W jaki sposób Amerykanie ponownie otworzą szkoły: ekspert zaleca rygorystyczne i kosztowne strategie

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 13 sierpnia 2020 10:15

Bezpieczny powrót uczniów do szkół podstawowych i średnich wymaga wprowadzenia zestawu surowych środków prewencyjnych, m.in. testowania losowego, dezynfekcji i zapewnienia dystansu. Jest to kosztowne - ale mniej, niż "uziemienie" 5,6 mln rodziców - zauważa ekspert z USA.

W jaki sposób Amerykanie ponownie otworzą szkoły: ekspert zaleca rygorystyczne i kosztowne strategie
Zalecamy, aby szkoły wdrożyły wielopoziomowe badania przesiewowe dla uczniów i personelu - pisze dr Wang. Fot. Archiwum

Nie tylko zmęczeni pracujący rodzice chcą, aby ich dzieci wróciły po wakacjach do szkół. Także wielu nauczycieli, ekspertów oraz samych uczniów ma nadzieję, że nauka znowu będzie odbywać się w trybie stacjonarnym.

- Przedłużające się zamknięcie szkół może pogłębiać różnice społeczno-ekonomiczne, powodując negatywne skutki edukacyjne i zdrowotne oraz wzmacniając istniejące nierówności - mówi pediatra dr Jason Wang ze Stanford School of Medicine, główny autor publikacji na ten temat w "JAMA Pediatrics" - Brak dostępu do placówek może też pogłębić problem głodu i przemocy w rodzinie. Wiele dzieci z gospodarstw domowych o niskich dochodach otrzymuje przecież w szkołach dofinansowywane posiłki, a - na co wskazują szacunki - w obecnej sytuacji aż 1 na 4 dzieci może cierpieć z powodu głodu lub niedożywienia.

Ponowne wpuszczenie dzieci do szkół wymaga zastosowania wielu surowych środków ostrożności - zauważa Wang. Jego zdaniem w każdym okresie powinna być powołana grupa ekspercka ds. COVID-19 złożona z kuratora, członków rady szkolnej, nauczycieli, rodziców i pracowników służby zdrowia.

Najnowsze wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrii (AAP) - choć zalecają jak najszybsze otwarcie szkół - nie mówią o konkretnych obostrzeniach. Dlatego naukowcy ze Stanford sami przygotowali odpowiednie wytyczne. Na pierwszym miejscu znalazło się testowanie pod kątem SARS-CoV-2 wszystkich uczniów wykazujących objawy.

Dodatkowo ich zdaniem należy opracować harmonogram losowego testowania pewnego odsetka uczniów i pracowników szkół w celu identyfikacji i szybkiego wyłapywania osób przechodzących zakażenia bezobjawowo. Częściej niż innych trzeba też testować dzieci z gospodarstw domowych znajdujących się w regionach największego w danej chwili ryzyka.

Szkoły powinny też podjąć współpracę z lokalnymi wydziałami zdrowia, aby zapewnić materiały edukacyjne oraz szkolenia dla uczniów, rodziców i personelu w zakresie podstaw zapobiegania COVID-19.

Trzeba też zapewnić personelowi szkoły termometry i przeszkolić ich w zakresie badań przesiewowych pod kątem objawów COVID-19.

Jeżeli placówki nie są na tyle duże, by zapewnić uczniom i nauczycielom utrzymanie ok. 2-metrowego fizycznego dystansu, należy przy nich wybudować tymczasowe budynki modułowe.

Warto też zadbać o to, aby dzieci nie dojeżdżały do szkół komunikacją publiczną oraz zdecydowanie zwiększyć wydatki i wysiłki na rzecz dezynfekcji wszystkich pomieszczeń dydaktycznych, obszarów wspólnych i powierzchni często dotykanych, takich jak klamki, komputery oraz biurka.

Zdaniem ekspertów warte rozważenia jest umieszczenie przezroczystych, plastikowych osłon przed i wzdłuż boków uczniowskich ławek.

Trzeba zapewnić wszystkim osobom przebywającym w szkole odpowiednią ilość środków do dezynfekcji rąk oraz wyposażyć je w sprzęt ochronny, taki jak jednorazowe maski chirurgiczne, maski z tkaniny wielokrotnego użytku lub osłony na twarz wielokrotnego użytku.

Dr Wang przyznaje, że są to kosztowne środki zaradcze. Jednak, jak pokazują dane zebrane przez amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom, szkoły muszą zostać otwarte bezpiecznie, ponieważ wskutek ich zamknięcia 5,6 milionów rodziców na terenie USA nie było w stanie wykonywać swojej pracy zarobkowej, przez co straciło łącznie ok. 232 miliardy dolarów.

Oczywiście tak rygorystyczne środki oznaczają większe budżety, więc społeczności i regiony o niższych dochodach mogą mieć trudności z ich wdrożeniem. Same przezroczyste bariery na ławki kosztują od 100 do 200 dolarów za sztukę, a koszt jednego testu w kierunku SARS-CoV-2 to 50-200 dolarów.

- I właśnie dlatego - tłumaczy Wang - kluczowe będą tu dodatkowe fundusze i dotacje od władz centralnych. Tym bardziej, że to właśnie społeczności najuboższe zostały najbardziej dotknięte zamknięciem szkół. Rodzice, którzy nie mogli pozwolić sobie na niechodzenie do pracy, nie byli w stanie - z oczywistych względów - pomóc swym dzieciom w nauce online. Poza tym wiele jest rodzin wielodzietnych, co nie sprzyja nauce zdalnej i ze względu na brak spokojnego miejsca, i na utrudniony dostęp do komputera.

Wang i jego współpracownicy zauważają, że choć wytyczne AAP podkreślają znaczenie szybkiej identyfikacji objawów i oznak COVID-19, to jednak nie wyjaśniają zbyt dokładnie, co konkretnie należy zrobić, aby powrót dzieci do szkół był jak najbezpieczniejszy.

- Aby rozwiązać ten problem, zalecamy, aby szkoły wdrożyły wielopoziomowe badania przesiewowe dla uczniów i personelu - pisze dr Wang. - Także sami rodzice powinni zgłaszać wszelkie objawy COVID-19, np. gorączki, do internetowego formularza opracowanego przez szkoły. I oczywiście każdy uczeń z objawami powinien pozostać w domu.

Autor publikacji dodaje, że nawet przy wszystkich tych środkach ostrożności wybuchy COVID-19 w szkołach nadal będą się zdarzały. Dlatego placówki powinny być stel gotowe na czasowe zamknięcie i powrót do edukacji zdalnej, inwestując w platformy edukacyjne.

- Szkoły muszą zadbać o zapewnienie równego dostępu do edukacji online wszystkim uczniom, zwłaszcza tym z ograniczonym dostępem do zasobów technologicznych lub ograniczonymi umiejętnościami posługiwania się nimi. Dla takich dzieci powinny być specjalne dotacje na technologie edukacyjne - podsumowuje badacz.

Szczegóły publikacji są na stronie https://jamanetwork.com/journals/jamapediatrics/fullarticle/2769435

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum