wyjeżdżają zespoły ratownictwa medycznego. Przyczynił się do tego również czas pandemii, w którym wielu medyków było po prostu przeciążonych pracą, przeciążonych fizycznie, pozostawionych bez wsparcia - przypomniała.

- W narracji medialnej otrzymywaliśmy dodatki za pracę z pacjentami zakażonymi, a realia są takie, że 90 proc. lekarzy zadeklarowało, że tych dodatków nie dostało. Podejrzewam, że jeszcze gorzej sytuacja może wyglądać w przypadku pozostałych zawodów - zauważyła Anna Bazydło.

- Jeśli system nadal będzie wyglądał tak jak teraz, spora część osób zrezygnuje z wykonywania zawodu lekarza w Polsce lub przejdzie do sektora prywatnego. Tak zresztą dzieje się lat - podsumowała Bazydło.

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum