To było 7 długich dni. Było ich cztery. "Wywiadu Monice Olejnik udzielałam stojąc na parapecie"

Autor: Katarzyna Gubała • Źródło: Rynek Zdrowia   • 10 września 2021 18:30

Białe Miasteczko odżywa jako idea sprzeciwu i walki o wyższe płace medyków. Białe Miasteczko sprzed 14 lat powstało, kiedy cztery liderki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podjęły się ostatecznego kroku - okupacji kancelarii premiera.

  • Białe Miasteczko powstało spontanicznie po manifestacji pielęgniarek i położnych w czerwcu 2007 r. 
  • Przed 7 dni cztery pielęgniarki okupowały kancelarię premiera domagając się negocjacji w sprawie podwyżek wynagrodzeń dla pielęgniarek i położnych
  • Pielęgniarki, które czekały na powrót swoich koleżanek z kancelarii stworzyły miasteczko protestujących 
  • Po manifestacji 11 września br. powstaje Białe Miasteczko 2.0

Doroty Gardias, twarz Białego Miasteczka z 2007 r., była przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, a dziś szefowa Forum Związków Zawodowych w rozmowie z Rynkiem Zdrowia tak mówi o tatym czasie.

- Rozumiałyśmy, że duża podwyżka wynagrodzeń nie może nastąpić od razu, ale walczyłyśmy o kroczący wzrost płac i o 1000 zł podwyżki dla każdej pielęgniarki. Poszłyśmy w cztery: Longina Kaczmarska, Iwona Borchulska, Janina Zaraś i ja. Chciałyśmy rozmawiać z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Odmówiono nam spotkania, więc postanowiłyśmy zostać tam jak długo się da. To był pierwszy raz w historii, kiedy liderzy związkowi okupowali Kancelarię Prezesa Rady Ministrów - wspomina Dorota Gardias.  

19 czerwca 2007 r. - cztery pielęgniarki mówią twardo, nie wyjdziemy z budynku kancelarii KPRM, dopóki premier się z nami nie spotka.

- Nasz kontakt ze światem zewnętrznym został ograniczony. Miałyśmy zakłócany zasięg telefonów, nie działały gniazdka elektryczne, żebyśmy nie mogły ładować naszych komórek. Pamiętam wywiad z panią Moniką Olejnik - stałam na parapecie i wychylając się przez okno opowiadałam, co się dzieje w kancelarii - mówi Gardias.

Czytaj też: To ona była twarzą protestów pielęgniarek w 2007 roku. "Nagle stałam się osobą publiczną"

Pielęgniarki brutalnie zepchnięte z ulicy przez policję

Tymczasem naprzeciw kancelarii w Alejach Ujazdowskich spontanicznie zrodziło się Białe Miasteczko. Na początku było tam kilkadziesiąt pielęgniarek, które brały udział w proteście i czekały całą noc aż ich przedstawicielki wyjdą z kancelarii premiera. Rano zostały brutalnie zepchnięte z ulicy przez policję.

Do pierwszej grupy pielęgniarek dołączały kolejne. Przychodziły po dyżurach w pracy, przyjeżdżały z innych miast. Tak powstało Białe Miasteczko, które zaczęły wspierać też medycy, górnicy, pacjenci, ale i aktorzy, piosenkarze, intelektualiści i politycy.

- Naszą czwórkę okupującą kancelarię premiera odwiedzali różni ''negocjatorzy''. Mówiono nam, że protestuje kilka pielęgniarek i politycy z opozycji, że manifestacja wygasa. Natomiast my 19 minut po każdej godzinie słyszałyśmy hałas robiony przez plastikowe butelki wypełnione kamieniami i monetami, słyszałyśmy okrzyki protestujących - opowiada Dorota Gardias.

Po 7 dniach i rozmowie z premierem Jarosławem Kaczyńskim cztery pielęgniarki opuściły kancelarię i wyszły wprost w rozentuzjazmowany tłum protestujących pielęgniarek.

- Byłyśmy tam zupełnie odizolowane od środowiska zewnętrznego, żebyśmy nie widziały co się dzieje na ulicy. Jak wyszliśmy z kancelarii to był szok, bo zobaczyłyśmy, ile jest namiotów, ile jest ludzi, jaka jest determinacja. Jak zobaczyłam te grupę protestujących, to serce chciało mi pęknąć. A jak jeszcze zobaczyłam, że nasze koleżanki czekały na nas w tych warunkach, w błocie, bo były wtedy deszcze, to łzy mi płynęły - wspomina w rozmowie z Rynkiem Zdrowia druga z czterech pielęgniarek okupujących kancelarię premiera Longina Kaczmarska.

Białe Miasteczko po miesiącu zlikwidowano - jak dziś oceniać ten protest?

W szczytowym momencie protestu w Białym Miasteczku było ok. 3 tysiące osób i ponad 150 rozbitych namiotów. Jednak po niecałym miesiącu protest, który miał się zakończyć podpisaniem porozumienia z rządem został zawieszony, a Białe Miasteczko zlikwidowane. Czy wraca Dorota Gardias wraca myślami do tamtych wydarzeń? Jak je ocenia?

- To był protest, który zrodził się z determinacji pielęgniarek i położnych, a potem innych zawodów medycznych oraz zwykłych ludzi. Pod oknami gabinetu premiera Jarosława Kaczyńskiego utworzyło się społeczeństwo obywatelskie. Przez blisko miesiąc, w którym trwało Białe Miasteczko mówiliśmy tam o systemie ochrony zdrowia, o płacach, o pacjentach, o brakach kadrowych i sprzętowych w szpitalach. Decydenci nie chcieli z tej wiedzy skorzystać - ten dorobek został zaprzepaszczony - mówi Gardias, dziś przewodnicząca Forum Związków Zawodowych.

W jej opinii, dziś ochrona zdrowia jest w jeszcze gorszym miejscu. Podkreśla, że gdyby nie ludzie oddani swojej pracy, to system przestałby funkcjonować.

I dodaje: - Wracamy czasem wspomnieniami do tamtego protestu, do Białego Miasteczka, ale to są bolesne wspomnienia. Jest też poczucie bezsilności, bo ludzie, którzy pracują jak ja 40 lat - od zawsze pamiętają walkę o podwyżki.

Czy Białe Miasteczko 2.0 z 11 września będzie powtórką tego sprzed 14 lat?

Dorota Gardias wskazuje, że od tamtego Białego Miasteczka minęło 14 lat. Jak podkreśla, dziś jesteśmy w zupełnie innej sytuacji politycznej i geopolitycznej, a nade wszystko te „miasteczka'' różni to, że tamto z 2007 r. powstało spontanicznie, a to jest planowane.

Różni je również to, że wtedy protestowały pielęgniarki i położne, teraz będzie to wiele grup zawodowych z ochrony zdrowia, które należą do Forum Związków Zawodowych, m.in. pielęgniarki, położne, część środowiska ratowników medycznych, rehabilitanci, technicy elektroradiologii, radioterapii, pracownicy anestezjologii, bloku operacyjnego, intensywnej terapii, fizjoterapeuci i lekarze. Te grupy zawodowe utworzyły Komitet Protestacyjno - Strajkowy Pracowników Ochrony Zdrowia. To ma być wspólne działanie, wielki protest, który ma się rozpocząć 11 września.

Zwraca też uwagę, że chociaż dziś rządzi to samo ugrupowanie co w 2007 r. - Prawo i Sprawiedliwość - w grupie pielęgniarek i położnych mamy zupełnie inną sytuację. Jak wyjaśnia, właśnie przechodzi na emeryturę największa grupa pielęgniarek i położnych – to te roczniki, które miały po 5 klas uczennic chętnych wejść do zawodów pielęgniarki i położnej.

- Mam za sobą 39 lat pracy, od 25 lat działam w związkach zawodowych. Przyznam, że nie spodziewałam się, że 14 lat po Białym Miasteczku będziemy dalej walczyć o godne wynagrodzenia - na manifestacji 11 września z pewnością będą również koleżanki, które brały udział w protestach w 2007 r. Ale jeszcze bardziej nie spodziewałam się takiego dzielenia środowiska pielęgniarek i położnych. Wtedy walczyłyśmy o podwyżki, ale nikt nie ważył się podzielić tego środowiska tylko ze względu na wykształcenie. Tutaj rząd popełnił ogromny błąd - podkreśla Dorota Gardias.

Dziel i rządź - to sposób na politykę w mętnej wodzie

Wskazuje, że oliwy do ognia dolała ustawa z 1 lipca wprowadzająca nowe regulacje dotyczące wynagradzania pracowników medycznych.

- Ta manifestacja jest też dlatego, że nie zgadzamy się z podziałem jaki wprowadziła. Jest krzywdząca i przekreśla 7 lat naszej ciężkiej pracy dotyczącej uznawania kwalifikacji naszych pielęgniarek i położnych przez Unię Europejską - tego, że dzisiejszy licencjat równa się dawnemu liceum medycznemu. Krótko mówiąc: wykształcenie wszystkich pielęgniarek po liceum medycznym, dopóki nie pójdą na emeryturę, jest równe obecnemu licencjatowi - podkreśla.

Podaje, że dzisiaj do pracy po studiach magisterskich przychodzi młoda pielęgniarka i zarabia 1500-1900 zł więcej niż doświadczona pielęgniarka po liceum medycznym, która wprowadza ją do zawodu.

- ‘’Dziel i rządź’’ to zasada obecnie rządzącej ekipy. Poróżnij ludzi, podziel ich, a potem w tej mętnej wodzie uprawiaj spokojnie swoją politykę - podsumowuje Dorota Gardias.

11 września wszystkie oczy skierują się na wielki protest pracowników ochrony zdrowia

Na 11 września ulicami Warszawy przechodzi wielka manifestacja pracowników ochrony zdrowia. 

 Prężnie działają również media społecznościowe grup zawodowych związanych z ochroną zdrowia.

Pytamy Dorotę Gardias, czy jest więc szansa, że z tej mętnej wody wyłoni się prawda?

Przewodnicząca FZZ zauważa, że problem w tym, że pojęcie prawdy uległo dekompozycji. Zwraca uwagę, że obywatele dostają od rządu informacje o wielkich kwotach, które poszły na podwyżki w służbie zdrowia, a od liderów związków i pracodawców w ochronie zdrowia, że takie pieniądze do nas nie trafiły. Zauważa też, że przez debatę publiczną przelewa się wielka fala fake newsów.

- 14 lat temu zapraszano nas do różnych telewizji i mieliśmy prawo dyskutować. Nie było tak wyrazistego podziału narracji pomiędzy mediami publicznymi, a prywatnymi. Dziś naszym kanałem informacyjnym faktycznie są media społecznościowe i media prywatne. Wciąż wiele Polek i Polaków karmionych jest obrazem polskiej służbę zdrowia miodem i mlekiem płynącej. I wierzą w to, dopóki nie zderzą się z nią osobiście - podsumowuje Dorota Gardias.

 

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum