30 lat medycyny rodzinnej w Polsce. POZ w opinii lekarzy: dwa kroki do przodu, jeden w tył

Autor: Ryszard Rotaub • Źródło: Rynek Zdrowia22 maja 2022 15:05

30 lat temu kilkudziesięciu lekarzom zamarzyło się, żeby stworzyć w Polsce system podstawowej opieki zdrowotnej z lekarzami rodzinnymi. Można by na nich liczyć w codziennych i wyjątkowych sytuacjach, mówiliby zrozumiałym językiem, nie skupialiby się na wypełnianiu papierów, lecz na pacjencie. Co zostało z tamtych pomysłów?

30 lat medycyny rodzinnej w Polsce. POZ w opinii lekarzy: dwa kroki do przodu, jeden w tył
System nie wytworzył nowoczesnej medycyny rodzinnej, stworzył lekarza POZ, zwanego lekarzem pierwszego kontaktu. Fot. PAP/Marcin Bielecki
  • System ochrony zdrowia nie wytworzył nowoczesnej medycyny rodzinnej, stworzył lekarza POZ, czyli coś co tylko z pozoru związane jest z istotą medycyny rodzinnej
  • Zdaniem dr. Michała Sutkowskiego, pacjent jest zmuszony do szukania pomocy w poradniach specjalistycznych o wąskim profilu działalności, co prowadzi do fragmentaryzacji opieki zdrowotnej
  • Podobnego zdania jest dr Jacek Krajewski, który uważa, że przepisy ograniczają możliwości lekarzy rodzinnych, bo część badań, które mogliby wykonać jest zastrzeżona dla specjalistów. - Dlatego popieramy projekt opieki koordynowanej, która - miejmy nadzieję - zacznie funkcjonować od jesieni tego roku
  • Na początku czerwca - w Toruniu - odbędzie się Kongres Medycyny Rodzinnej w Polsce. Jego organizatorem jest Stowarzyszenie Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce

 

30 lat podstawowej opieki zdrowotnej w opinii lekarzy: dwa kroki do przodu, jeden do tyłu

23 czerwca 1992 r. w biurze poselskim Marka Balickiego, późniejszego ministra zdrowia, odbyło się spotkanie założycielskie Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. Ten dzień uznaje się za początek medycyny rodzinnej w Polsce - mówi dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. Sutkowski nieprzerwanie od 1989 roku pracuje jako lekarz w podstawowej opiece zdrowotnej, obecnie jako dyrektor NZOZ „Medycyna Rodzinna” w Osuchowie. Jest także prodziekanem Wydziału Medycznego ds. Rozwoju Uczelni Łazarskiego.

- W spotkaniu uczestniczyło 34 lekarzy, którzy postawili sobie za cel opracowanie strategii wdrożenia instytucji lekarza rodzinnego do systemu opieki zdrowotnej - kontynuuje.

- Chodziło o to, żeby odejść od scentralizowanego modelu Siemaszki, który obowiązywał w krajach socjalistycznych od zakończenia II wojny światowej do lat 90. XX w., odejść od systemu lekarza rejonowego (zabezpieczał medycznie konkretne ulice, przydzielone przez dyrektora placówki medycznej) i zastąpić go sprawdzonymi rozwiązaniami obowiązującymi na Zachodzie.

„Model Siemaszki oparty był na koncepcji Narodowej Służby Zdrowia i zakładał finansowanie instytucji centralnych podległych ministrowi zdrowia z budżetu centralnego (rządowego), natomiast budżet terytorialny (części budżetu centralnego w gestii regionów) zasilał terenowe placówki służby zdrowia. Model zakładał pełną odpowiedzialność państwa i rządu za organizację, własność i finansowanie opieki zdrowotnej. Własnością państwa były wszystkie zakłady opieki zdrowotnej, realizujące świadczenia medyczne. Sektor ochrony zdrowia traktowano jako nieprodukcyjny dział gospodarki narodowej. Główną cechą tego modelu był powszechny dostęp do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych oraz orientacja na działania profilaktyczne”.

Iwona Borkowska: „Ocena kondycji publicznej opieki zdrowotnej w Polsce”, Zeszyt Naukowy 165, Kolegium Zarządzania i Finansów, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie.

Na początku był lekarz rejonowy

Jak w praktyce wyglądał ten system? Opowiada dr Jacek Krajewski, prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia – Porozumienie Zielonogórskie, który do 1992 r. pracował na oddziale wewnętrznym szpitala powiatowego, jeździł w pogotowiu ratunkowym i przyjmował pacjentów w Gminnym Ośrodku Zdrowia.

- Lekarzy pracujących tylko w przychodni było niewielu. Najczęściej było tak, że pracowali w szpitalach do 15.00, a potem zostawiali oddział ordynatorowi albo lekarzowi dyżurnemu i jechali do przychodni. Oprócz tego dyżurowali jeszcze w pogotowiu ratunkowym. Byli na tzw. etatach dzielonych. Siłą rzeczy w przychodni lekarz przebywał krótko. Jego zadanie sprowadzało się do tego, żeby pacjenta skierować do specjalisty albo do szpitala. Ten model był nieefektywny i najdroższy z możliwych – wspomina Jacek Krajewski.

- Na początku lat 90. zastanawiano się, w jakim kierunku powinna iść podstawowa opieka zdrowotna. Dzięki pieniądzom stowarzyszeniowym z Unii Europejskiej polscy lekarze wyjeżdżali na Zachód, najczęściej do Holandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Podpatrywali, jak wygląda praktyka lekarza rodzinnego, której w Polsce nie było - wyjaśnia.

Zaznacza, że lata 1992, 93, 94 to okres przygotowawczy. Dopiero we wrześniu 1995 r. powstała pierwsza w Polsce praktyka lekarza rodzinnego - w Bielawie na Górnym Śląsku. Potem na prywatną praktykę zdecydowało się jeszcze 6 lekarzy w woj. zachodniopomorskim.

- Jednocześnie pojawili się specjaliści z zakresu medycyny rodzinnej; pierwszy egzamin zdali w zimą 1994 roku – zauważa Michał Sutkowski. Wskazuje, że specjalizacja z medycyny rodzinnej miała charakter holistyczny, dotyczyła pewnych zakresów wiedzy z pediatrii, interny, ginekologii, chirurgii, okulistyki, a także schorzeń narządów ruchu. Chodziło o to, żeby lekarz rodzinny mógł zająć pacjentem w każdym wieku.

- Mógł na przykład poprowadzić ciążę fizjologiczną. Kiedy podpisywano pierwsze kontrakty, zorientowano się, że nie ma takiej potrzeby, bo są specjaliści położnicy. Potem, mimo że specjaliści medycyny rodzinnej mieli odpowiednie kompetencje, wyłączono kolejne usługi medyczne z zakresu ich działania.

Lekarz rodzinny. Dużo potrafi, niewiele może

Sutkowski podkreśla, że w trakcie kształcenia podyplomowego, specjalistycznego lekarz rodzinny nabywa bardzo wiele umiejętności, których nie wykorzystuje.

- Idą w zapomnienie, bo nie mogą być praktykowane w ramach systemu. Przykładem są podstawowe zabiegi laryngologiczne, okulistyczne, drobne zabiegi chirurgiczne. Zdarza się, że żeby ucho przepłukać, pacjent kierowany jest z POZ do laryngologa, u którego na wizytę oczekuje 4 tygodnie.

W jego ocenie, w POZ tylko 10-12 procent przypadków wymaga skierowania do specjalisty. - Dlaczego w ramach kontraktu z płatnikiem nie mogę zrobić prostego badania, jak echo serca, dlaczego nie mogę zrobić USG kończyn dolnych, zaszyć rany, zajrzeć na dno oka w przypadku retinopatii cukrzycowej czy w nadciśnieniu tętniczym? – pyta retorycznie i dodaje, że pacjent jest zmuszony do szukania pomocy w poradniach specjalistycznych o wąskim profilu działalności, co prowadzi do fragmentaryzacji opieki zdrowotnej.

Wprowadzając lekarzy rodzinnych do systemu dano im bardzo szeroki obszar odpowiedzialności, wyposażając w odpowiednie narzędzia. Nie było jednego, obowiązującego modelu, z tego choćby powodu, że podstawowa opieka zdrowotna pozostawała w gestii lokalnych samorządów. Lekarzy obciążało mniej biurokracji, a system był bardziej stabilny i przewidywalny – wspominał w Rynku Zdrowia prof. Adam Windak, kierownik Zakładu Medycyny Rodzinnej w Katedrze Chorób Wewnętrznych i Gerontologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Pamiętam pierwsze kontrakty z lekarzami rodzinnymi zawarte na 3-4 stronach. Ich zapisy były przejrzyste i jednoznaczne. Nie regulowały tego, czego nie musiały regulować. Wiele pozostawiano do decyzji lekarzy - mówił prof. Windak.

Jak wskazywał, wraz z powstaniem NFZ wprowadzono jednolity system w całym kraju. Zastosowano rozwiązania, które nie okazały się najbardziej efektywne. Lekarzom przybywało coraz więcej pracy administracyjnej, a coraz mniej czasu zostawało im dla pacjenta. Kurczył się też obszar swobody w decydowaniu o sposobie działania.

Podobne spostrzeżenia na temat początków POZ w Polsce ma Krajewski.

- Obecne przepisy ograniczają możliwości lekarzy rodzinnych w prowadzeniu pacjenta, bo część badań, które mogliby wykonać jest zastrzeżona dla specjalistów. Dlatego popieramy projekt opieki koordynowanej, która - miejmy nadzieję - zacznie funkcjonować od jesieni tego roku.

Nadzieja w opiece koordynowanej w POZ

- Opieka koordynowana zwiększy kompetencje lekarzy rodzinnych i lekarzy POZ, umożliwi im wykonywanie szerszego zakresu badań, bez potrzeby kierowania do specjalistów. To dobry kierunek zmian, bo wykorzystuje w pełni unikalne kompetencje lekarzy rodzinnych – podkreśla Krajewski.

- Ewolucja medycyny rodzinnej, która trwa od 30 lat, nie napawa optymizmem. Oczekiwania były dużo większe. System robił dwa kroki w przód, krok do tyłu. Nie wytworzył nowoczesnej medycyny rodzinnej, stworzył lekarza POZ, zwanego lekarzem pierwszego kontaktu, czyli coś co tylko z pozoru związane jest z istotą medycyny rodzinnej, co nie jest spełnieniem postulatu o wolnym, samodzielnym, odbiurokratyzowanym zawodzie lekarza rodzinnego – podsumowuje Sutkowski.

Dodaje, że specjalistów medycyny rodzinnej jest w Polsce nie więcej niż 11 tys., podczas gdy w POZ pracuje 33 tys. lekarzy sześćdziesięciu kilku specjalności. Podmiotów, które prowadzą POZ jest 6 200.



 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum