Popularny dziennikarz pomagał chorym z COVID-19. Mówi: zaraz wyleje się hejt

Autor: oprac. JW • Źródło: wirtualnemedia.pl, JW, Rynek Zdrowia21 maja 2021 11:15

Tomasz Rożek, dziennikarz naukowy pomagał w dwóch szpitalach w Bytomiu. Pracował raz w tygodniu przez kilka godzin. O wolontariacie mówi niechętnie, bo obawia się hejtu.

Popularny dziennikarz pomagał chorym z COVID-19. Mówi: zaraz wyleje się hejt
Tomasz Rożek w dwóch bytomskich szpitalach pomagał chorym zakażonym koronawirusem. Fot. fb.com/tomrozek
  • Popularny dziennikarz naukowy Tomasz Rożek przyznał, że jako wolontariusz pomagał w dwóch szpitalach w Bytomiu, wykonując głównie prace fizyczne przy chorych z COVID-19
  • O wolontariacie mówi niechętnie. Boi się fali hejtu i oskarżeń o to, że "zabija ludzi"
  • "Oby wolontariusze nie byli znowu potrzebni jesienią. (...) Ponad połowa z nas nie chce się zarejestrować na szczepienia" - pisze w mediach społecznościowych

"Dzisiaj po raz pierwszy, odkąd zacząłem pracę jako wolontariusz na oddziale covidowym, okazało się że nie ma dla mnie pracy. To dobra wiadomość.
Oby wolontariusze nie byli znowu potrzebni jesienią. Z danych systemu rejestracji wynika, że ponad połowa z nas nie chce się zarejestrować na szczepienia. Powodów takiej sytuacji jest wiele, ale efekt może być tylko jeden" - napisał w czwartek w mediach społecznościowych Tomasz Rożek, dziennikarz naukowy "Gościa Niedzielnego" i Radia 357 oraz twórca popularnonaukowego kanału na YouTube "Nauka. To Lubię".

Pomagał - teraz boi się hejtu

Zapytany przez serwis wirtualnemedia o szczegóły swojego wolontariatu poprosił, by o tym nie pisać, bo "zaraz wyleje się hejt, że zabija ludzi". - Już czytałem pod moim postem takie komentarze. Nie chcę się lansować na tym, że pomagam - mówi.

Co robił dziennikarz w bytomskich szpitalach? Jak opowiada, lekarze prosili, by np. potrzymał pacjenta za rękę, bo nie miał kto tego zrobić, a to potrzebne tym, którzy nie mają kontaktu fizycznego z bliskimi. Zaznaczył, że wolontariat to przede wszystkim jednak praca fizyczna.

Podziwiam za to pielęgniarki, bo wykonują kawał ciężkiej roboty. Bywa, że pacjenci nie są w stanie przewrócić się z boku na bok, by ktoś mógł zadbać o ich higienę. Czasem trzeba nakarmić osobę słabą fizycznie albo rozgnieść leki i zmieszać z jedzeniem, bo ktoś nie jest w stanie połknąć tabletki. (...) To proste czynności, ale brakuje osoby, która się tym zajmie - mówi dziennikarz.

Rożek do antyszczepionkowców: nie życzę wam, byście wylądowali w takim miejscu

Przyznaje, że po czterech godzinach w kombinezonie, który chroni przed zakażeniem koronawirusem, "człowiek jest tak mokry, jakby wyszedł z wanny". Wylicza, że samo włożenie kombinezonu i innych środków ochrony osobistej zajmowało mu 20 minut, a zdjęcie wszystkich zabezpieczeń - jeszcze więcej czasu.

Jak opowiada, gdy zgłosił się do szpitali, że chce pomagać, zanim z jego oferty skorzystano, najpierw załoga była zdzwiona jego propozycją.

Rożek przeciwnikom szczepień nie życzy, by "wylądowali" w miejscu, które odwiedził. - To od nich zależy, czy wolontariusze będą musieli znów wrócić na oddziały covidowe jesienią - kończy.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum