6 proc. PKB na ochronę zdrowia w krótkiej perspektywie to "tylko projekcje ministra zdrowia"?

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 26 lipca 2017 05:55

Perspektywa przeznaczania 6 procent PKB na ochronę zdrowia w 2025 r. jest odległa. To zrozumiałe, że organizacje pacjentów, towarzystwa lekarskie oraz samorządy zawodów medycznych zaapelowały do rządu i polityków, żeby nastąpiło to znacznie szybciej. Przyspieszenia jednak nie widać. Czy w ogóle pewne jest osiągnięcie zakładanego poziomu finansowania?

6 proc. PKB na ochronę zdrowia w krótkiej perspektywie to "tylko projekcje ministra zdrowia"?
Według planów MZ finansowanie służby zdrowia ma wzrastać stopniowo począwszy od 2018 r. FOT. Ken Teegardin/Flickr.com (CC BY-SA 2.0)

Na mapie drogowej dochodzenia do tego celu, jaką przedstawił minister zdrowia w projekcie ustawy o narodowej służbie zdrowia, już pojawiają się przeszkody. Według planów MZ finansowanie służby zdrowia ma wzrastać stopniowo począwszy od 2018 r. i w przyszłym roku ma ”nie być niższe niż 4,74% PKB” (obecny poziom to ok. 4,5 proc. PKB).

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego, twierdzi, że ministrowi zdrowia nie udało się przekonać ministra finansów do zwiększenia wydatków. Zwraca przy tym uwagę, że w praktyce oznacza to regres, bo koszty funkcjonowania opieki zdrowotnej rosną. Dodaje, że jedynym obszarem, w którym nastąpi wzrost finansowania jest obrona narodowa.

Jak zauważa, nigdy nie mieliśmy potwierdzenia finansowych deklaracji ministra zdrowia przez jakiegoś kluczowego polityka PiS, a w szczególności ze strony ministra rozwoju i finansów, który odpowiada za ustawę budżetową i wydatki państwa. - Okazuje się były to tylko projekcje ministra zdrowia - ocenia.

6 proc. PKB i nie ma upiornych kolejek
W jego opinii 6-procentowy poziom finansowania byłby odczuwalny przez pacjentów i doprowadziłby do zdecydowanej poprawy sytuacji. - Gdybyśmy doszli do takiego poziomu, to w systemie byłoby o jedną czwartą więcej środków, czyli o blisko 15 mld zł. Byłoby to zauważalne przez społeczeństwo, kolejki natychmiast by się skróciły - przekonuje ekspert.

Oczywiście pod pewnymi warunkami - zastrzega. Gryglewicz wskazuje m.in. na konieczność zapewnienia dopływu kadry medycznej. O jej braku świadczą wydłużające się kolejki także w prywatnych przychodniach. - Skoro nawet w ramach abonamentu wydłuża się czas oczekiwania na wizyty u specjalistów, to znaczy, że sytuacja staje się krytyczna, a problem jest natury strukturalnej - wskazuje.

- Ministerstwo Zdrowia ma tego świadomość. Za jakiś czas dojdzie do tego, że w każdym województwie będzie uniwersytet medyczny. Także szkoły niepubliczne otwierają wydziały lekarskie. Jednak na efekt w postaci przyrostu kadry lekarskiej będziemy musieli czekać wiele lat - zaznacza.

Żeby większe finansowanie spowodowało realną poprawę, trzeba też zmienić priorytety finasowania. - Obszarem newralgicznym jest dostępność do porad specjalistycznych, pokazują to wszystkie badania - przekonuje Jerzy Gryglewicz i zauważa, że na brak dostępności do szpitali czy lekarzy rodzinnych nie narzeka się, krytycznie ocenia się natomiast dostęp do porad specjalistów. - Tymczasem od lat wydatki na porady specjalistyczne są zbyt małe. To błąd. Ich słabe finansowanie powoduje, że pacjenci częściej muszą korzystać z SOR czy ze szpitali.

Dobry moment na zmiany
Eksperci potrafią bez końca stawiać warunki roztropnego wydawania pieniędzy. Pacjenci nie muszą się jednak wgłębiać w meandry systemu opieki zdrowotnej. Chcą być leczeni na odpowiednim poziomie wtedy, kiedy leczenia potrzebują. Gotowi są nawet ponosić większe obciążenia w postaci wyższej składki zdrowotnej.

Taki zaskakujący wniosek płynie z sondażu Kantar Public zleconego przez Pracodawców RP. Oczywiście najwięcej respondentów było zdania, że dodatkowe pieniądze najlepiej byłoby uzyskać przesuwając kwoty wewnątrz budżetu. Jednak nieoczekiwanie dużo osób byłoby skłonnych zmniejszyć swoje dochody w celu zwiększania składki - 39 proc. Z kolei 18 proc. respondentów zgodziłoby się na zwiększenie podatków, jednakże pod warunkiem, że te większe obciążenia przyniosą im jakąś korzyść, np. w postaci skrócenia kolejek do lekarza, zwiększenia dostępności usług itd.

Determinacja społeczeństwa jest wyjątkowo duża, skoro - jak wynika z obliczeń Forum Obywatelskiego Rozwoju - statystyczny Polak wydawał w 2016 r. 2207 zł na funkcjonowanie opieki zdrowotnej (nie licząc prywatnych wydatków na leczenie).

- Jako pacjenci cały czas mamy nadzieję, że wkrótce zdrowie stanie się jednym z priorytetów państwa - komentowała badania opinii publicznej Monika Zientek, członek zarządu Polskiej Unii Organizacji Pacjentów (PUOP), prezes zarządu Stowarzyszenia „3majmy się razem”.

- Wraz ze wzrostem finansowania ochrony zdrowia oczekujemy od rządzących większego planowania i określenia priorytetów w zdrowiu. Oczekujemy dialogu o planie reform ochrony zdrowia. Obecnie działamy od kryzysu do kryzysu i nie ma to nic wspólnego z planowaniem i długoterminową polityką - mówiła Zientek.

Zarówno sondaż, jak i wspomniany na wstępie czerwcowy apel nt. finansowania potrzeb polskich pacjentów dowodzą, że już dawno nie było tak dobrego klimatu dla wprowadzenia radykalnych zmian w finansowaniu ochrony zdrowia. Apel podpisało ponad 50 towarzystw naukowych, organizacje pacjentów, towarzystwa lekarskie oraz samorządy zawodowe (lekarzy, pielęgniarek i położnych, aptekarzy i diagnostów laboratoryjnych), deklarując poparcie w staraniach o pieniądze.

Dlaczego zatem minister zdrowia nie szturmuje Ministerstwa Finansów ze swoimi propozycjami? Przecież w projekcie ustawy o narodowej służbie zdrowia zapisano, że środki na ochronę zdrowia w latach 2018 - 2024 nie mogą być niższe niż: 4,74% PKB z roku poprzedniego w 2018 r.; 4,92% PKB z roku poprzedniego w 2019 r.; 5,10% PKB z roku poprzedniego w 2020 r.; 5,28% PKB z roku poprzedniego w 2021 r.; 5,46% PKB z roku poprzedniego w 2022 r.; 5,64% PKB z roku poprzedniego w 2023 r.; 5,82% PKB z roku poprzedniego w 2024 r.

Szturmu nie będzie?
Niektórzy podejrzewają, że coś szwankuje na linii MZ - MF. Ostatnio na relacje między resortami uskarżał się Tomasz Dybek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej w sprawie obywatelskiego projektu o minimalnych wynagrodzeniach pracowników medycznych. Mówił, że Ministerstwo Finansów jest załamane Ministerstwem Zdrowia, bo nie mają danych, na jakiej podstawie powstał współczynnik projektu rządowego.

Z kolei Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, relacjonując jedno z ostatnich spotkań z wiceministrem finansów w sprawie podwyżek wynagrodzeń, stwierdził w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że przedstawiciel resortu finansów zaznaczył, że nie dysponuje żadnymi projektami rządowymi ani przygotowanymi przez Ministerstwo Zdrowia, na podstawie których Ministerstwo Finansów mogłoby zbilansować możliwości zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, w tym na płace.

Bukiel skomentował, że obecny minister zdrowia ma bardzo słabą pozycję w rządzie. Powiedział: -Ministerstwo Finansów przekazało nam informację, że nie czyni obecnie żadnej przymiarki do zwiększenia publicznych wydatków na opiekę zdrowotną, gdyż nie ma jeszcze ustawy o narodowej służbie zdrowia.

Konstanty Radziwiłł zapytany wprost, czy istnieje spór między resortem zdrowia a ministrem finansów w kwestii wysokości nakładów na ochronę zdrowia, zapewnił w rozmowie z Gazetą Prawną (23.05.2017), że nie ma żadnego sporu ani konfliktu. - Po prostu nie ma jeszcze ostatecznego stanowiska. I tyle. Sytuacja jest taka, że minister zdrowia przygotowuje projekt i poddaje go konsultacjom międzyresortowym. Ten etap jeszcze nie nastąpił.

Nadzieja w przypisie
Tak więc dla MZ znaczenie mają jedynie te projekty, które trafiły do oficjalnych konsultacji (w tym do MF) i weszły na ścieżkę legislacyjną. To podejście miało jednak i taki skutek, że w uchwalonym przez Radę Ministrów Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2017-2020 zapisano ogólne cele dotyczące m.in. ”zwiększenia bezpieczeństwa zdrowotnego społeczeństwa poprzez zapewnienie trwałego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, ze szczególnym uwzględnieniem świadczeń ratujących życie”, ale nie określono nakładów na ich realizację.

W przypisie wyjaśniono tylko, że ”opracowywane są zmiany systemowe zorientowane na stopniowy wzrost nakładów na ochronę zdrowia w relacji do PKB w kolejnych latach”.

Minister zdrowia zapytany o to, jak w kolejnych latach będą rosły nakłady, odpowiedział, że to się okaże, gdy zapadną konkretne decyzje, które przełożą się na projekty ustaw. - Wtedy dopiero będzie można prognozować wydatki. Dopóki tego nie ma, nie można podać też konkretnej kwoty - a do Planu można wpisać to, co wynika z obowiązujących przepisów - przekonywał w DGP, jakby mówił o wystawianiu bieżących rachunków, a nie o wieloletnim planowaniu.

Przesłaliśmy Ministerstwu Zdrowia pytania dotyczące realności zakładanych celów finansowych i przebiegu prac nad ustawą o narodowej służbie zdrowia. Odpowiedź opublikujemy niezwłocznie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum