Lekarz: w związku z histerią nt. koronawirusa kupujemy żywność, którą zmarnujemy, a za 2,90 zł na Madagaskarze...

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 04 marca 2020 17:25

W Polsce mamy histerię związaną z koronawirusem, kupujemy żywność na zapas, a za parę miesięcy będzie problem z tym, ile jej zmarnowaliśmy. W tym czasie na Madagaskarze, gdzie panuje głód, jedno dziecko jesteśmy w stanie wyżywić za 2,90 zł - mówi dr Lidia Stopyra.

Dr Lidia Stopyra. Fot. Polska Fundacja dla Afryki

Lekarz, uczestniczka misji medycznych do krajów Trzeciego Świata, wzięła w środę (4 marca) w Krakowie udział w konferencji prasowej nt. zbiórki funduszy na rzecz głodujących dzieci na Madagaskarze.

- Takiego głodu jak w Mampikony na Madagaskarze nie widziałam naocznie - powiedziała.

Jak dodała, gdyby koronawirus dotarł na Madagaskar, to w 70-80 proc. przypadków byłby śmiertelny, m.in. z powodu niedożywienia i wyniszczenia dzieci innymi chorobami. Tymczasem wśród osób zakażonych chorobą z Wuhan, a wcześniej zdrowych, śmiertelność wynosi 0,5-1 proc.

- W Polsce mamy histerię związaną z koronawirusem, kupujemy żywność na zapas, a za parę miesięcy będzie problem z tym, ile jej zmarnowaliśmy. W tym czasie na Madagaskarze, gdzie panuje głód, jedno dziecko jesteśmy w stanie wyżywić za 2,90 zł - mówiła lekarz zwracając uwagę na potrzebę pomocy Malgaszom.

Na dzienne dożywianie jednego dziecka potrzebne jest 2,90 zł (koszt ryżu, warzyw, mięsa, owoców, drewna na opał i wynagrodzenia dla pracowników).

Ojcowie duchacze, którzy prowadzą ośrodki na Madagaskarze, potrzebują ponad 300 tys. zł, aby dożywić 1,1 tys. dzieci. Zbiórkę środków prowadzi krakowska fundacja. Przykładowe koszty: worek 20 kg ryżu - 50 zł, worek 50 kg warzyw - 150 zł, roczne dożywianie 1 dziecka w stołówce - 1 tys. zł

Projekt obejmuje dzieci z kilku ośrodków, prowadzonych przez ojców duchaczy - misjonarzy z Polski: w Mampikony (dwie stołówki dla 500 dzieci), stołówki we wsiach: Tsimijaly, Andongona, Andilambe (200 dzieci), Diego Soarez (szkoła parafialna dla 200 najuboższych dzieci) i centrum Vonjy (Antananarivo, 200 dzieci).

Dzieci objęte pomocą mieszkają w domach, a posiłki jedzą w przerwie między lekcjami. Dla wielu to jedyny posiłek w ciągu dnia. Najbiedniejszym przekazywana jest żywność na wieczorne posiłki w domu i na dni wolne od szkoły.

Sytuację mieszkańców Madagaskaru, w tym dzieci, pogorszył cyklon, który spustoszył północno-zachodnią część wyspy w drugiej połowie stycznia. Żywioł zabił co najmniej 31 osób. Według oficjalnych danych ONZ 107 tys. osób zostało poszkodowanych.

Zniszczone pola uprawne potęgują głód na wyspie, a brud, w tym brudna woda, przyczyniły się do epidemii duru brzusznego.

- W wyniku epidemii umrą na pewno setki tysięcy osób - powiedziała dr Stopyra zwracając uwagę, że choroby szybciej atakują dzieci niedożywione.

- Studnie są zalane brudną wodą i nie ma nikogo, kto dostarczy pitnej wody. Większość szkół została zalana błotem. Dzieci nie chodziły do szkoły przez dwa tygodnie. U nas nie ma żadnej pomocy na wypadek powodzi. Woda odpłynęła i trwa jeszcze wielkie sprzątanie. Rozpoczęliśmy dystrybucję pomocy jednocześnie w kilku wioskach: ryż, mleko, cukier, sól, olej, świeczki - relacjonuje misjonarz o. Dariusz Marut z Mampikony, w materiałach prasowych Polskiej Fundacji dla Afryki w Krakowie, która zbiega środki na pomoc dzieciom na Madagaskarze.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum