USA: stosunek do aborcji zadecyduje o nominacji do Sądu Najwyższego

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 28 stycznia 2017 11:15

Możliwość obsadzenia stanowiska sędziego Sądu Najwyższego, jest jedną z najważniejszych nagród Donalda Trumpa za zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Tym razem stosunek do aborcji zadecyduje o tym, kogo prezydent nominuje do Sądu Najwyższego.

USA: stosunek do aborcji zadecyduje o nominacji do Sądu Najwyższego
Prezydent Donald Trump, który był "Pro-Choice", w pogoni za głosami konserwatystów stał się zwolennikiem ruchu Pro-Life. Fot. Wikimedia Commons

Trump zapowiedział, że mianuje swojego kandydata w nadchodzącym tygodniu. Nominowanie przez Trumpa kandydata na sędziego Sądu Najwyższego, najwyższego organu gałęzi sądowniczej rządu federalnego, będzie najważniejszą decyzją prezydenta od czasu objęcia urzędu.

Sędziowie Sądu Najwyższego, w przeciwieństwie do prezydenta, który jest wybierany na czteroletnią kadencję, sprawują urząd dożywotnio. Mogą z tej funkcji zrezygnować, przejść na emeryturę, bądź zostać usunięci w za pomocą "impeachmentu". Sami wybierają sprawy do rozpatrzenia, a wyroki sądu są ostateczne - nie podlegają apelacji.

Pensja sędziów Sądu Najwyższego wynosi prawie 214 tys. dol. rocznie, a przewodniczącego - ponad 223 tys. dol. - o wiele mniej niż zarabiają adwokaci w renomowanych kancelariach adwokackich.

Oczywiście bezpieczeństwo pracy i prestiż tego stanowiska jest nieporównywalny z pracą w adwokatów w prywatnej praktyce. Konstytucja zabrania obniżenia pensji sędziów Sądu Najwyższego po osiągnięciu wieku emerytalnego.

W przeciwieństwie do prezydenta, który na każdym kroku jest kontrolowany przez Kongres, sądy i media oraz w porównaniu z Kongresem, który musi liczyć się z opinią wyborców i z możliwością prezydenckiego weta, Sąd Najwyższy jest o wiele bardziej niezależny.

W powojennej historii Stanów Zjednoczonych decyzje Sądu Najwyższego w takich dziedzinach jak aborcja, małżeństwa homoseksualistów i lesbijek, imigracja, egzekwowanie prawa, finansowanie kampanii politycznych, a nawet wprowadzenie powszechnej opieki medycznej zwanej Obamacare miały o wiele większe znaczenie w przemianach politycznych i obyczajowych Ameryki niż rozporządzenia prezydenta czy ustawy Kongresu.

Co roku, tak jak w piątek (27 stycznia), "Marsz Na Rzecz Życia" przeciwników aborcji przypomina, że została ona zalegalizowana w Stanach Zjednoczonych właśnie w wyniku decyzji Sąd Najwyższego w procesie Roe kontra Wade wydanej 22 stycznia 1973 roku.

Sędziów sądu najwyższego nominuje prezydent Stanów Zjednoczonych, a zatwierdza Senat, kwalifikowaną większością (przynajmniej 60 głosów na 100), podczas gdy inne nominacje prezydenckie jak np. kandydatów do objęcia urzędu ministra od roku 2003 zatwierdzane są zwykłą większością głosów (50 +1).

Od prawie roku złożony z przewodniczącego i ośmiu sędziów Sąd Najwyższy obraduje w ośmioosobowym składzie. Brak jednego sędziego często powoduje impas, kiedy zespół sędziów jest dokładnie podzielony.

Nieobsadzone miejsce w składzie Sądu Najwyższego jest spowodowane śmiercią sędziego Antonina Scalii, jednego z najbardziej cenionych konstytucjonalistów w Stanach Zjednoczonych. Miał on opinię najbardziej konserwatywnego członka zespołu Sądu Najwyższego. Był przeciwnikiem legalizacji aborcji, preferencji rasowych i płciowych w przyjmowaniu do szkół i do pracy, zawieraniu małżeństw przez homoseksualistów. W przeciwieństwie do czterech, mających opinię lewicowych sędziów Sądu najwyższego uważał, że wyrok śmierci jest zgodny z Konstytucją.

Prezydent Trump, który był "Pro-Choice" (zwolennikiem "prawa wyboru") zanim - w pogoni za głosami konserwatystów - stał się zwolennikiem ruchu Pro-Life (przeciwników aborcji) i już w pierwszych dniach urzędowania pokazał, że spełnia obietnice wyborcze, nie wyklucza nawet rozwiązania, które w Kongresie bywa nazywane "nuklearnym".

Takie rozwiązanie, czyli "opcja nuklearna", przewiduje zmianę regulaminu Senatu, aby nie dopuścić do obstrukcji parlamentarnej (tzw. filibuster) i w ten sposób zapewnić zatwierdzenie nominacji bez wymaganej kwalifikowanej większości głosów.

Nie jest jasne, jak republikanie zamierzają zrealizować tę opcję, posiadając tylko minimalną przewagę w Senacie.

Natomiast to, co jest pewne, to to, że kandydat Trumpa na objęcie miejsca po Scalii będzie miał identyczne, jak zmarły w ubiegłym roku konstytucjonalista, poglądy na aborcję, a debata nad zatwierdzeniem tej nominacji będzie jedną z najbardziej zaciekłych konfrontacji politycznych od dnia objęcia urzędu prezydenta przez Trumpa.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum