BM/Rynek Zdrowia | 19-09-2015 07:52

Niecierpliwi, zdesperowani, agresywni, pijani, czyli kto ucieka ze szpitali

Ucieczki pacjentów ze szpitali nie są rzadkością. Jednym brakuje cierpliwości, aby poczekać na wyniki badań, inni mają zaniki pamięci. Wśród uciekinierów zdarzają się też osoby pod wpływem alkoholu oraz ze skłonnościami samobójczymi. W każdym z takich przypadków pracownicy placówki wzywają policję.

Fot. PTWP (zdjęcie ilustracyjne)

Lekarze dyżurni z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie zgłaszają ucieczki pacjentów do III Komisariatu Policji w tym mieście. Zwykle w takich sprawach funkcjonariusze natychmiast rozpoczynają poszukiwania.

Takich zgłoszeń jest coraz więcej
Policjanci sprawdzają miejsca, gdzie mogła taka osoba znaleźć schronienie - dom rodzinny, mieszkania znajomych. Przeszukują okolicę w pobliżu szpitala, przekazują komunikaty do patrolujących miasto radiowozów. Proszą o pomoc Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, taksówkarzy, media.

- Pacjenci oddalają się, bo nie chce im się czekać na wypis lub wynik badania. Czasami uciekają z wenflonami wkłutymi w żyły - mówi nam jeden z częstochowskich policjantów. - Lekarze dzwonią do nas, bo odpowiadają za życie i zdrowie takiego pacjenta. Najczęściej odnajdujemy ich w domach. W ostatnim czasie takich zgłoszeń mamy coraz więcej.

Niedawno pacjent przywieziony z Dębicy na badania do Szpitala Powiatowego w Mielcu uciekł ekipie transportu medycznego. Starszy mężczyzna oddalił się po wykonaniu u niego m.in. badań tomograficznych. Ratownicy zaalarmowali policję, mężczyzna znalazł się kilkaset metrów dalej, na jednej z osiedlowych ulic. Był trzeźwy.

Dochodzi do tragedii
Czasami dochodzi do tragicznych sytuacji. Ze Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie uciekł 66-letni pacjent. Mężczyznę odnaleziono na terenie lecznicy. Niestety, już nie żył. 66-latek przeszedł poważną operację. Po pewnym czasie opuścił salę pacjentów. Lekarze natychmiast zawiadomili policjantów o zaginięciu. Zwłoki odnaleziono na trawniku przy szpitalnym budynku.

W Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie w ciągu roku dochodzi średnio do 8-10 przypadków oddaleń hospitalizowanych osób. 90 proc. z nich wynika z problemów alkoholowych pacjentów.

Zdarzają się również chorzy w trudnej sytuacji materialnej i życiowej, którzy nie radzą sobie z rozwiązaniem swoich problemów. Na oddział internistyczny Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego trafił 67-letni mężczyzna. Spędził w nim trzy dni, a następnie opuścił salę pacjentów.

Jego zwłoki po dwóch miesiącach odkryli przez przypadek hydraulicy, którzy sprawdzali stan instalacji wodociągowo-kanalizacyjnej w podziemiach szpitala.

System komunikacji wewnętrznej
Szpital Powiatowy w Radomsku informuje nas, że z tutejszej izby przyjęć znikają między innymi: pacjenci ze skłonnościami samobójczymi, oczekujący na transport do innej placówki medycznej albo osoby agresywne lub pod wpływem alkoholu.

- Są zdenerwowani, nie chcą czekać na wypis i opuszczają placówkę w trakcie badań na własne żądanie. Nie podoba im się zbyt długo - ich zdaniem - trwająca diagnostyka. Bywa i tak, że wychodzą na zewnątrz zapalić papierosa i oddalają się bez słowa - mówi Przemysław Drozdek, kierownik kancelarii Szpitala Powiatowego w Radomsku.

- Takie przypadki odnotowujemy w raporcie pielęgniarskim i powiadamiamy policję - dodaje.

Szpital w Radomsku ma system komunikacji wewnętrznej, dzięki niemu szybko namierza pacjenta, który oddalił się z oddziału.

- Na przykład, gdy pacjent wyjdzie do ogrodu, czy sklepiku, a w tym czasie ma zaplanowane badanie, wtedy wzywamy go przez głośniki - dodaje Drozdek. - Ale to sporadyczne przypadki. Nasi pacjenci z oddziałów raczej nie znikają, a gdy mają badania np. na innym piętrze, zazwyczaj towarzyszy im pielęgniarka.

Nie wracają ze spacerów, przepustek
W Regionalnym Szpitalu Specjalistycznym w Grudziądzu z SOR-u oddalają się m.in. osoby nietrzeźwe lub z zaburzeniami psychicznymi.

- Sporządzamy wtedy notatkę i powiadamiamy policję - informuje Marzena Kołtacka, wicedyrektor szpitala. - Dbamy o to, żeby nic im się nie stało. Zazwyczaj policja szybko odnajduje takie osoby.

Wojewódzki Szpital Neuropsychiatryczny w Lublińcu rocznie przyjmuje ok. 6,5 tysiąca pacjentów. W 2014 roku 39 osób oddaliło się z oddziałów nie informując o tym personelu, w tym roku było już 21 takich przypadków. Pacjenci nie wracają m.in. ze spacerów czy przepustek.

- Powiadamiamy policję, rodzinę. Najczęściej chorzy odnajdują się w swoich miejscach zamieszkania. Do szpitala z takich ucieczek przywożeni są przez bliskich albo policję - wyjaśnia Henryk Kromołowski, dyrektor szpitala w Lublińcu. - Bywa i tak, że niektórzy nie wymagają już dalszego leczenia i zostają w domu.

Każdy przypadek wymaga oceny
Kto odpowiada za uciekiniera, któremu coś się stanie po samowolnym opuszczeniu szpitala? Odpowiedzialność lekarza (karna, cywilna, pracownicza, zawodowa) zależy od oceny konkretnego przypadku.

- Lekarz zatrudniony na podstawie umowy o pracę ponosi odpowiedzialność za własne działania i zaniechania - przypominają prawnicy. - Zawsze jednak decydująca będzie ocena, czy lekarz zachował się w konkretnej sytuacji właściwie. Lekarz może uwolnić się od odpowiedzialności wskazując m.in. na niemożność wykonania obowiązku wskutek niewłaściwej organizacji pracy, np. gdy zwracał uwagę dyrekcji na niewłaściwy nadzór nad pacjentem.

Oczywiście za bezpieczeństwo hospitalizowanego pacjenta odpowiada szpital. Sytuacja zmienia się jednak, gdy pacjent samowolnie opuszcza teren lecznicy. Rzeczywistość (nie tylko w Polsce) dowodzi, że takim przypadkom - nawet, gdy szpital stosuje wszelkie niezbędne procedury - bardzo trudno zapobiec.