IB/Rynek Zdrowia | 05-05-2016 05:30

Absurdy w ochronie zdrowia: ministerialny zespół proponuje zmiany w przepisach

Zespół do opracowania raportu ws. możliwości uproszczenia regulacji dotyczących wykonywania działalności leczniczej, nazywany potocznie zespołem ds. absurdów w ochronie zdrowia, zakończył pracę 29 kwietnia. Raport ma trafić do rąk Konstantego Radziwiłła jeszcze w tym tygodniu.

Absurdy w ochronie zdrowia. Fot. Fotolia

Zespół został powołany zarządzeniem ministra zdrowia z dnia 19 stycznia br. w następującym składzie: Tomasz Pęcherz (przewodniczący), Zbigniew Cierpisz, Andrzej Cisło, Andrzej Grzybowski, Zbigniew Król, Józef Kurek, Tomasz Romańczyk i Marek Twardowski.

Jak wskazano w ministerialnym zarządzeniu, jego zadaniem jest "dokonanie analizy przepisów prawnych i praktyki w zakresie wykonywania działalności leczniczej oraz opracowanie raportu dotyczącego możliwości uproszczenia regulacji dotyczących wykonywania działalności leczniczej.'

W zarządzeniu czytamy ponadto, że "zespół zakończy swoją działalność po przygotowaniu raportu (...) i przedłożeniu go ministrowi właściwemu ds. zdrowia nie później, niż z dniem 31 marca 2016 r.". Jednak ze względu na szeroki zakres prac wspomniany termin został przesunięty na 30 kwietnia.

- Tematyka, którą przyszło nam się zajmować, była bardzo rozległa, dlatego podzieliliśmy ją na pięć obszarów - wyjaśnia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Tomasz Pęcherz, przewodniczący zespołu, prezes Fundacji Watch Health Care.

Przyjrzyjmy się wymaganiom
- Pierwszy obszar obejmował przepisy ogólne dotyczące wykonywania działalności leczniczej. Drugi - nadzór nad działalnością leczniczą, w tym m.in. sanitarno-epidemiologiczny, w zakresie prawa atomowego, ochrony środowiska, gospodarki odpadami itd. - mówi przewodniczący.

Dodaje, że kolejny obszar, związany z finansowaniem świadczeń ze środków publicznych, a zatem dotyczący NFZ i budżetu państwa, był najbardziej rozległy i najbardziej problematyczny. To właśnie tu kontrowersji było najwięcej.

- Nie sposób było dokonać specyfikacji wszystkich problemów, dlatego rekomendujemy wnikliwą analizę pewnych zakresów, w przypadku których zmiany powinny mieć wymiar systemowy. Chodzi np. o gruntowną rewizję wymagań kwalifikacyjnych personelu medycznego oraz wymagań sprzętowych dotyczących wykonywania świadczeń gwarantowanych - zaznacza Tomasz Pęcherz.

- Przy tak dużym deficycie specjalistów dalsze zaostrzanie wymagań nie ma sensu. Będzie jedynie skutkowało pogorszeniem dostępności świadczeń dla pacjenta - dodaje.

Kolejny obszar tematyczny, na który wskazuje przewodniczący zespołu, dotyczy kształcenia dyplomowego i podyplomowego lekarzy i pielęgniarek.

- Rekomendujemy w tym zakresie gruntowne zmiany, w tym powrót do 6-letniego kształcenia lekarzy i stażu podyplomowego, a także zmiany w systemie kształcenia podyplomowego, który jest obecnie niewydolny. Brakuje w nim zachęt zarówno dla placówek, jak i dla samych lekarzy - ocenia Tomasz Pęcherz.

Podkreśla jednocześnie, że dostęp do kadr fachowych jest obecnie w ochronie zdrowia kwestią kluczową, dlatego należy uprościć wykonywanie działalności leczniczej w powiązaniu ze zmianami w systemie kształcenia.

Kwestia sprawozdawczości
- Ostatnim z dużych zakresów tematycznych jest m.in. obszar sprawozdawczości. Zarzucenie nią podmiotów leczniczych jest jedną z największych bolączek, a konieczność zatrudniania w tym celu przez szpitale fachowego personelu najlepiej pokazuje, że mamy tu do czynienia z przerostem formy nad treścią - ocenia przewodniczący zespołu.

- Ponadto, jeśli sprawozdania nie są analizowane na bieżąco, oznacza to, że są zbędne. Jest także kwestia mnogości instytucji, które tych sprawozdań żądają. Naszym zdaniem takie uprawnienia powinna mieć tylko jedna - pozostałe mogą korzystać z zebranych przez nią danych, bez konieczności angażowania podmiotów leczniczych w dodatkowe zadania - uważa Tomasz Pęcherz.

Marek Twardowski, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, biorący udział w pracach zespołu, wskazuje, że efektem trzymiesięcznej pracy tego gremium jest propozycja kilkuset zmian.

- Mamy nadzieję, że zostaną one wdrożone, bo chodzi przecież o to, aby ludziom w ochronie zdrowia pracowało się lżej. Z korzyścią dla pacjenta, dla którego lekarz ma coraz mniej czasu. Większość zabiera mu biurokracja, bez której nie dostanie zapłaty za swoją pracę - mówi wiceprezes FPZ.

Marek Twardowski podaje przykłady rekomendowanych zmian.

- Lekarz pracujący w kilku miejscach w każdym z nich musi generować osobne numery recept. Jeśli się pomyli, jest karany przez Fundusz. Wnioskujemy zatem, aby recepta była przypisana do lekarza, a nie do świadczeń - wyjaśnia.

- Kolejna sprawa: każdy świadczeniodawca POZ musi co miesiąc składać oświadczenie, że wypłaca swojemu personelowi pielęgniarskiemu środki, o których mowa w rozporządzeniu dot. podwyżek dla pielęgniarek. Z tym absurdem także chcemy skończyć - zaznacza.

- Postulujemy również rezygnację ze wskaźnika badań dla lekarzy rodzinnych, ponieważ nie świadczy on bynajmniej o jakości opieki medycznej. Chcemy też uproszczenia druków skierowań, na których znajduje się wiele niepotrzebnych kodów, choć wystarczyłby PESEL - dodaje.

Zasady kontroli
- Kwestionujemy ponadto zasadę, że każda kontrola, która stwierdzi najmniejsze choćby uchybienie, musi zakończyć się karą. Jeśli uchybienie ma charakter formalny i nie szkodzi ani pacjentowi ani płatnikowi, można przecież dać świadczeniodawcy czas na usunięcie błędu i ukarać dopiero wtedy, gdy tego nie zrobi. Takie rozwiązanie wydaje nam się znacznie bardziej racjonalne. Szczególnie w świetle informacji, że tylko w ub.r. wyegzekwowano od szpitali 136 mln zł - mówi Marek Twardowski.

Podkreśla też, że część rekomendacji dotyczy informatyzacji w ochronie zdrowia, która - jego zdaniem - powinna przebiegać nie rewolucyjnie, ale ewolucyjnie.

- Z rewolucji powinniśmy zrezygnować. Wystarczy przypomnieć, że zakres informatyzacji praktyk lekarzy rodzinnych w Polsce nie przekracza obecnie 20 proc. To naprawdę niewiele - argumentuje Marek Twardowski.

- Pamiętajmy ponadto, że lekarze są w różnym wieku. Starsi mogą mieć poważne trudności z opanowaniem wymaganych systemów. A jeśli z tego powodu odejdą z zawodu, ochrona zdrowia będzie miała się z pyszna, bo takich lekarzy jest bardzo wielu - przekonuje wiceprezes FPZ.

Marek Twardowski zastanawia się także, czy samo naprawianie prawa dotyczącego działalności leczniczej pomoże poprawić poziom opieki zdrowotnej nad pacjentem.

Zarządzenia nie zmienią realiów
- W resorcie zdrowia działają liczne zespoły, ale jeśli będą one porządkowały ochronę zdrowia bez skierowania do niej dodatkowych pieniędzy, nic z tego nie będzie - ocenia.

- W przypadku naszego zespołu sprawa wygląda nieco inaczej, ponieważ na wdrożenie proponowanych zmian nie trzeba dodatkowych nakładów, a wręcz odwrotnie - zmiany te mogą zracjonalizować wydawanie środków - wyjaśnia Marek Twardowski.

Dodaje, że pokaźna długość listy "absurdów w ochronie zdrowia", nad którą pracował zespół, wynika głównie z faktu, iż każdy kolejny prezes NFZ poprawiał po swoich poprzednikach przepisy, uważając, że za mało wymagali i niewystarczająco ściśle precyzowali wymagania.

- Panowało przekonanie, że zmiana zarządzenia prezesa Funduszu jest równoznaczna z podniesieniem poziomu usługi medycznej, którą otrzymuje pacjent. Tymczasem tego rodzaju myślenie było oderwane od rzeczywistości, bo przecież każdy podmiot leczniczy ma określone kadry, sprzęt i pieniądze i żadne zarządzenie nie zmieni realiów, w których przychodzi mu działać - ocenia Twardowski.

- Z efektami pracy naszego zespołu wiążę duże nadzieje, ale obawiam się, że jeśli minister zdrowia pójdzie drogą proponowanych rozwiązań, trafi na "ścianę" w postaci ludzi, którzy wymyślili wszystko to, co teraz chcemy zmienić. Będą tego bronili jak niepodległości - podsumowuje wiceprzewodniczący FPZ.