Rok z pandemią Covid-19. Był bohaterem i pokazywał bohaterów. Teraz znów się boi Dr Konstanty Szułdrzyński brał udział w pierwszym w Polsce transporcie śmigłowcem LPR chorego podłączonego do ECMO. Fot. Konstanty Szułdrzyński

- Boję się, że to się nigdy nie skończy - mówi dr Konstanty Szułdrzyński, który stał się lekarzem-filmowcem, pokazując walkę z pandemią Covid-19 na OIT największego szpitala w Polsce.

  • W kryzysie często uruchamia się psychologiczny mechanizm, w którym mniej wykwalifikowani decydenci bardziej cenią swoje umiejętności i mają więcej do powiedzenia od osób kompetentnych
  • W systemie ochrony zdrowia powinna być premiowana jakość. Póki co królują kolesiostwo, układy, układziki
  • Boję się, że nie wyjdziemy z fazy niekończącej się walki z „kapiącymi przypadkami” koronawirusa

- Koronawirusowe liczby rosną. Szpital Narodowy jest obecnie na granicy swojej wydolności personalnej. Trudna pandemiczna sytuacja znów obnaża niedofinansowanie ochrony zdrowia i problemy z kadrami, ale też brak kontroli jakości w obszarze decyzyjności na poziomie szpitali – ocenia dr Konstanty Szułdrzyński, obecnie członek Rady Medycznej ds. pandemii Covid-19 i szef Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Rynek Zdrowia: - „Rocznica” koronawirusa w Polsce minęła, a my znów mamy trudny czas. Faktycznie procesy decyzyjne w lecznicach wymagają bliższej uwagi?

Dr Konstanty Szułdrzyński: - W sytuacji kryzysu często uruchamia się mechanizm, w którym na stanowiskach decyzyjnych osoby niewykwalifikowane mają więcej do powiedzenia i bardziej cenią swoje umiejętności od osób kompetentnych. To znany w psychologii efekt Dunninga-Krugera. Przyczyną pewności siebie częściej staje się ignorancja, a nie wiedza.

Gdyby w systemie ochrony zdrowia premiowana była jakość, wówczas kompetencje decydentów na poziomie zarządzania szpitalami musiałyby być kontrolowane i nagradzane, a walka z pandemią byłaby o wiele skuteczniejsza. Póki co królują kolesiostwo, układy, układziki.

To swoją drogą także istotna przyczyna braków kadrowych, bo lekarze emigrują za granicę, szukając tam przede wszystkim możliwości uczciwego rozwoju, szacunku. Jeśli rozwija się podwładny, to wzrasta efektywność całego zespołu, zyskują przełożeni. W Polsce zazwyczaj taki wzrost kompetencji traktowany jest przez tzw. wyższe szczeble jako zagrożenie.

- Nakręcił pan dla TVN cykl reportaży o ratowaniu pacjentów z Covid-19 na OIT Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, uczestniczył pan w pierwszym w Polsce transporcie śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego chorego, który został podłączony do ECMO. Czego pan się bał na samym początku pandemii?

- Bałem się kilku rzeczy. Tego, że zakażę się koronawirusem ja i zakazi się moja rodzina. Że poumieramy. Była wówczas apokaliptyczna atmosfera, udzielała się wszystkim. Umierali przecież lekarze i pielęgniarki we Włoszech, Hiszpanii. Nie było też wiadomo, ile w szpitalu będzie środków ochrony osobistej, czy ich nie zabraknie. Wszyscy bali się też tego, czy system wytrzyma i czy nie będziemy mieli stosów czarnych worków na szpitalnych korytarzach. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności bardzo szybko wprowadzono ostre restrykcje i udało się wyhamować gwałtowny przyrost zakażeń.

- Do jesieni, kiedy nastąpił kolejny wzrost.

- Wtedy był drugi moment zwątpienia. Wcześniej wydawało nam się, że skoro raz daliśmy sobie radę z pandemią, pokonanie drugiej fali będzie formalnością. Tyle tylko, że tak radykalna narodowa kwarantanna okazała się ogromnie kosztowna społecznie i ekonomicznie, zaś poluzowanie obostrzeń prowadziło do wzrostu zakażeń.

Pojawił się powszechny mechanizm negacji zagrożenia i lekceważenia obostrzeń. Gdy zorientowaliśmy się, że jesteśmy w takich kleszczach, u personelu medycznego nasilił się strach, często także zniechęcenie. Nie było wówczas już tak dużego lęku o siebie i rodzinę, ale dał o sobie znać inny problem - zmęczenie.

Lekarze bali się, czy w jego wyniku nie popełnią jakiegoś błędu, czy nas wystarczy, by leczyć pacjentów bezpiecznie, zgodnie ze standardami. Były też nastroje smutku, depresji, związane z dużą śmiertelnością chorych z Covid-19. W intensywnej terapii wynosiła ona ok. 50 proc. To było potwornie deprymujące, że pomimo najlepszej opieki nie można było tych ludzi uratować.

- Zmieniała się także motywacja do pracy?

- Moja się nie zmieniała. Bycie lekarzem, a tego uczyli mnie już moi dziadkowie-lekarze, to coś więcej niż zawód. Owszem, ludzie idą na studia medyczne, bo kuszą ich wysokie zarobki, które należą się za ponoszenie dużej odpowiedzialności za stan zdrowia „klienta”.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli chce się mieć także tzw. pozycję społeczną, to ta estyma z czegoś musi wynikać. Bierze się ona nie tylko z ciężaru decyzji, które się podejmuje i które dotyczą pacjenta, ale też, czasem, z zagrożenia osobistego. Epidemia koronawirusa w Polsce właśnie ten element uwypukliła.

Misja to także szukanie prawdy w poświęcaniu się dla pacjenta – prawdy diagnostycznej.

Ważna jest też pełna szacunku komunikacja - z chorym i pozostałymi członkami zespołu - pomimo tego, że na poziomie systemowym nie jest to w Polsce specjalnie premiowane.

- Na początku pandemii szefowie szpitali utyskiwali, że lekarze nie dbają o tak pojętą misję - uciekają na zwolnienia, do opieki nad dziećmi. Medycy z kolei pytali: - Czy strażakowi każe się gasić pożar "gołymi rękoma", bo zabrakło wody, hełmów i kombinezonów? Jak jest teraz?

- Teraz widzę raczej pracę z dużym oddaniem, solidność. Ogólna postawa środowiska jest budująca. Poprawiła się też polityka zdrowotna, za którą są odpowiedzialni decydenci na najwyższych szczeblach państwa.

- Patrząc na nastroje społeczne, można odnieść wrażenie, że tracą autorytet.

- Analizuję te decyzje i uważam, że do walki z pandemią podchodzą odpowiedzialnie i bardziej świadomie niż wcześniej. Do wakacji dominowało raczej przekonanie o skutecznym zastosowaniu polskiej trzeciej drogi – że jakoś wyjątkowo sobie z tym poradziliśmy, więc dalej tez jakoś pójdzie. I to nas trochę zwiodło.

Teraz mam wrażenie, że decydenci naprawdę chcą dobrze. Oczywiście nie ze wszystkim się zgadzam, ale z drugiej strony, będąc członkiem rady medycznej przy premierze, doradzam tylko z punktu widzenia medycznego. Ostateczna decyzja zależy od znacznie większej liczby zmiennych, choćby gospodarczych, społecznych.

- Co się sprawdziło z pana obaw, które dominowały zaraz po wybuchu pandemii?

- Potwierdziła się niestety negatywna ocena wydolności polskiego systemu opieki zdrowotnej i niskie poczucie odpowiedzialności osób zarządzających systemem i szpitalami na poszczególnych stopniach. Dominowało zrzucanie z siebie odpowiedzialności. Przykład?

Uruchamiano jak najniższą liczbę łóżek covidowych, udawano, że odsunięcie problemu go rozwiąże, lekceważono powagę sytuacji.

Nie było zbyt wielu postaw szczerego angażowania się w ratowanie jak największej liczby pacjentów bez liczenia się z kosztami, karierą. To było szalenie przykre.

- Pomylił się pan w jakimś momencie w ocenie sytuacji?

- Starałem się być bardzo ostrożny w prognozach. W wywiadach podkreślałem, że tak naprawdę nikt nie wie, co będzie. Wszystko to, co „wyciągamy” z jakichś doświadczeń, np. z czasów pandemii hiszpanki sprzed ponad stu lat, ma się nijak do obecnej sytuacji dużej mobilności społecznej, zagęszczenia ludności, rodzajów transportu, nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej.

Gdy wybuchła pandemia w Polsce, szczerze mówiąc byłem przekonany, że system opieki zdrowotnej nie wytrzyma. Tak się nie stało. Bałem się też, że masowo będą umierać lekarze, pacjenci. To też się nie wydarzyło. Także skuteczność środków ochrony osobistej była znacznie większa, niż mi się wówczas wydawało.

- Dlaczego jest w panu obawa, że „to się nigdy nie skończy”? Chodzi o mutacje?

- Mam nadzieję, że z pandemią poradzimy sobie na podstawowym poziomie - nie będzie tysięcy zakażeń na dobę ani licznych zgonów. Mutacjami akurat za bardzo bym się nie przejmował, przynajmniej na razie. Grypa też mutuje, co roku mamy nową szczepionkę i nikt się specjalnie nad tym nie roztkliwia. Najpewniej to samo będzie z koronawirusem. Boję się jednak, że nie wyjdziemy z fazy niekończącej się walki z „kapiącymi przypadkami”, z koniecznością wyłączania części oddziałów w szpitalach.

Mam duże wątpliwości, czy kiedykolwiek wrócimy do normalności, jaką znamy sprzed pandemii.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.