Polacy biegają na potęgę. To czasami może być niezdrowe

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 20 maja 2017 08:04

Od kilku lat liczba biegaczy w kraju zwiększa się średnio o ok. 30 proc. rocznie. Stopniowo stajemy się elitą w międzynarodowych maratonach. Specjaliści jednak zwracają uwagę, że nie każdy może być maratończykiem, a zbyt intensywny wysiłek można przepłacić zdrowiem.

Polacy biegają na potęgę. To czasami może być niezdrowe
Biegajmy z głową. Fot. Fotolia

Nie ma miesiąca, by w kraju nie odbył się większy lub mniejszy bieg z frekwencją dopisującą niezależnie od pogody. Jak wynika z danych Polskiego Związku Lekkiej Atletyki z każdym rokiem systematycznie zwiększa się liczba biegaczy w kraju. Obecnie z tego rodzaju aktywności korzysta dobrze ponad 8 mln osób.

Bieganie to najpopularniejsza dyscyplina uprawiana przez Polaków. Wybiera ją ok. 30 proc. osób aktywnych fizycznie.

Uwaga na dystans
Coraz częściej jednak nie zadowala nas już zwykłe bieganie. Na popularności zyskuje tzw. długie bieganie z dystansem zdecydowanie większym niż nawet klasyczny maraton czy biegi z przeszkodami. Ultramaratony, gdzie zawodnik pokonuje 80-100 km, są już czymś zwyczajnym.

Ekstremalnych wyzwań dostarczają takie biegi jak 246 km grecki Spartathlon, czy nasz krajowy Bieg Rzeźnika, gdzie najdłuższy dystans wynosi 160 km.

Specjaliści ostrzegają, że w takich przypadkach nie zawsze bieg to zdrowie. - Rekreacyjne bieganie jest cudowne, zwiększa dopływ krwi do mózgu, co poprawi jego pracę; zmniejsza ryzyko zgonu z wszelkich przyczyn. Taki bieg to samo zdrowie. Problem zaczyna się wtedy, gdy wysiłek jaki wkładamy w bieg jest zbyt obciążający dla organizmu. Trzeba pamiętać, że nic co jest ekstremalne nie jest zdrowe – mówi prof. Mariusz Jędrzejko, dyrektor Centrum Profilaktyki Społecznej.

Jak przyznaje profesor niestety część biegaczy o tym zapomina i w konsekwencji zdrowe bieganie przyjmuje u nich formę wyniszczającego uzależnienia.

- Tu mechanizm jest taki sam jak przy nadmiernym spożywaniu jedzenia czy odwrotnie zbyt ograniczonym dostarczaniu go. Nadmiar wysiłku często połączony z niezdrowym wspomaganiem substancjami, które mają pomóc osiągnąć lepszy efekt, mogą tragicznie odbić się na zdrowiu. Mamy wiele przykładów przedwczesnej śmierci właśnie wśród osób bardzo aktywnych fizycznie - komentuje. 

Ostatni tragiczny przypadek śmierci biegacza w krajowych zawodach miał miejsce 23 kwietnia 2017 roku, podczas ORLEN Warsaw Marathon. Jeden z zawodników stracił przytomność na trasie i mimo natychmiastowej pomocy medycznej zmarł po kilku godzinach.

W 2015 r. w czasie Biegu Niepodległości zmarł 35-letni mężczyzna. Powodem jego śmierci była niewydolność serca spowodowana rozpadem mięśni. Do podobnych przypadków dochodziło wcześniej m.in. w 2013 i 2012 r.

Ekstremalne wyzwania
Lekarze przestrzegają przed zachłyśnięciem się sportem bez odpowiedniego przygotowania tych, którzy do tej pory go nie uprawiali. 

- Mówiąc o zaletach biegania trzeba też pamiętać, że nie jest ono dla każdego - dodaje prof. Robert Gasik, kierownik Kliniki i Polikliniki Neuroortopedii i Neurologii Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

Jak przyznaje w rozmowie z nami, w swojej praktyce coraz częściej spotyka się z "ofiarami" tego sportu. Bo, jak podkreśla, wiąże się on z ryzykiem licznych urazów. I o ile do biegania rekreacyjnego - w jego opinii - większość lekarzy będzie zachęcać, to już, gdy mowa jest o bieganiu ekstremalnym, powściągliwość w promocji takiej aktywności byłaby znacząca.

Prof. Robert Gasik przypomina, że każda aktywność, która wiąże się ze znaczącym wysiłkiem powinna być dostosowana do indywidualnej zdolności i predyspozycji organizmu.

- Dlatego każdy amator, zanim zacznie poważnie myśleć o udziale w maratonie, powinien o tym porozmawiać ze swoim lekarzem i wykonać podstawowe badania, szczególnie, gdy metryka wskazuje coraz bardziej dojrzały wiek. Bo chociaż, bieganie generalnie jest zdrowe i bezpieczne, to nie zawsze nasza ambicja idzie w parze z możliwościami, a wtedy zaczynają się kłopoty - podkreśla ekspert.

Zdaniem specjalistów rozsądne dawkowanie mierzenia się z dystansem ma szczególne znaczenie w przypadku potencjalnych "kandydatów na zawałowca", czyli osób po 40. roku życia, z czynnikami ryzyka: otyłych, prowadzących siedzący tryb życia, z zaburzeniami gospodarki lipidowej, często z cukrzycą, nadciśnieniem.

Najpierw badania
W czasie treningu lub zawodów warto zwrócić uwagę na niepokojące objawy, takie jak nudności, zawroty głowy i bóle w klatce piersiowej. U 20 na 28 zmarłych maratończyków objawy te poprzedzały nagłą śmierć; pomimo tych dolegliwości kontynuowali oni bieg  - stwierdzają autorzy książki "Wyzwania ekstremalne".

Na skutek skrajnego wysiłku fizycznego u biegacza może dojść też do uszkodzenia nerek. Spowodowane jest ono tzw. rabdomiolizą, czyli masywnym powysiłkowym rozpadem mięśni porzecznie prążkowanych, wyczerpaniem ATP, nośnika energii chemicznej w komórkach, oraz wzmożonym wydalaniem żelaza i podwyższonym poziomem bilirubiny, barwnika żółciowego w surowicy krwi.

Rabdomiolizie sprzyja przegrzanie i odwodnienie organizmu, infekcje oraz stosowanie leków przeciwbólowych i niesteroidowych leków przeciwzapalnych.

Jak mówiła nam wcześniej prof. Anna Jegier, kierownik Zakładu Medycyny Sportowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członek zarządu sekcji Badań Podstawowych i Stosowanych Wysiłku Fizycznego Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, aby bieganie wyszło nam na zdrowie każda osoba po 35. roku życia nim ruszy na trasę powinna przejść badania kwalifikacyjne. Mało tego, potem trzeba systematycznie przechodzić badania kontrolne.

Biegajmy z głową
- W Stanach Zjednoczonych takie osoby wypełniają specjalny kwestionariusz. Także w Polsce zawodnicy zgłaszający się np. do biegu masowego odpowiadają na podstawowe pytania dotyczące stanu zdrowia zawarte w odpowiedniej ankiecie - mówi prof. Jegier.- Kwestionariusz uwzględnia podstawowe czynniki takie jak wiek, waga, dieta, nałogi oraz przebyte schorzenia.

Uprawiając bieganie, należy bezwzględnie monitorować kilka parametrów. Profesor wskazywała, że przede wszystkim trzeba zmierzyć podstawowe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Badanie polega na pomiarze ciśnienia tętniczego krwi oraz stężenia podstawowych lipidów, w tym cholesterolu. Trzeba również wykonać badanie wysiłkowe serca.

Okazuje się jednak, że w kraju sportowcy amatorzy mają ograniczone możliwości dostępu do takich badań. W kraju lekarzy medycyny sportowej jest niespełna 300 i z trudem otaczają oni opieką sportowców - amatorów trenujących w licznych klubach sportowych.

A trzeba pamiętać, że żaden zawodnik uprawiający w Polsce sport w ramach federacji sportowej nie ma prawa brać udziału w zawodach, ani nawet treningach bez ważnej tzw. karty zdrowia sportowca. Dokument musi być co sześć miesięcy stemplowany przez lekarza medycyny sportowej bądź lekarza posiadającego certyfikat Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej.

Dodatkową barierą jest fakt, że tylko niewielka grupa amatorów sportu może z takich badań skorzystać bezpłatnie.

Oczywiście sport zawsze uprawiać warto, rozsądnie dawkowany na pewno wyjdzie nam na zdrowie. Naukowcy z uniwersytetu stanowego Iowa we współpracy z Instytutem Coopera w Dallas (USA) dowodzą, że w porównaniu z osobami niebiegającymi biegacze żyją średnio o trzy lata dłużej, nawet jeśli biegają powoli lub sporadycznie, a przy okazji palą papierosy, piją alkohol lub mają nadwagę. Takie wnioski z badań właśnie opublikowali w piśmie „Progress in Cardiovascular Diseases”. Zatem biegajmy, ale koniecznie z głową.

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum