Lekarz rodzinny na urlopie? Tak, jeśli znajdzie innego, który go zastąpi

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 06 września 2017 05:50

Są lekarze POZ, którzy - żeby nie pozostawić swoich pacjentów bez opieki - wypoczywają latem zaledwie parę dni. Lekarz rodzinny nie może iść na urlop, jeśli nie znajdzie zastępstwa. A o to nie jest łatwo.

Lekarz rodzinny na urlopie? Tak, jeśli znajdzie innego, który go zastąpi
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Włodzimierz Bołtruczuk prowadzący przychodnię POZ w Trzciannem, prezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie tłumaczy, że wzięcie urlopu przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej wykonującego praktykę lekarza rodzinnego w terenie wiejskim, to sprawa dość skomplikowana.

Normalny urlop? Udało się!
Lekarz POZ w praktyce jednoosobowej ma prawo raz do roku zgłosić płatnikowi urlop wypoczynkowy. Jako podmiot gospodarczy na rynku świadczeń zdrowotnych musi jednak wskazać (czytaj: znaleźć) placówkę lub lekarza, który - w zastępstwie - zapewni świadczenia jego pacjentom. Ma do wyboru dwa rozwiązania. Pierwsze, to przekazanie pacjentów do przychodni, która jest najbliżej i oczywiście wyrazi na to zgodę. Drugie, to zatrudnienie na czas urlopu innego lekarza.

W przypadku przychodni POZ, w której pracuje więcej lekarzy wzięcie urlopu przez jednego z nich nie jest tak kłopotliwe. Gdy jeden wypoczywa, inni przejmują jego obowiązki.

Doktor Bołtruczuk pracuje sam w ramach indywidualnej praktyki lekarza rodzinnego: - Zwykle jest tak, że kiedy idę na urlop mój kolega w pobliżu pracuje za mnie, a gdy on wypoczywa ja pracuję za niego. Jeśli natomiast trzeba zatrudnić innego lekarza, wymaga to zmniejszenia mojego wynagrodzenia. Ale cóż zrobić, na urlop kiedyś iść trzeba.

Stara się co roku planować - jak mówi - normalny, czyli 2-tygodniowy urlop. - Muszę mieć te dwa tygodnie, by zregenerować siły - wyjaśnia coś, co pozornie wydaje się oczywiste, ale w praktyce jest dość trudne w realizacji. Mówi z satysfakcją: - Udało się. W zeszłym roku znalazłem zastępstwo, w tym roku zatrudniłem lekarza.

Daleko do doktora
Jak tłumaczy Anna Osowska właściciel NZOZ "Nasza Przychodnia" w Sępopolu, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Lekarzy Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie, pacjenci po latach są tak związani ze swoim lekarzem rodzinnym czy nawet samym miejscem gdzie uzyskują świadczenia, że najlepiej dla nich, gdy "ich" doktor zapewni na czas urlopu zastępstwo nawet w okrojonym czasie, ale w tej placówce, którą znają.

Poza tym praktyka pokazuje, że pacjentom z terenów wiejskich bardzo trudno dojechać do lekarza w innej miejscowości, nawet gdy wskazana na zastępstwo przychodnia jest oddalona do kilkunastu kilometrów. To skutek likwidacji wielu połączeń komunikacji autobusowej.

- Do ośrodków zdrowia ludzie najłatwiej mogą dotrzeć w okresach, kiedy jeżdżą autobusy szkolne. Jakoś uproszą. Niekiedy dosiadają się do samochodów wożących mleko z punktów skupów. Niekiedy wesprą swoim autem sąsiedzi. Niektórzy pacjenci rowerem docierają do swojej przychodni, ale dojazd do Bartoszyc czy Korsz to już dla nich problem - mówi lekarka.

Pracujący w sąsiadujących ze sobą zakładach niepublicznych lekarze rodzinni są tak obciążeni pracą, że o ile zgadzają się wziąć zastępstwo, to proszą, by pacjenci dojeżdżali.

Niech pani odpocznie!
- Byłam w tym roku, po raz pierwszy od lat na długim, 2-tygodniowym urlopie. Do tej pory brałam 5-dniowe, żeby nie zostawiać pacjentów i nie komplikować pracy kolegom, których prosiłam o zastępstwo - zdradza Anna Osowska.

Gdy musi zostawić swoich pacjentów w Sępopolu, na czas urlopu współpracuje z kolegami z oddalonych ok. 17 kilometrów Bartoszyc i z koleżanką z Korsz leżących w odległości ok. 13 kilometrów. - Mogę też liczyć na kolegę, emerytowanego lekarza wojskowego, który pracuje u mnie na stałe 3 razy w tygodniu po kilka godzin. Gdy mnie nie będzie, wtedy uzgadniamy, że wydłuża swoje godziny pracy, ale i tak dwa dni w tygodniu posiłkuję się pomocą kolegów z zewnątrz - wyjaśnia doktor Osowska.

Sępopol to mała miejscowość na Warmii i Mazurach, 3 tysiące mieszkańców w miasteczku, w gminie w sumie ok. 7 tysięcy. Anna Osowska ma pod opieką 3 tysiące pacjentów. Kartka informująca o niespotykanym wydarzeniu, jakim był jej 2-tygodniowy urlop zawisła w przychodni miesiąc wcześniej. Pacjenci uznali, że skoro tak, to trzeba się zabezpieczyć na czas nieobecności doktora, do którego zawsze przychodzą po poradę.

- Przed odejściem na urlop miałam tłumy. Rekord przyjęć to 96 osób, ale były w tym też powtórzenia leków. Około 60 osób, musiałam zbadać, wysłuchać. Przyjmowałam niekiedy od godziny 9 rano do 19.30 wieczorem - opisuje.

Gdy lekarz zachoruje...
Nie sposób pracować w gabinecie tyle godzin non-stop. Wtedy informuje, dodając nutę humoru: - Proszę państwa pewnie nie chcecie, żeby wam tutaj zasłabła, musicie wytrzymać chwilę, aż zjem kanapkę.

Musi chwilę odetchnąć, tym bardziej, że ludzie przecież przychodzą do lekarza z ważnymi dla nich sprawami - problemami, dolegliwościami. Trzeba znaleźć dla nich zrozumienie, wysłuchać, doradzić. Zrozumienie okazali też pacjenci. "Idzie pani na wakacyjny urlop? Bardzo dobrze, proszę wypocząć” - doradzali.

Jak dodaje Anna Osowska, owszem, urlopy wymagają znalezienia zastępstwa, ale w małych miejscowościach naprawdę wielki problem zaczyna się wówczas, gdy lekarz zachoruje.

- Przez pół roku nie mogłam pracować z powodu choroby. Proszę sobie wyobrazić, że przez ten cały czas zastępował mnie kolega, który u mnie dorabia, ale oprócz tego pomogła mi lekarka z Korsz, wszystkie przychodnie bartoszyckie skupione w Porozumieniu Zielonogórskim, łącznie z lekarzami w Szpitalu Powiatowym w Bartoszycach - opowiada Anna Osowska.

Zaznacza: - Wszyscy pacjenci wymagający pomocy byli zaopiekowani. I do tego koledzy, którzy minie zastępowali z Bartoszyc i z Korsz zrobili to bez wynagrodzenia.

Sępopolska lekarka POZ już przyjmuje po urlopie. Znowu był tłum przez pierwsze dni, bo pacjenci z przypadkami nie wymagającymi porady woleli poczekać aż wróci do pracy ich doktor, do której są zapisani. "Nawet się doktórka nie opaliła. Ale wypoczęła pani, to widać" - żartowali w poczekalni. - Oj, znowu państwa tyle, a myślałam, że już wszystkich przed urlopem wyleczyłam - odwzajemniała się lekarka.

- Rzeczywiście odpoczęłam, jak nigdy dotąd od lat, ale kiedy taki urlop się powtórzy pojęcia nie mam - przyznaje Anna Osowska.

3 dni urlopu
Roman Pryć, lekarz rodzinny z przychodni lekarskiej ELPIS w Niebylcu (woj. podkarpackie), też przyznaje, że wakacje to dość trudny okres dla lekarzy rodzinnych. - Pracujemy zdecydowanie bardziej intensywnie, zastępując nasze koleżanki i kolegów, którzy chcą odpocząć w czasie lata. Teraz właśnie tego doświadczam, przyjmuję tylu pacjentów, jak w szczytowym okresie infekcji w listopadzie czy marcu.

Ostatni raz na dłuższym urlopie był w 2012 roku: - To była chyba wycieczka 8-dniowa. Nie pamiętam, żebym potem miał urlop przekraczający 3 dni.

Tak krótkie urlopy, to jednak wybór samego doktora, który ma własny, dość oryginalny patent na wypoczynek. Widzi jakie kolejki ustawiają się do lekarzy, którzy powracają z 2-3 tygodniowych urlopów. - Chcę uniknąć takiej sytuacji - mówi nam doktor Pryć.

Wypoczywa w krótkich cyklach - jednak bardzo intensywnie i często. Zwykle stara się znaleźć na odpoczynek jeden dzień w środku tygodnia. Zimą wozi narty na dachu auta i niemal codziennie szusuje po stoku w Strzyżowie. W jednym z niedawnych sezonów dobił do 1600 zjazdów. Latem robi krótkie weekendowe wypady na żagle w Solinie biorąc jeden dzień urlopu, co pozwala mu na wystarczającą regenerację sił.

Wyluzowany jak doktor
Jak to możliwe? Lekarz opowiada jak. Na przykład zimą. Wtedy najmilej z tygodnia pracy wspomina środy. Opowiada: - Jadę rano przyjmować do poradni w Niebylcu, jestem tam do godziny 11. Potem przebieram się w strój narciarski, jadę z Niebylca 10 kilometrów na stok w Strzyżowie. Zjeżdżam ze 20-30 razy, co trwa jakieś 2-3 godziny. Potem wracam do domu, zjadam późniejszy obiad, wypijam kawę i na godzinę 16 idę znowu do pracy. W przychodni jestem do 21 i przyjmuję drugą część  pacjentów.

Przy okazji dodaje, że mając ponad sześćdziesiątkę, swoim przykładem chce zachęcić pacjentów do aktywnego stylu życia. Mówi z humorem: - Jestem spokojny, wyluzowany. Dzięki temu mam w ciągu dnia dziesiątki pacjentów przyjętych i zadowolonych ze swojego doktora, i 20 zjazdów.

Doktor Roman Pryć zaznacza, że sposób organizacji pracy i wypoczynku jaki znalazł dla siebie, to jego wybór. - Moi wspólnicy biorą dłuższe urlopy. Nie mam nic przeciwko temu.

Podsumowuje: - Przy moim trybie życia, sposób w jaki odpoczywam jest dla mnie akurat optymalny, ale to nie znaczy, że polecam go innym. Każdy z urlopem zrobi tak, jak mu najwygodniej, z myślą o pacjentach i własnym relaksie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze