IB/Rynek Zdrowia | 23-03-2021 11:48

Andrusiewicz: najgorzej jest na Śląsku i na Mazowszu, ale nadal jesteśmy o krok przed epidemią

Rośnie nie tylko liczba zakażeń, ale także zajętych łóżek. Tylko ostatniej doby przybyło ich 1400, co musi budzić wielki niepokój - mówi Wojciech Andrusiewicz.

Wciąż udaje nam się być o krok przed epidemią - mówi Andrusiewicz Fot. MZ

  • Budujemy bufor bezpieczeństwa w postaci dodatkowych łóżek i respiratorów - mówi Andrusiewicz
  • Mamy obecnie w Polsce 60 zakażeń na 100 tys. mieszkańców, ale na Śląsku i na Mazowszu jest gorzej - zaznacza
  • Na skutki obostrzeń wprowadzonych w całym kraju w sobotę musimy poczekać ok. dwa tygodnie - dodaje

- Cały czas budujemy bufor łóżkowy, w ciągu ostatnich 24 godzin został on zasilony o 1580 łóżek, co oznacza, że wciąż udaje nam się być o krok przed epidemią - wskazał rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

- W ciągu doby przybyło również 90 zajętych respiratorów, a bufor bezpieczeństwa w tym zakresie zwiększyliśmy w tym czasie o 70 kolejnych urządzeń - dodał.

- W ciągu ostatniego tygodnia udało się zwiększyć bazę  łóżek o 7100, a respiratorów o 530, jest także 200 dodatkowych zespołów ratownictwa medycznego. Wojewodowie deklarują, że przybędzie jeszcze 50 - zaznaczył Andrusiewicz.

Czekamy na efekt obostrzeń

- Mamy obecnie w Polsce 60 zakażeń na 100 tys. mieszkańców, ale najgorzej jest na Śląsku i na Mazowszu, gdzie liczba wynosi 70 na 100 tys. Optymizmem natomiast co do skutków wprowadzanych obostrzeń może napawać województwo warmińsko-mazurskie. Drugi dzień z rzędu widzimy, że epidemia w tym regionie wygasa, obecny spadek wynosi 8 proc. w ciągu doby - wyjaśnił.

- Na skutki obostrzeń wprowadzonych w całym kraju w sobotę musimy poczekać ok. dwa tygodnie - przypomniał rzecznik.

Dodał, że najgorsza sytuacja związana z brakiem łóżek jest teraz na Mazowszu, gdzie ponad 80 proc. łóżek w szpitalach jest zajętych. - Ale karetki nie czekają na podjazdach przed lecznicami, tylko wiozą chorych do innych placówek, które mają wolne łóżka. To pokazuje dobrą pracę koordynatorów. System działa - przekonywał Andrusiewicz.