Janusz Świtaj: chciał umrzeć, a dzisiaj chłonie życie, pracuje, uczy się, pomaga innym

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 19 kwietnia 2009 08:22

16 lat temu Janusz Świtaj uległ wypadkowi, który przykuł go do łóżka. Minęło 26 miesięcy od czasu, kiedy mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju złożył do sądu prośbę o skrócenie swojego życia. Rok temu otrzymał od Fundacji "Mimo Wszystko" specjalny wózek, dzięki któremu może poruszać się poza mieszkaniem. Dzisiaj mówi, że cieszy go każda minuta życia.

Janusz Świtaj: chciał umrzeć, a dzisiaj chłonie życie, pracuje, uczy się, pomaga innym
Moje życie odmieniło się, kiedy otrzymałem od Fundacji Anny Dymnej

Jego świat zmienił się niewiarygodnie. Był człowiekiem rozpaczliwie wołającym o pomoc, a teraz sam tej pomocy udziela tym, którzy jej potrzebują.

– Moje życie odmieniło się, kiedy otrzymałem od Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” wózek. Stworzył mi możliwość oderwania się od codziennej monotonii, wyjścia z czterech ścian i mojego łóżka – mówi Janusz Świtaj portalowi rynekzdrowia.pl.

– Spacer, słońce, śpiew ptaków sprawiają mi taką radość, że nie sposób jej opisać słowami. Nie mogę zmarnować żadnej chwili życia. Staram się wykorzystać czas, jak tylko mogę najlepiej, dzieląc go pomiędzy rehabilitację, naukę i pracę. Czasami spacer, a ostatnio nawet wyjazdy za miasto.

Siła i nadzieja
Historia Janusza Świtaja stała się symbolem dla osób niepełnosprawnych, skazanych na cierpienie i samotność, walczących o prawo do chwil radości.

– Przykład Janusza był i jest bardzo motywujący dla wielu niepełnosprawnych – mówi Ewa Dziadyk z Fundacji „Mimo Wszystko”. – Jego historia pokazała, że tak naprawdę siła jest w nich samych. Wielu, zwracając się do fundacji o pomoc, wspomina Janusza, mówiąc, że to właśnie on był dla nich inspiracją do działania. Często użalali się nad sobą i na tym poprzestawali. Janusz dał im siłę i nadzieję. Dał im to, co jest bezcenne.

Z ogromną satysfakcją Janusz Świtaj mówi o swojej pracy, jak ją określa – społeczno-użytecznej. Z pasją opowiada, jak niedawno, w okresie przedświątecznym, udało mu się zorganizować kilkanaście paczek dla potrzebujących.

– Wszystkim, którzy pomogli to zorganizować jestem niezmiernie wdzięczny. Jednego, czego mogłobym sobie tylko życzyć – to więcej sponsorów, po to, aby można było pomóc jak największej liczbie osób. Marzyłoby mi się żeby, móc rozszerzyć w przyszłości takie akcje jak ta przed Wielkanocą – opowiada Janusz Świtaj.

Znam to od podszewki...
Ten, który jeszcze nie tak dawno krzyczał rozpaczliwie o pomoc, dzisiaj udziela jej innym. Pracuje w Fundacji „Mimo Wszystko”, gdzie z jego zaangażowania wszyscy są bardzo zadowoleni: – Wiem, że ta praca sprawia mu ogromną satysfakcję i jest szczęśliwy pomagając innym – mówi Ewa Dziadyk.

Janusz Świtaj zajmuje się z kontaktami z niepełnosprawnymi. Wyszukuje te osoby, które są w podobnej sytuacji jak on. Organizuje dla nich pomoc.

– Jest fundraiserem. Znając, jak nikt inny, potrzeby osób niepełnosprawnych, Janusz jest w stanie dostarczyć im informacji, których nie otrzymali na przykład od pracowników Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej czy innych instytucji. Co miesiąc przygotowuje raporty ze swojej pracy, więc dokładnie wiemy, jakiej pomocy potrzebują, jakie to są osoby, z jakich środowisk – dodaje Ewa Dziadyk.

– Staram się rozmawiać i informować niepełnosprawnych, co można załatwić, z jakich programów pomocowych skorzystać, gdzie się skierować… Brak wiedzy w tej materii jest ogromny. Instytucje, które powinny się tym zajmować, często tego po prostu nie robią. Proszę mi wierzyć, znam to wszystko od podszewki. Ale jeżeli ja korzystam z różnych form pomocy, to oni również przecież mogą. Atutem jest także to, że jestem w tej kwestii wiarygodny – mówi Janusz Świtaj

Już za rok matura
Dzięki Januszowi wielu ludzi wierzy w to, że mogą, pomimo niepełnosprawności, realizować swoje marzenia. Że nawet, jeżeli choroba w jakiś sposób pokrzyżowała im plany, to tak naprawdę jedynie opóźniła realizację wcześniejszych planów. Mogą być tacy jak Janusz, który wrócił do szkoły, uczy się języka angielskiego, a teraz przygotowuje do matury. Słowem realizuje to, co jeszcze nie tak dawno wydawało się, że jest nieosiągalne.

– Walczy, uczy się dzielnie – mówi śmiejąc się Ewa Dziadyk. – Co jakiś czas otrzymuję maile albo sms-y z informacjami o tym, jakie Janusz przedmioty zaliczył. Pracuje ciężko, a dzień ma wypełniony od rana do nocy.

- Staram się jak mogę – wyznaje nam Janusz Świtaj. – Wczoraj przygotowywałem się do tekstów próbnych egzaminu maturalnego. Myślę, że będzie wszystko OK. Jeśli będę w dobrej formie fizycznej, to jestem przekonany, że egzamin maturalny zdam.

Przygotowania do wyprawy
Przez ostatnie dwa lata Świtaj zrobił wiele rzeczy. Napisał swoją biografię, która zmieniła życie wielu osób. Kupił samochód, który pozwolił mu wrócić do miejsca wypadku, gdzie szesnaście lat temu rozpoczął się jego dramat. To, jak mówi, pomogło mu zmierzyć z tym, z czym przez te wszystkie lata żył, rozpamiętując i analizując detal po detalu. Teraz już ma to za sobą. Pytany o przyszłość mówi:

–  W najbliższym czasie planuję wyjazd do Warszawy na półfinał Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty, gdzie zostałem zaproszony przez Fundację „Mimo Wszystko”. Odbędzie się on 2 maja. Czasu nie pozostało zbyt wiele. Tym bardziej, że muszę się do tej wyprawy bardzo dobrze przygotować. Moja forma musi być nie tyle dobra, co rewelacyjna!

Prośba do sądu o zgodę na śmierć Janusza Świtaja czeka na rozpatrzenie w drugiej instancji. W najbliższym czasie wnioskodawca zamierza go wycofać. Trzeba znaleźć jednak na to chwilę czasu. A tak wiele rzeczy wokół się dzieje...

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum