Przebiegł Irlandię dla podopiecznych Fundacji "Mimo Wszystko"

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 06 maja 2010 06:30

Tomasz Manikowski przebiegł po drogach Irlandii przez 21 dni ponad 1028 km. Dzień po dniu przemierzył łącznie ponad 23 dystanse maratonów. Technik ogrodnik spod Gorzowa Wielkopolskiego, pracujący obecnie w irlandzkiej piekarni, postawił sobie za cel wsparcie Fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko". Przy okazji zrobił ważny krok w kierunku integracji Polaków mieszkających na Zielonej Wyspie.

– Cieszę się, że udowodniłem sobie i tym, którzy twierdzili, że pokonanie tej trasy jest niewykonalne, że chęć i motywacja mogą wiele: to, co wydaje się niemożliwe, staje się możliwe – mówił na mecie zmęczony, ale szczęśliwy Tomasz Manikowski.

Dlaczego bieganie?

Ponieważ to właśnie ono stało się pasją, która pozwoliła Tomaszowi wyzwolić się z nałogu. Przez osiem lat walczył z alkoholizmem. Pomogli terapeuci i długie dystanse pokonane na własnych nogach.

– Bieg pozwala mi utrzymać formę fizyczną i psychiczną. W ruchu mam czas na przemyślenia, modlitwę, na wyciszenie się. Bieganie pomaga mi pokonać słabości, to mój sposób na nowe, lepsze życie. To także kwestia motywacji. Mam dla kogo biec i dam z siebie wszystko, żeby dotrzeć do mety – wyjaśniał biegacz przed startem.

Po osiągnięciu celu nie ukrywał jednak, że było ciężko. Ciężej, niż przypuszczał. W czasie biegu na odcinku trasy do Midleton dostał udaru słonecznego. Kolejne dwa dni były bardzo trudne.

– To nie było jednak najgorsze: na trasie jednego z górskich odcinków, kiedy musiałem podbiec siedem kilometrów pod górę, doszło do zapalenia ścięgna, z którym biegłem już do końca – wspomina w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Tomasz Manikowski.

Po drodze był Smoleńsk
Manikowski rozpoczął swój bieg w sobotę 10 kwietnia spod Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Dublinie. Choć założenia sportowe były bardzo ambitne, to jednak nie one były najważniejsze. Najistotniejszy w całym przedsięwzięciu był fakt, że Manikowski podjął taki wielki wysiłek na rzecz podopiecznych Fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko”.

Zebrane w ten sposób środki miały zostać przeznaczone na zakup wyposażenia „Doliny Słońca” – Ośrodka Rehabilitacyjno-Terapeutycznego w Radwanowicach pod Krakowem.

Tymczasem pół godziny po rozpoczęciu biegu do Tomasza dotarła wiadomość o katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Pojawiło się pytanie, czy kontynuować bieg w obliczu takiej tragedii? To pytanie stawiano sobie także w Fundacji Anny Dymnej. Ostatecznie Tomasz biegł dalej.

– To jest bieg „mimo wszystko”, więc powinien odbyć się także mimo wszystko, tego oczekują ode mnie podopieczni Fundacji – odpowiadał.

Jak Polak z Polakiem
Każdego kolejnego dnia Tomasz twardo pokonywał kolejne odcinki trudnej trasy. Opalił się, z twarzy i z ramion zaczęła mu schodzić skóra. W trzecim dniu biegu walczył z poważnym kryzysem na trasie liczącej czterdzieści kilometrów. Jednak następnego dnia przebiegł w niespełna sześć godzin dystans pięćdziesięciu czterech kilometrów.

Jeszcze przed rozpoczęciem biegu Tomasz uznał, że realizacja przedsięwzięcia jest świetną  okazją dla mieszkających na wyspach Polaków, aby zamanifestować swoją polskość. Także i to zamierzenie się powiodło.

Gdy dobiegał do Waterford, słyszał dźwięki trąbki, która grała na jego cześć. Krzysztof Wiśniewski, przedstawiciel polonijnej organizacji „Waterpol”, przywitał biegacza i jego ekipę, a po zakończonym etapie Tomasz spotkał się z rodakami w ośrodku dla emigrantów i uchodźców.

Pieniądze? Tak, ale nie tylko
„Bieg – mimo wszystko” zakończył się sukcesem. Przede wszystkim medialnym. Wysiłek podjęty przez Tomasza Manikowskiego na rzecz Fundacji Anny Dymnej odbił się szerokim echem w środowiskach polonijnych. Efekt finansowy to około 1 tys. euro.

– To nie jest imponująca kwota, ale nie tylko o pieniądze w tym wszystkim chodziło. Najważniejsze, że pobudziliśmy środowiska polonijne. Pokazaliśmy, że można się jednoczyć, także za granicami kraju, wspierając ważny cel. Przy okazji wiele osób dowiedziało się o naszych podopiecznych, o Fundacji – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Michał Serwiński z Fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko”, który przebiegł razem z Tomaszem Manikowskim ostatni etap trzytygodniowego supermaratonu.

– Wiele osób pyta, kiedy znów pobiegnę – przyznaje Tomasz. – Na razie odpoczywam, ale jeśli Fundacja Anny Dymnej planuje kontynuację tego projektu, może na mnie liczyć – dodaje biegacz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum