Jak zapewnić bezpieczeństwo plażowiczom przy kurczących się finansach

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 05 sierpnia 2017 08:00

Za nami połowa sezonu urlopowego, który pokazał, że mamy poważny problem z ratownictwem wodnym. WOPR przyznaje, że ma kłopot z zagwarantowaniem pełnych składów zespołów ratowniczych. Nie lepiej wygląda kwestia sprzętu - pieniędzy brakuje nie tylko na nowy, ale również na modernizację obecnego wyposażenia.

Jak zapewnić bezpieczeństwo plażowiczom przy kurczących się finansach
WOPR otrzymuje dotacje z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ta jednak nie stanowi jednak nawet połowy rocznego budżetu tej organizacji. Fot. PW

Lokalne jednostki WOPR w województwie pomorskim nie byłyby w stanie samodzielnie zabezpieczyć funkcjonujących kąpielisk, chociaż nabór ratowników rozpoczęto blisko pół roku przed sezonem. Dlatego prawie połowa ratowników pracujących latem w regionie została na ten czas ściągnięta z innych części kraju.

Z niedoborem kadry boryka się większość wojewódzkich jednostek. Powód? Wydatki ratowników wzrastają z roku na rok. Stawiane są im coraz większe wymagania, które nie mają odzwierciedlenia w finansowaniu.

Jak wskazuje nam Zarząd Główny Wodnego Ochotniczego Pogotowie Ratunkowego, rachunek jest prosty. Utrzymanie stałego dyżuru, nie tylko społecznego, w miejscu zamieszkania, gdy ratownicy na wezwanie udają się do bazy i stamtąd ruszają do akcji ze sprzętem (jak OSP), ale realnego, w siedzibach jednostek WOPR, w taki sposób, że na nadzorowanym akwenie (poza kąpieliskami) można udzielić pomocy w ciągu 4-7 minut, to koszt ok. 1,3-1,6 mln zł rocznie.

Są to koszty: osobowe (dyżurny koordynator ratownik oraz dwuosobowy zespół ratowników) dla 15 osób pracujących w systemie całodobowym przez okres całego roku, eksploatacji i drobnych napraw sprzętu, wyposażenia ratowników (ubioru, sprzętu osobistego i ochronnego) oraz socjalne - wynikające z przepisów prawa pracy, w tym również zapewnienie miejsca pełnienia dyżuru i stacjonowania sprzętu.

- Powyższe koszty nie przewidują zakupów nowego sprzętu w postaci łodzi, pojazdów czy remontu baz ratowniczych oraz kosztów administracyjnych utrzymania organizacji. Taka grupa reagowania powinna być jedna na teren powiatu lub powinno być ich więcej w wypadku dużej liczby oddzielnych obszarów wodnych, w zależności od infrastruktury tych obszarów - przekonują nasi rozmówcy.

Dotacje z budżetu są, ale jakby ich nie było
Wydawać się mogłoby, że służby ratownicze dotowane z budżetu państwa nie powinny mieć większych problemów finansowych. Nic bardziej mylnego. WOPR otrzymuje dotację z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji - ta jednak nie stanowi nawet połowy rocznego budżetu tej organizacji.

MSWiA przeznacza (poprzez wojewodów) środki w wysokości niespełna 4 mln zł rocznie na teren całego kraju. Razem z dotacjami marszałków oraz wójtów jest to kwota ok. 10 mln zł rocznie. Ratownicy zwracają uwagę, że przyjęta w 2012 r. ustawa zrzuciła odpowiedzialność za bezpieczeństwo na obszarach wodnych na organizatorów rekreacji oraz w dużej mierze na wójtów, nie dając im na to dodatkowych środków.

- Powoli, bardzo powoli, włodarze gmin i samorządy starają się wspomagać WOPR w tych działaniach, chociaż w okresie letnim. Niestety są to w większości środki niewystarczające i profesjonalna służba WOPR w dużej mierze nadal opiera się na wolontariacie - przekonują.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydaje się nie dostrzegać problemu ratowników. W biurze prasowym tego resortu usłyszeliśmy, że dotacje z MSWiA nie są jedynym źródłem funduszy dla podmiotów realizujących zadania z zakresu ratownictwa górskiego i wodnego. Mogą one samodzielnie pozyskiwać środki.

I tak też ratownicy robią. Jak przekonuje ZG WOPR, faktem jest, że ratownicy muszą sami ''dorobić'' , aby stałe dyżury mogły być realne. - Część kosztów pozyskiwana przez jednostki to - z wyłączeniem kilku jednostek w kraju - około 70-80 proc. potrzebnych środków - podkreśla WOPR.

Problemem są też przepisy
Ratownicy zwracają uwagę, że do roku 2012 to WOPR w głównej mierze pozyskiwało środki na zakup sprzętu i specjalistyczne szkolenia centralne dla ratowników wodnych. O ile zakup sprzętu powinien być realizowany bezpośrednio przez zainteresowanych, czyli jednostki WOPR, które najlepiej wiedzą jaki rodzaj i ilość sprzętu jest im potrzebny na danym terenie (morze, jeziora, rzeki, rzeki górskie, obszary zalodzone, tereny podmokłe, zagrożenia powodziowe itp.), o tyle pozbawienie środków na realizację specjalistycznych szkoleń w sposób scentralizowany i ustandaryzowany prowadzi do różnego stopnia wyszkolenia, a co za tym idzie różnych metod pracy i wykonywania czynności ratowniczych. Jest to jeden z głównych mankamentów rozumienia ratownictwa wodnego przez MSWiA - jedynie poprzez 63-godzinne (tyle trwa szkolenie wg MSWiA) nauczenie zawodu.

Przedstawiciele Zarządu Głównego WOPR w rozmowie z Rynkiem Zdrowia zwracają uwagę, że ustawa miała - jak twierdzi resort spraw wewnętrznych - zmienić ratownictwo wodne z działalności społecznej na w pełni profesjonalne.

- Efekt tego jest taki, że szkolenie ratowników wodnych zostało ''spłaszczone'' do tego stopnia, że osoby posiadające uprawnienia nie tylko z firm krzak, ale również już niekiedy z goniących za łatwym zyskiem jednostek WOPR, są odsyłane z kąpielisk morskich lub innych wymagających sporych umiejętności ratowniczych akwenów do domu, gdyż po prostu nie potrafią ratować - komentują.

Dodają, że błędy w ustawie doprowadziły do tego, że żaden organ nie ma prawa kontrolować procesu szkolenia i nadawania uprawnień państwowych (bo takie prywatne firmy nadają) przez podmioty, jakim resort dał zgodę na wykonywanie ratownictwa wodnego, a co najbardziej zadziwiające, za te nieprawidłowości nie można cofnąć zgody na wykonywanie działalności w tym obszarze.

Przybywa niewykwalifikowanych "specjalistów"
Uzyskanie uprawnień ratownika wodnego wiąże się z koniecznością poniesienia nakładów finansowych związanych z wymaganymi szkoleniami, co może stanowić barierę dla młodych ludzi, którzy nie są w stanie pokryć kosztów uzyskania stosownych uprawnień.

Jak przyznają nam ZG WOPR, w tym duchu młodzież w wieku 18 lat zaczęła się garnąć do podmiotów, gdzie uprawnienia można ''zrobić'' tanio i bez wysiłku. Tym samym powstała rzesza ratowników, którzy owszem pracują na pływalniach ''gdzie płytko i blisko do brzegu'' i pracują ''za grosze'', bo niby za co im płacić jak ich umiejętność są marne. Przez to na randze stracił sam zawód. Pojawił się problem z zapewnieniem bezpieczeństwa na kąpieliskach, gdzie wysokie kwalifikacje są gwarancją bezpieczeństwa plażowiczów.

Nad sprawą niewystarczającej liczby ratowników wodnych pochylił się ostatnio Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpił do MSWiA z sugestią rozważenia zmian systemowych m.in. w obszarze finansowania tej organizacji.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zauważa, że ze statystyk publikowanych przez policję wynika, iż w ostatnich kilku latach obserwowany jest wzrost liczby utonięć. Co jest pochodną problemów z jakimi boryka się ratownictwo wodne. Zdarzają się przypadki, w których samorządy nie przyznają WOPR potrzebnego dofinansowania, co w znacznej mierze utrudnia działalność ratowniczą.

- Przykładem jest tu sytuacja Beskidzkiego WOPR, który od dwóch lat nie otrzymuje dotacji z urzędu marszałkowskiego - podaje Trociuk.  

Dlatego w jego opinii zasadne byłoby rozważnie zmian dotyczących finansowania podmiotów zajmujących się ratownictwem wodnym. Resort spraw wewnętrznych zapowiada, że podejmie się sprawdzenia sytuacji w tym zakresie, a ewentualnymi zmianami prawnymi zajmie się Rada ds. Ratownictwa.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum