Dramat w Nepalu. Tak polscy strażacy i ratownicy niosą pomoc

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 01 maja 2015 19:11

W Nepalu dotkniętym trzęsieniem ziemi od niemal tygodnia pracują polscy strażacy, na miejscu są też ratownicy medyczni z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Niestety, jak dotąd polskim ekipom nie udało się wydobyć z ruin nikogo żywego. Ogrom tragedii jest porażający.

Dramat w Nepalu. Tak polscy strażacy i ratownicy niosą pomoc
Na zdj. polski ratownik z PCPM w jednej z nepalskich miejscowości, Źródło: strona PCPM

Według opublikowanego w niedzielę (3 maja) przez władze Nepalu bilansu liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 7056, rannych jest ponad 14 tys. osób. Przypomnijmy, że w Nepalu w sobotę (26 kwietnia) ziemia zatrzęsła się z siłą 7,9 stopnia w skali Richtera, później wystąpił kolejny niemal równie silny wstrząs, a po nim kilkanaście słabszych. Katmandu, stolica Nepalu, legło w gruzach. 

Do Nepalu niemal natychmiast po trzęsieniu ziemi skierowana została międzynarodowa pomoc. Wśród międzynarodowych ekip jest także polska tzw. ciężka grupa poszukiwawczo-ratownicza HUSAR (Heavy Urban Search and Rescue - ang.) Państwowej Straży Pożarnej oraz ratownicy medyczni Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Zawsze z nadzieją
W grupie HUSAR wysłaliśmy 81 ratowników-strażaków i 12 psów przeszkolonych do poszukiwań ludzi. W składzie grupy obok strażaków jest 2 lekarzy oraz 9 ratowników medycznych. Zabrali ze sobą kilka ton sprzętu ratowniczego, m.in. geofony, kamery wziernikowe, sprzęt hydrauliczny i pneumatyczny do stabilizacji budynków, sprzęt medyczny i specjalne oświetlenie.

Niezależnie, w odrębnej grupie, choć razem ze strażakami, do stolicy Nepalu poleciała także sześcioosobowa grupa ratowników medycznych Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

- Kiedy jesteśmy wzywani, jedziemy z nadzieją, że wydobędziemy z ruin żywych ludzi - mówił portalowi rynek zdrowia.pl st. kpt. Państwowej Straży Pożarnej (PSP) Mariusz Chomoncik - lekarz ciężkiej grupy poszukiwawczo-ratowniczej PSP, przebywający obecnie w Katmandu. Kilka lat temu rozmawialiśmy z nim po powrocie z ogarniętego trzęsieniem ziemi Haiti.

- Na miejscu kataklizmów pracują obok siebie ekipy z różnymi emblematami narodowymi na rękawach. Rozumiemy się, bo podobnie myślimy i jesteśmy szkoleni do zespołowych działań. Ocalonym jest obojętne, kto ich uratował - Rosjanin, Niemiec czy Polak - mówił doktor Chomoncik, kiedy wspominał inne akcje ratownicze, w których brał udział.

Pracują non-stop
Niestety, w Nepalu polskim strażakom-ratownikom nie udało się jak dotąd odnaleźć w gruzowiskach żywych ludzi. Według standardów medycznych, po 72 godzinach od trzęsienia ziemi są niewielkie szanse na to, aby odnaleźć w rumowiskach tych, którym udało się przetrwać kataklizm.

Oczywiście cuda się zdarzają. Świat obiegły zdjęcia 4-miesięcznego niemowlęcia uratowanego po ponad dobie spod gruzów. Po pięciu dniach od trzęsienia ratownicy wydostali z ruin żywego 15-latka. Amerykańska agencja pomocy międzynarodowej USAID przez wiele godzin pracowała nad wydobyciem z gruzów tego chłopca, uwięzionego pomiędzy dwoma piętrami zawalonego budynku.  

W Katmandu działa w sumie 61 grup ratowniczych, z czego szesnaście jest tzw. certyfikowanych (wg standardu INSARAG - International Search and Rescue Advisory Group) - w tym właśnie polska grupa HUSAR.

Jak przekazał nam st. bryg. Paweł Frątczak, rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP, polscy ratownicy z grupy HUSAR, z których utworzone zostały cztery zespoły, kierowani są do różnych miejscowości. Pracują w zasadzie 24 godziny na dobę. Zmiany dokonywane są teoretycznie co 6 godzin. Odpoczywają w bazie utworzonej na terenie jednostki wojskowej oddalonej 12 km od Lalitpur. Mają własne namioty, żywość, wodę, toalety, agregaty prądotwórcze, oświetlenie - wszystko to stanowi stałe zaplecze logistyczne grupy.

- Jeżdżą w miejsca wskazane przez koordynatorów działań ratowniczych w Katmandu, dokonując rekonesansów, przeszukań  budynków z wykorzystaniem psów i sprzętu. Udzielają także na miejscu pomocy medycznej osobom, które jej potrzebują  - mówi portalowi rynek zdrowia.pl st. bryg. Paweł Frątczak.

Złamania, rany, infekcje
Jak z kolei informował nas Krzysztof Iwiński z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), jeszcze piątek (1 maja) wyleciała do Nepalu kolejna, tym razem trzyosobowa grupa ratowników. 

Z informacji podawanych przez agencje prasowe wynika, że rząd Nepalu odmawia już wjazdu chętnym do pomocy grupom ratowniczym. Jak przekonywał Iwiński, odmowy dotyczą tych grup, które zajmują się przeszukiwaniem rumowisk. Ratowników, zwłaszcza w dolinach poza stolicą, w obliczu ogromu osób poszkodowanych potrzebujących pomocy medycznej jest ciągle za mało.

- Cały czas z gór są ściągani ranni ludzie i potrzeby medyczne są ogromne. O ile w samym Katmadu sytuacja jest w jakiś sposób opanowana, to poza stolicą wygląda to wszystko bardzo źle. Dlatego wysyłamy w ten rejon kolejnych ludzi - zaznaczał Krzysztof Iwiński.

PCMP prowadzi w Melamchi (80 km na północny wschód od Katmandu) punkt pierwszej pomocy medycznej dla rannych ewakuowanych ze zniszczonych miejscowości położonych w górach. - U poszkodowanych dominują złamania, rany i infekcje. Ratownicy dokonują selekcji rannych. Tych rannych najciężej kwalifikują do transportu śmigłowcami amii nepalskiej do Katmandu - mówi Krzysztof Iwiński.

W sobotę (2 maja) lub niedzielę zespół polskich ratowników miał wyruszyć dalej w głąb dolin górskich, by nieść pomoc bezpośrednio we wsiach dotkniętych tym kataklizmem. Największym problemem jest konieczność uzupełnienia zapasów, które pozwalają funkcjonować ratownikom, a także środków medycznych koniecznych są do opatrywana ran. Dlatego wylatująca w piątek nowa grupa ratowników zabrała ze sobą 300 kg dodatkowego bagażu.

Ile dni można przeżyć pod ruinami?
Warunki pracy w Nepalu są bardzo ciężkie. Ratownicy muszą mieć ze sobą w zasadzie wszystko - własną wodę, żywność. Wszystkiego brakuje.  - Przy katastrofach w takiej skali, nawet gdyby były do dyspozycji ogromne zasoby, zawsze będą jakieś problemy. Od lat wypracowana jest przy takich okazja praktyka, która jest stosowana i zdaje egzamin. Sądzę, że w takiej sytuacji niewiele więcej da się zrobić - stwierdza ratownik.

Niestety nadzieja na odszukanie żywych osób pod gruzami słabną już z każdą godziną. Jednak, jak tłumaczył nam wcześniej w jednym z opublikowanych w Rynku Zdrowia wywiadów bryg. PSP Sławomir Wojta z wydziału szkolenia specjalnych grup ratowniczych ze Szkoły Aspirantów PSP w Krakowie, ratownicy bazują nie tyle na naukowym podejściu, co na doświadczeniach z akcji. Po katastrofie budynku w Korei, po 14 dniach wydobyli z ruin kobietę faktycznie bez żadnych urazów. W Meksyku, parę dni po trzęsieniu ziemi, wydobyto żywe dzieci z zawalonego szpitala.

- Proszę mi wierzyć, naukowe kalkulacje czasami na nic się zdają - mówił nam.

Dodawał: - Faktycznie najistotniejsze dla ofiar są pierwsze 2-3 doby po trzęsieniu ziemi. Wtedy szanse na dalsze przeżycie u osób bez poważnych obrażeń są dość wysokie. Później drastycznie maleją z dnia na dzień. W czwartym dniu liczba ocalonych jest zazwyczaj 10-krotnie mniejsza niż w pierwszych 2-3 dobach, w piątym dniu - wielokrotnie mniejsza niż w czwartej dobie. Potem długo nie udaje się znaleźć nikogo przy życiu, ale zdarza się, że i wtedy ratownicy odnajdują pojedyncze osoby.

Cisza gruzowisk
Tym razem jednak nadzieja wydaje się umierać. Jeszcze w czwartek rano (30 kwietnia) w kwaterze głównej armii nepalskiej została podjęta decyzja o formalnym zakończeniu działań poszukiwawczo-ratowniczych.

- Nasza grupa została poproszona o pomoc, przy wykorzystaniu sprzętu jakim dysponuje, w torowaniu dostępu do gruzowisk, gdzie znajdują się ciała ofiar, które będą wydobywane przez armię nepalską. Tak dzieje się m.in. w Katmandu, które podzielone zostało na 17 sektorów. Grupę zadysponowano do miejscowości Harisidhi w celu wydobywania zwłok, a naszych lekarzy i ratowników, wraz z grupą rekonesansową, w sumie 16 osób, skierowano do regionu Sindhupalchowk - powiedział nam rzecznik PSP.

Jak tłumaczy, torowanie drogi w gruzowiskach w celu wydobycia ciał ofiar nie należy już co prawda do standardowych działań ratowników, ale ponieważ grupa jest na miejscu i dysponuje odpowiednim sprzętem, odpowiedziała przychylnie na prośbę dowódców amii nepalskiej.

Według informacji z soboty (2 maja) polscy strażacy pracowali także w miejscowościach Bungamati, Champi, Chapagun.

**********

Jak doniosły agencje, w niedzielę (3 maja), osiem dni po trzęsieniu ziemi, ratownicy wydobyli spod gruzów cztery żywe osoby, w tym 101-letniego mężczyznę. To potwierdza wiarę w możliwe ocalenie pojedyńczych osób nawet w odległych dobach po katakliźmie, o czym mówili nam polscy strażacy-ratownicy.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum