Pandemia COVID-19 odciska się na psychice lekarzy

Autor: Jacek Wykowski • Źródło: Rynek Zdrowia15 maja 2021 07:58

Korzystanie z pomocy psychoterapeuty czy psychiatry jest tak samo normalne i potrzebne jak leczenie nadciśnienia. Lekarze są dzielni, ale i krusi - jak każdy. Gdy zbyt późno zaczynają o siebie dbać, bywa, że "rozpadają się na kawałki" z wielkim hukiem.

Pandemia COVID-19 odciska się na psychice lekarzy
Lekarze, szczególnie starsi, z reguły długo zwlekają ze zwróceniem się po pomoc w przypadku problemów ze zdrowiem psychicznymFot. Shutterstock
  • Lekarze, szczególnie starsi, z reguły długo zwlekają ze zwróceniem się po pomoc w przypadku problemów ze zdrowiem psychicznym
  • Im dłużej wypierają problemy, zaprzeczając im, uciekając w pracę, w uzależnienia czy nawet w sport, tym trudniej im później wrócić do właściwego pełnienia podstawowych ról społecznych
  • Pandemia obnażyła niedostatki systemu kształcenia lekarzy w zakresie dbania o swój stan psychiczny i stała się "katalizatorem" wielu problemów, ale też sprawiła, że lekarze śmielej zaczęli sięgać po pomoc

- W przypadku problemów ze zdrowiem psychicznym lekarze, szczególnie z dłuższym stażem, późno decydują się zgłaszać po pomoc. Długo starają się tym problemom zaprzeczać, uciekać w pracę, w uzależnienia - ocenia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz, psychiatra, psychoterapeuta, pełnomocnik zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie.

Dodaje:

Udziela im się także atmosfera ich zawodowego środowiska - że trzeba być dzielnym, zajmować się innymi, nie sobą. Jest dużo rywalizacji, surowości, niepozwalania sobie na słabości. To bardzo niebezpieczna droga.

Rynek Zdrowia: - Jakie widzi pani największe zagrożenie w obszarze obciążeń dla psychiki lekarzy w czasie pandemii?

Dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz: - Mamy za mało lekarzy. Jeśli nie pomożemy im lepiej radzić sobie ze swoimi wewnętrznymi problemami, jak i obciążeniami związanymi z wykonywaniem zawodu w Polsce - szczególnie w tak trudnym czasie, jaki generuje pandemia - to ci, którzy pracują, będą coraz częściej sfrustrowani, przemęczeni, wypaleni, straumatyzowani, popadający w depresje czy uzależnienia. Grozi to też popełnianiem błędów w pracy, gorszymi efektami leczenia, złą komunikacja z pacjentami, agresją. W bardziej skrajnych przypadkach lekarze będą rezygnować z zawodu, wypadać ze swoich innych ważnych ról społecznych.

Warto też pamiętać, że wśród lekarzy – w porównaniu do innych zawodów - jest bardzo wysokie ryzyko samobójstwa.

- „Wyp....ć za szklane drzwi z tym małym skur....em z mutacją" - miał w marcu br. powiedzieć do kobiety z dzieckiem lekarz w słupskim szpitalu. Rzecznik Praw Pacjenta nakazał mu przeprosić kobietę, a szpitalowi przeprowadzić szkolenia dla pracowników z poszanowania godności pacjenta. Lecznica już z lekarzem nie współpracuje. To wystarczy, by zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości?

- Zacznijmy od tego, że pandemia obnażyła ogromne niedomogi systemu kształcenia lekarzy, gdzie zaniedbuje się tzw. self-care (samoopiekę – red.), kompetencje miękkie, rozpoznawanie negatywnych objawów związanych z własnym zdrowiem psychicznym i sposoby radzenia sobie z nimi. Na studiach medycznych mamy, owszem, bardzo dużo wiedzy, ale odhumanizowanej. Pandemia pokazała też potrzebę wdrożenia rozbudowanego, systematycznego wsparcia psychologicznego dla lekarzy i innych zawodów medycznych. Nie widzę przeszkód, żeby takie działania podejmowały np. jednostki samorządu zawodowego czy szpitale.

W opisanym przypadku nie znamy szczegółowego kontekstu, ale pewne jest, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Szkolenia w szpitalu - jak najbardziej. Ale też przyjrzenie się sytuacji tego konkretnego i innych lekarzy w szpitalu - czy dba się o ich dobrostan psychiczny, czy nie są np. zbyt przemęczeni.

- A zerwanie współpracy, zwolnienie z pracy? Jest pani zwolennikiem takich kar jako przestrogi dla innych?

- W kontekście zapobiegania tego typu sytuacjom w przyszłości jest to mało skuteczne. Oczywiście można lekarza wyrzucić z pracy, ale z reguły na tym się kończy - pracodawca jest "czysty", a problem u tej konkretnej osoby i ryzyko jego powtórzenia u innych pozostają. Trzeba więc poszukać przyczyny. Może ten lekarz pracował trzecią dobę z rzędu? To, co powinien zrobić przełożony, to zakomunikować mu, że nie nadaje się do pracy w takim stanie psychicznym. Zasugerować urlop, leczenie.

- To inny przykład. Mamy lekarza, który - załóżmy - nadużywa alkoholu, nie może spać, traci kontrolę nad emocjami. Włącza mu się więc tzw. lampka alarmowa. Gdzie powinien szukać pomocy? U psychologa, psychoterapeuty, psychiatry? Komercyjnie, a może przez samorząd zawodowy lub macierzysty szpital?

- To, jakiego specjalistę wybrać, zależy nie tyle od rodzaju objawów, co od ich nasilenia. Co innego, gdy pije się lampkę wina co wieczór, żeby lepiej zasnąć, ale w ciągu dnia funkcjonuje bez alkoholu, a inna jest sytuacja, gdy nie śpi się od tygodnia i zaczyna się picie dużych ilości, często także w ciągu dnia. Uważam, że lepiej skonsultować się "na wyrost" z lekarzem psychiatrą, który zawsze może powiedzieć: nie dajemy leków, ale zalecam psychoterapię. Także psycholog czy psychoterapeuta, jeśli uznają, że potrzebny jest psychiatra, taką ścieżkę zarekomendują.

Najważniejsze jest jednak, by o tę pomoc w ogóle poprosić – i to im wcześniej, tym lepiej. To, gdzie konkretnie będzie udzielana, ma mniejsze znaczenie.

Z szukaniem wsparcia u specjalistów zdrowia psychicznego mniejszy problem ma młode pokolenie lekarzy. Starsi często czekają do momentu, kiedy jest już naprawdę bardzo źle.

- Także pani, z ramienia Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, udziela wsparcia lekarzom. Na czym ono konkretnie polega?

- Jako psychiatra i psychoterapeuta, w zagadnieniach związanych ze zdrowiem psychicznym lekarzy i studentów medycyny, specjalizuję się około 6 lat. W warszawskiej izbie lekarskiej pełnomocnikiem zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów jestem od września 2019 roku.

Wcześniej w izbie działał system wsparcia psychologicznego dla lekarzy, ale był sprofilowany głównie na kwestie wypalenia zawodowego, inaczej zorganizowany. Był też mało popularny, bo w ciągu półtora roku skorzystało z pomocy raptem kilka osób. Gdy zostałam pełnomocnikiem, celem były takie zmiany programu, by stał się on powszechniejszy i bardziej uniwersalny. Gdy wybuchła pandemia, siłą rzeczy został on również dostosowany do tej specyficznej sytuacji i problemów, które zaczęły dotykać lekarzy. Oczywiście wsparcia nie udzielam sama, bo przecież stołeczna izba zrzesza ponad 30 tys. lekarzy.

Mamy zrekrutowanych kilku specjalistów zdrowia psychicznego, którzy znają realia pracy w szpitalu. Każdy lekarz, który chce skorzystać z pomocy, może przejść serię 10 spotkań z psychoterapeutą. Wcześniej sprawdzamy, jakiego konkretnie wsparcia potrzebuje - czasem trzeba skierować go do psychiatry czy terapeuty uzależnień. I ta pierwsza, „triażowa” rozmowa, zawsze odbywa się ze mną.

- Ilu lekarzy poprosiło do tej pory o pomoc? W jakim byli wieku?

- W zeszłym roku było to kilkadziesiąt przypadków, z czego ok 40 osób „weszło” w standardowy program wsparcia. Inni albo wymagali jednorazowej interwencji kryzysowej, albo wrócili do swoich psychoterapeutów, z którymi pracowali wcześniej. Kilka osób trafiło do psychiatry. W tym roku ze wsparcia korzysta kilkunastu lekarzy. Wiek – różny: od stażystów po lekarzy w wieku emerytalnym.

- Z jakimi problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego zgłaszają się do pani lekarze?

- To różnego rodzaju zaburzenia adaptacyjne, wypalenie zawodowe jako indywidualna odpowiedź na systemowy problem, „pandemiczne” traumy związane ze zmianami organizacyjnymi (bo ktoś np. z oddziału dermatologicznego został przeniesiony wprost na oddział covidowy), z pracą z dużą ilością trudnych, schorowanych pacjentów, z dużą śmiertelnością. Spotykam się też z zaburzeniami lękowymi, problemami ze snem, ze stresem, depresją, nadużywaniem alkoholu czy narkotyków, agresją.

Właściwie to całe spektrum problemów ze zdrowiem psychicznym, które pandemia zaostrzyła, stała się często ich katalizatorem. Lekarze bardzo często skarżą się także na to, że w systemie czują się jak pionki, trybiki w maszynie.

- To źle czy dobrze, że pandemia wydobyła te problemy na światło dzienne?

- Nie tylko wydobyła, ale też zmieniła ogólne postrzeganie korzystania przez lekarzy z pomocy specjalistów od zdrowia psychicznego. Wiele zaczęło się o tym mówić, pisać, lekarze zaczęli odważniej sięgać po tego typu pomoc, temat się "oswoił".

Pomoc, udzielana w formie online, stała się bardziej dostępna, szczególnie dla medyków z mniejszych miejscowości. W tym kontekście pandemia zadziałała na plus. Nie jest już tak, że jak ktoś idzie do psychologa, to mówi się o tym w kategoriach wstydliwej porażki.

- Uważa pani, że to trwały trend, który utrzyma się także po pandemii?

- Jest taka szansa, o ile decydenci w ochronie zdrowia, organizatorzy systemu, skorzystają z okazji i wprowadzą odpowiednie rozwiązania, podtrzymując "oswajanie" się medyków z sięganiem po tego typu pomoc. Korzystanie z pomocy psychoterapeuty czy psychiatry jest tak samo normalne i potrzebne jak leczenie nadciśnienia.

Lekarze są dzielni, ale i krusi - jak każdy z nas. Gdy zbyt późno zaczynają dbać o zdrowie psychiczne, bywa, że rozpadają się potem na kawałki z wielkim hukiem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum