Ratowniczka medyczna trafiła na SOR. "Nie jesteś nasz - nie obsłużymy cię po ludzku"

Autor: oprac. KM • Źródło: Instagram, Rynek Zdrowia09 sierpnia 2021 13:00

Instagramerka i ratowniczka medyczna opisała swoją wizytę na SOR-ze, gdzie trafiła z podejrzeniem zawału. Nie przyznała się do wykonywanego zawodu - i mogło ją to słono kosztować.

Jesteś obcy? Siedź i się bój - opisuje swoje doświadczenia z SOR-em Ane Piżl. Fot mikeforemniakowski / Fot. AdobeStock
  • Ane Piżl, warszawska ratowniczka - czy, jak woli się określać - "ratownica" medyczna, trafiła na SOR z podejrzeniem zawału
  • Nie traktowano jej tam dobrze, dopóki nie przyznała się, jaki zawód wykonuje. Wtedy zachowanie medyków uległo gwałtownej zmianie
  • - Jeśli jesteś „nasz” – dostaniesz szybką pomoc, życzliwość i zaangażowanie. Jeśli jesteś obcy, nie zasługujesz na „dzień dobry” - skomentowała kobieta

Ane Piżl, przedstawiająca się jako "ratownica medyczna", to influencerka instagramowa i rzeczywisty ratownik medyczny. W instagramowym poście opisała to, w jaki sposób została potraktowana przez pracowników szpitalnego oddziału ratunkowego, na który trafiła z podejrzeniem zawału serca.

"Smalltalk pielęgniarek" i brak zainteresowania pacjentem

Na oddział Ane została przywieziona karetką o 2 w nocy.

- Obudził mnie silny ból za mostkiem, z promieniowaniem do żuchwy, drętwieniem rąk i nudnościami - czytamy w relacji kobiety. Przyznaje, że nie chciała "korzystać z przywileju i znajomości", więc nie wspomniała o tym, jaki zawód wykonuje.

Czekając na pustym oddziale słyszała dochodzący z pokoju zabiegowego "smalltalk pielęgniarek" i widziała medyków "leniwie przechodzących korytarzem" oraz członka personelu, który wyszedł na papierosa na podjazd dla karetek. Kobieta czuła ból i strach.

- Po jakimś czasie przychodzi ratownik zmierzyć mi ciśnienie. Nie przedstawia się, nie informuje co robi, nie wygłasza żadnej, nawet czysto grzecznościowej formułki. Jestem meblem. Gdy sugeruję, żeby zrobić troponiny, jest ironiczny i pokrzykuje na mnie „pani jest lekarzem”? Nic nie mówię. Siedzę dalej - czytamy w poście Ane Piżl.

"Wstyd mi, że należę do tej samej ochrony zdrowia"

Odczuwany ból Ane opisała jako "inny niż kiedykolwiek w życiu".

- Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję na własne buty. Chce mi się płakać - trochę ze strachu, trochę ze wstydu, że należę do tej samej ochrony zdrowia" - przyznała. Dalej kobieta skarży się na brak empatii.

- Nikt nie ma na tyle empatii, żeby w spokojną noc, na kompletnie pustym sorze, po prostu kucnąć obok pacjentki, popatrzeć jej w oczy i powiedzieć „nazywam się Kowalski, jestem ratownikiem, widzę że pani bardzo się źle czuje. Za chwilę podejdzie moja koleżanka i zrobi pani EKG. Zrobimy wszystko, żeby pani pomóc.” Nic takiego się nie zdarza - pisze Ane Piżl.

Tylko strach spowodował, że przyznała się medykom do tego, jaki zawód wykonuje. Wtedy nastąpiła kompletna zmiana podejścia załogi SOR-u wobec pacjentki.

Jesteś obcy? Siedź na ławce i się bój

"Troponiny, EKG i rozmowa jak się czuję, dzieją się w kolejnych dwóch minutach, wszystko toczy się jak w filmie. Zajmują się mną profesjonalnie dwie osoby, są miłe, skuteczne, przepraszają za niedogodności" - pisze Ane i dodaje, że wyszła z SOR-u po otrzymaniu ujemnego wyniku troponin. Przyznaje, że płakała podczas powrotu do domu.

Jeśli jesteś „nasz” – dostaniesz szybką pomoc, życzliwość i zaangażowanie. Jeśli jesteś obcy, nie zasługujesz na „dzień dobry”. Siedź na ławce i się bój - skonkludowała ratowniczka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum