KG/Rynek Zdrowia | 02-03-2021 20:24

Surferzy Trzeciej Fali zapraszają na imprezy. ''Krupówki'' - to się dzieje cały czas

Każdego dnia w Polsce otwierają się kolejne lokale gastronomiczne. W ostatni weekend lutego jeden z warszawskich lokali zorganizował nawet huczną imprezę z okazji... nadejścia trzeciej fali.

Każdego dnia mimo obostrzeń przybywa w Polsce otwieranych lokali. Fot. Shutterstock

  • Nie można oczekiwać, że wszyscy będziemy epidemiologami. Dlatego przekazywane informacje o pandemii muszą być konkretne i dokładne - mówi dr hab. Piotr Rzymski
  • Jak skutecznie przestrzegać przed ryzykownymi zachowaniami? Używanie języka straszącego jest mało efektywne, bo prędzej czy później staje się on niewiarygodny. Z drugiej strony, zbyt miękkie określenia nie działają...
  • Według dr. hab. Piotra Rzymskiego przydałyby się spoty - widoczne w telewizji i koniecznie w mediach społecznościowych - pokazujące kompilacje sytuacji: szpitalne, dramat pacjentów, stres medyków

''Z okazji nadejścia trzeciej fali, oraz w oczekiwaniu na kolejne - warszawski Basen Piwny ma przyjemność zaprosić wszystkich chętnych do codziennego udziału w programie artystycznym ''Surferzy trzeciej fali''. Uspokajamy, że ciała z dni poprzednich są regularnie usuwane'' - podał profil inicjatywy #OtwieraMY, który niemal codziennie publikuje zdjęcia kolejnych lokali i klubów otwieranych mimo obostrzeń epidemiologicznych dla branży gastronomicznej oraz relacje z interwencji sanepidu i policji.

"Naród bezmyślnych egoistów"

Lokal przy ul. Parkingowej, w który odbyła się wspomniana impreza, gdy na początku lutego rząd otworzył ponownie muzea, przekształcił się w Warszawskie Muzeum Kapsli. Teraz działa też jako Basen Piwny.

Pod relacjami z zorganizowanej w nim weekendowej imprezy pojawiły się liczne komentarze: ''Proponuję od razu podpisać zrzeczenia się leczenia respiratorem każdego zwłaszcza starszego członka rodziny w przypadku zarażenia na tym covidparty''; ''Idiotyzm, przez takich jak wy, będziemy się bujać z covidem przez kolejną dekadę''; ''Co za naród bezmyślnych egoistów. W tym tygodniu dobijemy do ~16 tys. dziennie, w następnym do ~22, za trzy znowu zatka się służba zdrowia. A potem zdziwienie dlaczego karetka do zawału taty/wujka/dziadka przyjedzie po 5h''.

To głosy krytyczne, ale nie brakowało też słów poparcia i deklaracji o dołączeniu do kolejnych imprez.

Wielu odbiorcom przypomniały się zdjęcia z imprez na Krupówkach, jakie miały miejsce w pierwszych dniach po luzowaniu obostrzeń. Minister zdrowia grzmiał potem, że ''od tego zacznie się w Polsce trzecia fala epidemii''.

O to, czy był to wystarczający komunikat do młodych ludzi, którzy chodzą obecnie do lokali i uczestniczą w imprezach spytaliśmy dr. hab. Piotra Rzymskiego z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, autora licznych prac naukowych m.in. na temat pandemii Covid-19. Uważa on, że niestety, w Polsce komunikacja ze strony instytucji państwowych zawodzi od dłuższego czasu.

- Nie można oczekiwać, że wszyscy będziemy epidemiologami i wirusologami, dlatego przekazywane informacje muszą być konkretne i dokładne, bez niedopowiedzeń i z uzasadnieniem. W przeciwnym razie nie będzie zrozumienia dla zmieniających się zaleceń, np. w sprawie zasłaniania ust i nosa w miejscach publicznych, pojawią się wątpliwości dotyczące szczepień czy poszczególnych preparatów szczepionkowych. Zamiast tylko nakazywać i zakazywać, trzeba przede wszystkim tłumaczyć. Tym zajmują się w Polsce rozmaici eksperci, ale robią to dodatkowo, z poczucia obowiązku, pro publico bono - uważa dr Rzymski.

Zwraca uwagę, że używanie języka straszącego jest mało efektywne, bo prędzej czy później staje się on niewiarygodny. Z drugiej strony, zbyt miękkie określenia nie działają.

"Trzecia fala" jest  terminem mało alarmującym

- "Trzecia fala" jest właśnie takim terminem, za mało alarmującym, zwłaszcza dla ludzi młodych. Podobnie jest z takimi określeniami jak ‘’zmiany klimatu'’ lub ‘’globalne ocieplenie’' - są merytoryczne, ale w perspektywie społecznej nie będą postrzegane jako coś bardzo niepokojącego. Problemem w kryzysie zdrowotnym, który trwa dłużej, jest to, że wraz z przyzwyczajaniem się do niego, dochodzi do odwrażliwienia i lekceważenia problemu - zwraca uwagę naukowiec.

Przypomina, że wiosną ubiegłego roku wrażenie na nas robiło raportowanie kilkuset przypadków nowych zakażeń, ale jesienią zaczęliśmy przyzwyczajać się do liczb rzędu wielu tysięcy.

- Cały dramat COVID-19 rozgrywa się w szpitalach, gdzie ludzie walczą o życie, a na skutek licznych hospitalizacji od miesięcy sparaliżowana jest cała służba zdrowia. Nie widzimy tego, słyszymy tylko terminy i opisy, obcujemy z liczbami. Zamiast działać tylko słowem, powinniśmy, niestety, użyć obrazu, bo on ma większą siłę rażenia i oddziaływania - przekonuje.

Według dr. Rzymskiego przydałyby się spoty - widoczne w telewizji i koniecznie w mediach społecznościowych - pokazujące kompilacje sytuacji: szpitalne, dramat pacjentów, stres medyków i pytanie: "Czy tego chcesz?" bądź mówiące: "Jesteś młody i zdrowy. Ciebie to nie czeka. Ale czeka tych, których zakazisz. Piątek przykazanie: Nie zabijaj".

- Tak, to byłoby wstrząsające, mocne, ale oparte o prawdziwy, wiarygodny obraz stanu rzeczy. Sądzę, że działałoby na młodych, a przynajmniej zaczęłoby wywierać silną presję społeczną. Bo przecież tu też działa psychologia tłumu: jeżeli większość przebywa bez maseczki, to zachęci to kolejne osoby do ich zrzucenia, ale jeżeli większość będzie te maseczki nosić, przestrzegać zasad dystansu społecznego i rozumieć dlaczego to robi, to buntowników też będzie mniej - po prostu nie wytrzymają presji - podsumowuje dr Rzymski.