Numer 112 mylą z sekstelefonem

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 28 sierpnia 2008 09:41

Służby ratunkowe apelują, aby pod numer 112 nie dzwonić po porady, numer do szwagra czy też seks przez telefon. A władze Katowic dają milion złotych na przyśpieszenie zgłaszanych tam interwencji policji.

Numer alarmowy 112 służy do wzywania na interwencję policji, pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Nie ma znaczenia, czy jest wybierany z komórki, czy też telefonu stacjonarnego.

Wybierając go w Katowicach, połączymy się z Miejskim Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Dyżurujący tam dyspozytorzy na monitorach komputerów widzą, gdzie znajdują się najbliższe patrole czy też karetki, i wysyłają potrzebną pomoc.

- Niestety, coraz częściej numer alarmowy jest blokowany przez ludzi szukających różnego rodzaju porad czy też zwykłych żartownisiów - przyznaje Bogumił Sobula, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego w katowickim magistracie.

Dyspozytorki pogotowia nagabywane są o rodzaj oraz kolor bielizny, proponuje się im także seks przez telefon. Ludzie proszą je również o połączenie z jakimś szpitalem lub o umówienie wizyty u lekarza.

- Zdarzają się też zgłoszenia od osób, które mają problemy techniczne z telefonem komórkowym i szukają pomocy - mówią dyspozytorki.

Plagą strażaków spod 112 są zgłoszenia do kotów siedzących na drzewach i piskląt, które wypadły z gniazd. Zdarzyło się też, że jedna z trenerek AWF-u zawiadomiła ich o papudze latającej na stadionem.

- Jej zdaniem ptak zagrażał życiu ćwiczących studentów i domagała się interwencji - wspomina aspirant Marek Grochal z katowickiej straży.

W przypadku policji zagubieni kierowcy proszą pod 112 o wskazanie właściwej trasy, ustalenie numeru telefonu do szwagra, poradę prawną czy też podanie nazwiska dobrego adwokata. Nagminne są też telefony od dzieciaków, które sprawdzają, czy numer alarmowy rzeczywiście działa.

- To wszystko powoduje, że czas interwencji się wydłuża, bo ludzie naprawdę potrzebujący pomocy muszą czekać na połączenie - mówi aspirant Jacek Pytel, rzecznik katowickiej policji.

Obecnie średni czas oczekiwania na interwencję służb ratunkowych w stolicy województwa śląskiego wynosi od kilku minut w centrum do kilkunastu minut na obrzeżach miasta. Władze Katowic chcą go jeszcze skrócić.

Do końca roku za 600 tys. zł do obsługującego numer 112 systemu komputerowego zostaną więc podłączone wszystkie komisariaty w mieście. To zmniejszy czas oczekiwania o ok. trzech minut. Zdaniem stróżów prawa w wielu przypadkach może decydować to o życiu lub śmierci.

Teraz dyspozytor MCPR, przyjmując zgłoszenie policyjnej interwencji, wpisuje jej dane do komputera, a dopiero potem telefonicznie łączy się z dyżurnym danego komisariatu i opisuje mu sprawę.

- Po podłączeniu systemu dyżurni na ekranach własnych komputerów będą widzieli, co wpisuje dyspozytor i od razu mogą wysyłać patrol - tłumaczy podinspektor Adam Momot, szef policji w Katowicach. Dodatkowo magistrat dla każdego z siedmiu komisariatów kupi po jednym radiowozie. Będą kosztowały prawie 400 tys. zł.

- Wszystko po to, żeby funkcjonariusze mieli czym jeździć na zgłaszane interwencje - podkreśla naczelnik Sobula.

Dyspozytorzy MCPR apelują, aby wpisując numer 112 do komórki, nie dodawać przed nim numeru kierunkowego 32. Powód? Bo wtedy szukająca pomocy osoba zawsze dodzwoni się do Katowic.

- Mieliśmy niedawno zgłoszenie od człowieka, który alarmował nas o pożarze. Podał dokładny adres i powiedział, że na nas czeka. Okazało się jednak, że jest na wczasach w Kołobrzegu - mówi aspirant Grochal.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum