To ona była twarzą protestów pielęgniarek w 2007 roku. "Nagle stałam się osobą publiczną"

Autor: oprac. KG • Źródło: Archiwum Rynek Zdrowia09 września 2021 17:50

Nagle stałam się osobą publiczną, na co nie byłam i nie jestem przygotowana - mówiła Rynkowi Zdrowia w 2007 r. Dorota Gardias, ''burmistrz'' Białego Miasteczka. I zapowiadała: - Jeszcze powalczymy o swoje.

- Trudno, nie miałyśmy partnera do rozmów, ale udowodniłyśmy, że można manifestować w sposób cywilizowany - mówiła po Białym Miasteczku w 2007 r. Dorota Gardias. Fot. Archwium PTWP

Z Dorotą Gardias, przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych rozmawiamy w przestronnym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. To siedziba związku - biuro, miejsce służbowych spotkań, ale i sypialnia szefowej OZZPiP podczas jej pobytów w Warszawie. Proponujemy rozmowę o życiu prywatnym, pozazawodowych fascynacjach, troskach. Przewodnicząca nalega jednak, aby nasze spotkanie dotyczyło przede wszystkim problemów środowiska pielęgniarskiego.

Na spotkanie przyszłam dziesięć minut przed czasem. Pani Dorota przed chwilą dotarła do Warszawy z rodzinnego Słupska. W pośpiechu dojada obiad w sterylnie czystej kuchni. Proponuje gościnnie wspólny posiłek. Chętnie przystaję na kawę.

W schludnym mieszkaniu czuje się kobiecą rękę - kwiaty, serwetki. Domowo, choć to przede wszystkim biuro. W przedpokoju na ścianie - Białe Miasteczko - naszkicowane przez słynnego plakacistę Andrzeja Pągowskiego podczas głośnego „namiotowego protestu” pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Zostałyśmy oszukane

Nasza rozmówczyni przyznaje, że niechętnie opowiada dziennikarzom o swoim życiu prywatnym. Podkreśla, że jest przewodniczącą związków zawodowych. Nie chce narazić się na zarzut, że próbuje wykorzystywać sytuację i popularność - której przysporzył jej protest - dla własnych, prywatnych celów. Chce, aby nadal postrzegano ją przede wszystkim jako szefową związku zawodowego, twardą kobietę, która nie oddaje łatwo pola w negocjacjach.

Przewodnicząca usadawia się wygodnie w fotelu. Zaznacza, że powinna zacząć od wyjaśnienia, dlaczego protestowały, dlaczego pojawiło się Białe Miasteczko i dlaczego zdecydowały się, że nie wyjdą z Kancelarii Premiera dopóki ten nie porozmawia z protestującymi. Zamieniam się w słuch.

- Polskie pielęgniarki zostały oszukane. Obiecano nam podwyżki w trzech transzach. Premier Marcinkiewicz powołał wówczas zespół ds. zatrudniania i wynagradzania pracowników w służbie zdrowia. Nie były to łatwe rozmowy, ale doszliśmy do porozumienia i dostałyśmy tę pierwszą transzę podwyżki. Potem zapomniano o obietnicach – wspomina pani Dorota. – Nie reagowano na propozycje wprowadzenia płacy minimalnej, wartościowania stanowisk. Skończyły się również spotkania zespołu roboczego.

 - Obawiałyśmy się, że zaczną się w placówkach strajki i protesty. Uznałyśmy więc, że musimy upomnieć się o dotrzymanie wcześniej danych nam obietnic płacowych i uświadomić wszystkim, że nie chcemy już rozwiązań doraźnych, na przykład na rok, ale oczekujemy rozwiązań systemowych i jasnych zasad wynagradzania pielęgniarek. Stąd ta manifestacja i nasze „siedzenie” w Kancelarii Premiera.

– Notabene, nagle zwołano spotkanie zespołu ds. zatrudnienia i wynagrodzeń w służbie zdrowia, gdy ja tkwiłam w Kancelarii. Spotkałam się zresztą z zarzutem pana ministra Bolesława Piechy, że nie uczestniczyłam w spotkaniu tego zespołu...

Nie chciałam polityki

Czekały w Kancelarii z determinacją na podjęcie negocjacji, nie mając pojęcia o rozmachu, jakiego nabiera manifestacja. Odwiedził je wiceminister zdrowia Bolesław Piecha.

- Mówił nam, że nie ma żadnego Białego Miasteczka, że sześć pielęgniarek protestuje, a cała reszta to politycy z opozycji i że manifestacja wygasa. Łączność miałyśmy ograniczoną, ale słyszałam uderzenia butelek plastikowych, więc nie wierzyłam, że to posłowie - opowiada pani Dorota.

Przyznaje zresztą, że nie potrafiłaby wtedy wyjść do koleżanek, przebywających pod namiotami po drugiej stronie ulicy. - Co miałabym im powiedzieć? Że zarówno premier Kaczyński, jak i wicepremier Gosiewski lekceważą nasze środowisko?

- Oczywiście, spodziewałam się, że jak na każdym proteście pojawią się i tym razem posłowie z opozycji. W końcu premier Jarosław Kaczyński, gdy jeszcze nie rządził i był w opozycji, również przybył kiedyś na protest pielęgniarek. Nie chciałyśmy jednak upolityczniać swojej akcji.

 Zostały. Czekały na podjęcie rozmów. Spotykały się z przedstawicielami rządu, ale, jak twierdzi dzisiaj Dorota Gardias, zabrakło wymiany argumentów dotyczących sytuacji pielęgniarek: - Przedstawiciele rządu mówili i my mówiłyśmy, ale każdy o czym innym. My o swoich problemach, a premier Kaczyński o osiągnięciach tego rządu i o wysokim wzroście gospodarczym. Ale na stwierdzenie, że skoro jest tak wysoki wzrost, to można znaleźć środki na podniesienie płac pielęgniarek, usłyszałyśmy kategoryczne - nie. Dlaczego, nie? - Bo, nie! - brzmiała odpowiedź.

Klęska to czy zwycięstwo

- Historii Białego Miasteczka - z przekonaniem mówi szefowa związku - nie można rozpatrywać w kategoriach przegranej czy wygranej. Zawiesiłyśmy broń. Jednak niewątpliwym sukcesem był pokojowy charakter protestu.

Pielęgniarki nie odeszły od łóżek. Zagwarantowały ciągłość opieki w szpitalach. Nie było kamieni i klasycznej „zadymy”. A zwijając miasteczko, zasiały trawę w miejscach, gdzie została wygnieciona.

- Starałyśmy się bardzo i pokazałyśmy, że można pokojowo walczyć o swoje prawa. Trudno, nie miałyśmy partnera do rozmów, ale udowodniłyśmy, że można manifestować w sposób cywilizowany. Ponadto, mogłyśmy spokojnie opowiedzieć społeczeństwu o swoich problemach - tłumaczy pani Dorota. - Bo to, co się dzieje w polskiej opiece zdrowotnej, jest trudne do zrozumienia nawet dla środowiska medycznego, a co dopiero dla pacjentów - konkluduje.

Plan na wrzesień

Po zawieszeniu protestu pani Dorota pojechała na krótko do domu, do Słupska. Na pytanie, jak znajomi, rodzina przyjmowali ją po tych wydarzeniach, opowiada o składanych na jej ręce wyrazach uznania dla determinacji środowiska oraz o zapewnieniach o wsparciu.

- Zatrzymują mnie na ulicy, gratulują - uśmiecha się Dorota Gardias. - Nagle stałam się osobą publiczną, na co nie byłam i nie jestem przygotowana. Zgoda, byłam znana w swoim środowisku zawodowym i w Słupsku, gdzie działałam i pełniłam przed wyborem na przewodniczącą związku funkcję skarbnika w oddziale SDPL. Nie przywykłam jednak do takiej popularności w całym kraju. I gdy zagadują mnie ludzie w parku czy na ulicy, czuję się zakłopotana, choć jest mi oczywiście bardzo miło.

Szefowa związku zapewnia, że pielęgniarki nie zakończyły jednak walki o swoje. Na 22 sierpnia OZZPiP zapowiada pikietę informacyjną pod Sejmem, gdzie rozbije kilka namiotów – na co związek dostał pozwolenie. Pielęgniarki z różnych regionów będą rozprowadzały ulotki z informacją o przyczynach protestu. Jednocześnie mają prowadzić rozmowy z posłami ze swoich regionów.

Kolejna pikieta we wrześniu, podczas następnego posiedzenia Sejmu. Jeśli nie odniesie skutku, można spodziewać się wspólnej manifestacji różnych związków zawodowych zrzeszonych w Forum Związków Zawodowych, OPZZ, Sierpnia 80, samorządów pielęgniarskich i lekarskich.

Pochłaniam biografie

W końcu udaje mi się „naciągnąć” Dorotę Gardias na krótką rozmowę o domu, rodzinie, o niej samej. Ostrożnie waży słowa. Odpowiada krótko, bardzo konkretnie. Jest dyplomowaną pielęgniarką, ale też pedagogiem i terapeutą. Specjalizuje się w leczeniu uzależnień od narkotyków i alkoholu. Prowadzi gabinet terapeutyczny wraz ze swoim partnerem życiowym. Na Uniwersytecie Gdańskim studiowała również zarządzanie w ochronie zdrowia.

Jest atrakcyjną kobietą w średnim wieku. Szczęśliwa w życiu osobistym, spełniona również jako matka. Ma dorosłego, 24-letniego syna. Jest bardzo aktywna i – jak sam wyznaje – dla siebie ma niewiele czasu, choć zawsze go znajduje na książki... Pochłania szczególnie biografie słynnych kobiet, zwłaszcza tych silnych i nietuzinkowych, jak Eleonora Roosevelt, Nancy Reagan czy Hilary Clinton, ale nie tylko. Pasjonują ją także osobowości znanych artystek.

Lubi gotować i piec ciasta: - Kiedy jestem zmęczona przyrządzenie np. pstrąga w śmietanie i w chrzanie po prostu mnie odpręża - mówi pani Dorota. - Wywodzę się z domu, w którym kobiety bardzo dbały o to, co stawia się na stół, wręcz rywalizowały ze sobą w zaskakiwaniu nowymi potrawami.

 

 

 

 

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum