Lekarze z Katowic wrócili ze Lwowa. "Najtrudniej było oglądać okaleczone przez wojnę dzieci"

Autor: Monika Chruścińska- Dragan • Źródło: Rynek Zdrowia16 kwietnia 2022 15:00

Widok chłopca, który do wybuchu wojny był w pełni zdrowy, a teraz być może nie będzie miał nóg, wzbudza bardzo negatywne emocje - opowiada dr n. med. Joanna Kowalik, chirurg dziecięcy z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, która operowała i konsultowała w miniony weekend ukraińskich pacjentów we Lwowie.

  • Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka (GCZD) w Katowicach - dr Joanna Kowalik i dr Adam Mol - w weekend zoperowali we Lwowie siedmioro dzieci z wadami twarzoczaszki
  • - To były zarówno standardowe, jak i bardzo skomplikowane zabiegi. Ukraińska służba zdrowia z wiadomych względów zwolniła, jeśli chodzi o wykonywanie planowych operacji, a dzieci z rozszczepem wargi czy podniebienia, aby był odpowiedni efekt, muszą zostać zoperowane w określonym czasie - wyjaśnia lekarka
  • Polscy medycy konsultowali też pacjentów, którzy doznali urazów w wyniku działań wojennych - dwoje nastolatków i trzech rannych żołnierzy, u których prawdopodobnie wykonają w przyszłości zabiegi rekonstrukcyjne    
  •  Adrenalina pozwalała lekarzom nie myśleć o potencjalnym zagrożeniu, ani zmęczeniu. - Jako chirurdzy działamy zadaniowo, raczej rzadko czujemy strach - opowiada dr Kowalik
  • Wyjazd był możliwy dzięki wieloletniej współpracy katowickich i ukraińskich chirurgów. - Na długo przed wojną jeździliśmy do Lwowa i Kijowa operować pacjentów. Zamierzamy to kontynuować - zapowiada prof. Tomasz Koszutski, szef oddziału chirurgii i urologii GCZD

Lekarze z GCZD wrócili ze Lwowa. Operowali  tam dzieci z wadami twarzoczaszki 

Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka - chirurg dziecięcy i plastyczny dr Joanna Kowalik oraz chirurg dziecięcy dr Adam Mol - w miniony weekend zoperowali w Szpitalu św. Mikołaja we Lwowie siedmioro dzieci z wadami twarzoczaszki. 

- Musimy pamiętać, że choć w tej chwili pierwszoplanowym problemem na Ukrainie jest wojna i leczenie ofiar, to wady wrodzone u dzieci nie cofną się. Trzeba zadbać także o tych pacjentów, którymi chirurgia dziecięca zajmuje się na co dzień - opowiada prof. Tomasz Koszutski, szef oddziału chirurgii i urologii GCZD oraz kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej SUM w Katowicach.

Jak podkreśla, niewielu jest lekarzy, którzy - tak jak dr Kowalik - specjalizują się w leczeniu wad twarzoczaszki. Kiedy lekarka otrzymała propozycję wyjazdu, od razu się zgodziła.

Siedem operacji i kilkanaście konsultacji w trzy dni. Wśród pacjentów dzieci i żołnierze

Katowiccy medycy za wschodnią granicę pojechali na zaproszenie dr Andrieja Dworakiewicza, który był kiedyś na stażu w GCZD i prywatnie przyjaźni się z dr Molem. 

Wyjechali 7 kwietnia po pracy, a w nocy z 10 na 11 kwietnia byli już z powrotem. Kiedy na drugi dzień dr Kowalik udzielała mediom wywiadów, jej kolega pracował już na stole operacyjnym. Sama też nie miała dużo czasu, bo spieszyła się do zabiegów.  

W trzy dni katowiccy lekarze przeprowadzili siedem zaplanowanych operacji dzieci z rozszczepami warg i podniebienia oraz skonsultowali kilkunastu pacjentów, w tym dwoje nastolatków i trzech rannych żołnierzy.

- To były zarówno standardowe, jak i bardzo skomplikowane zabiegi. Prawdziwy maraton. Ukraińska służba zdrowia z wiadomych względów zwolniła, jeśli chodzi o wykonywanie planowych operacji, a dzieci z rozszczepem wargi czy podniebienia, aby był odpowiedni efekt, muszą zostać zoperowane w określonym czasie - wyjaśnia dr Anna Kowalik. 

Mali pacjenci byli praktycznie z całej Ukrainy - od okolic Ługańska, Czernihowa, Charkowa po Mariupol. 

Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach - dr Joanna Kowalik i dr Adam Mol - z zaprzyjaźnionym personelem ze Szpitala św. Mikołaja we Lwowie Fot. mat. prasowe GCZD
Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach - dr Joanna Kowalik i dr Adam Mol - z zaprzyjaźnionym personelem ze Szpitala św. Mikołaja we Lwowie Fot. mat. prasowe GCZD

Problemy od razu po przekroczeniu granicy. Godzina policyjna, alarmy przeciwrakietowe

Jak opowiada lekarka, przekraczając wschodnią granicę od razu wiadomo, że jest to kraj ogarnięty wojną. 

- Do Ukrainy wjechaliśmy o godz. 22.15. Od razu mieliśmy problemy, ponieważ obowiązywała tam już godzina policyjna. Po wyjaśnieniu, dlaczego przyjechaliśmy, zostaliśmy jednak potraktowani bardzo życzliwie - opowiada lekarka. 

Medycy położyli się spać grubo po połnocy. Przespali jeden alarm przeciwrakietowy, drugi zastał ich w drodze do szpitala. Poza Lwowem mogli jeździć tylko na światłach awaryjnych.

Adrenalina pozwalała lekarzom nie myśleć o potencjalnym zagrożeniu, ani zmęczeniu. - Jako chirurdzy działamy zadaniowo, raczej rzadko czujemy strach. Choć na pewno gdzieś w tle towarzyszyła nam pewna doza myśli o tym, że różne rzeczy mogą się wydarzyć - opowiada dr Kowalik. 

Okaleczona dziewczynka, chłopiec poraniony od miny. "To wzbudza negatywne emocje"

Jak przyznaje dr Kowalik, ukraińska służba zdrowia znajduje się w dość trudnej sytuacji. Szpital św. Mikołaja poza wykonywaniem planowych zabiegów przyjmuje także pacjentów poszkodowanych w działaniach wojennych, zarówno dzieci, jak i dorosłych, żołnierzy i cywilów. Odbiega pod względem wyposażenia sprzętowego od polskich placówek.

- Myślę, że nawet w czasie pokoju, tamtejsza służba zdrowia odbiega od naszej - podkreśla dr Kowalik.

Zaznacza przy tym, że lekarze z Ukrainy kształcą się, chcą to robić dalej, potrzebują jednak na to nakładów finansowych. 

- Muszę przyznać, że bardzo mi się podobał zaproponowany pomysł leczenia dziewczynki, która miała roztrzaskaną całą prawą gałąź żuchwy - opowiada dr Kowalik. - Została uderzona odłamkiem po wybuchu. Na szczęście zachował się staw skroniowo-żuchwowy. Ukraińscy lekarze zaproponowali usunięcie jej wszystkich odłamów kostnych i wstawienie tytanowego zamiennika, który wydrukują im Hiszpanie - opowiadała lekarka.

Przyznaje, że najtrudniej było jej oglądać okaleczone przez zawieruchę wojenną dzieci. - Widok chłopca, który był w pełni zdrowy, a teraz być może nie będzie miał nóg, wzbudza we mnie bardzo negatywne emocje. Daje dużo do myślenia. To jest rzecz absolutnie straszna - podkreśla lekarka.

Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka - dr Joanna Kowalik i dr Adam Mol - zoperowali w Szpitalu św. Mikołaja we Lwowie siedmioro dzieci z wadami twarzoczaszki. Fot. mat. prasowe GCZD
Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka - dr Joanna Kowalik i dr Adam Mol - zoperowali w Szpitalu św. Mikołaja we Lwowie siedmioro dzieci z wadami twarzoczaszki. Fot. mat. prasowe GCZD

Kolejny wyjazd za sześć tygodni. "Wojna trwa, a dzieci muszą być leczone"

Prof. Koszutski podkreśla, że współpraca chirurgów z Katowic z Ukraińcami trwa od ponad 15 lat. - Wielu chirurgów dziecięcych z Ukrainy szkoliło się w naszej klinice, na naszym oddziale. Utrzymujemy bardzo dobre kontakty koleżeńskie z lekarzami zarówno ze Lwowa, jak i Kijowa. Zamierzamy kontynuować tę współpracę - zapowiada.  

Dr Kowalik podkreśla, że nie wiadomo kiedy wojna się skończy, a wady rozszczepowe u dzieci muszą być leczone. Kolejny wyjazd za wschodnią granicę planują więc z dr Molem za około sześć tygodni. 

Umówili się z ukraińskimi lekarzami także na rekonstrukcję twarzy trzech żołnierzy, których konsultowali. Ta odbędzie się jednak najwcześniej za pół roku. 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum