Na znalezienie leku przeciw łysieniu wydajemy więcej niż na walkę z malarią

Autor: Rzeczpospolita/Rynek Zdrowia • • 07 maja 2018 10:28

W pewnym momencie życia aż 80 proc. mężczyzn doświadczy utraty włosów. W jednej z ankiet przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii zapytano mężczyzn o ich największe lęki. Okazało się, że Brytyjczycy obawiają się m.in. choroby, śmierci, ataku terrorystycznego, a na 7 miejscu… utraty włosów (wskazało na to 17 proc. mężczyzn). Niektórzy panowie woleliby stracić pracę (16 proc.) czy mieć przyprawione rogi (11 proc.) niż wyłysieć.

Fot. archiwum

Łysieniu winny jest testosteron, podstawowy męski hormon płciowy, należący do androgenów chemiczny symbol męskości. Utrata włosów na skutek nadmiaru testosteronu, a dokładniej jego aktywnej formy - dihydrotestosteronu (DHT), która jest pięć razy silniejsza od formy podstawowej. To właśnie DTH odpowiada w organizmie m.in. za regulowanie wzrostu włosów. Hormon występuje u każdego, niestety u większości z czasem mieszki włosowe wykazują nadwrażliwość na DHT, co kończy się ich kurczeniem, zanikiem i ostatecznie wypadnięciem włosów.

Stopień wrażliwości na DHT to dużej mierze kwestia genetyczna. Choć reklamowanych jest mnóstwo preparatów przeciwko łysieniu, to jedynymi dwoma lekami zatwierdzonymi przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) w leczeniu utraty włosów są: minoksydyl (Rogaine) i finasteryd (Propecia). Tak samo jest w Polsce.

I minoksydyl i finasteryd mogą okazać się skuteczne w zahamowaniu dalszej utraty włosów, ale zazwyczaj nie prowadzą do spektakularnego ich odrastania i wypełnienia łysych miejsc. Są też doniesienia, że łykanie finasterydu może prowadzić do dość nieprzyjemnych dla mężczyzn skutków ubocznych: obniżenia popędu płciowego, zaburzeń erekcji, a zaburzeń nastroju.

Więcej: www.rp.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum