Lekarz na misji: to było pół roku na ostrym dyżurze

Autor: polska-zbrojna.pl/Rynek Zdrowia • • 14 października 2013 10:06

Szpital składał się ze zwykłych kontenerów, które nie były odporne na odłamki. Gdy dochodziło do ostrzału i wyły syreny, a trwała akurat operacja, nie można jej było przerwać - opowiada major Jarosław Bukwald, laryngolog, uczestnik IX zmiany w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie, misji w Bośni i Hercegowinie oraz Libanie.

Lekarz na misji: to było pół roku na ostrym dyżurze

Mówi, że podejmując kiedyś decyzję, że zostanie lekarzem wojskowym, zdawał sobie sprawę, iż będzie musiał być z żołnierzami i opiekować się nimi w różnych warunkach, także na misjach.

- Gdy zapadła decyzja o wyjeździe do Afganistanu, zawiesiłem prywatną praktykę i pojechałem. Strona finansowa nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Być może dla innych wartości materialne są ważniejsze od przysięgi Hipokratesa i przysięgi wojskowej - zwierza się major Bukwald.

W Polsce jest starszym asystentem w zespole chirurgicznym 2. Szpitala Polowego we Wrocławiu, który w październiku obchodzi dziesięciolecie swojego istnienia.

Wyjaśnia, jak zorganizowana jest praca w szpitalu polowym. Ranni trafiają do trauma roomu. Tam cały zespół medyczny podzielony jest na tak zwane stoły. Stanowiska zabiegowe są cztery. Z zasady najciężej ranny trafia na stół pierwszy, przy którym czeka na niego najbardziej doświadczony personel medyczny. Pozostali pacjenci według wstępnej gradacji odniesionych obrażeń układani są na kolejnych stołach.

Swój pobyt w Ghazni podsumowuje krótko: to było pół roku ostrego dyżuru.

Więcej: www.polska-zbrojna.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum