Dom Lekarza Seniora w Warszawie - czy przetrwa po restrukturyzacji?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 05 października 2013 08:23

Nie ma żadnych planów w resorcie dotyczących likwidacji Domu Lekarza Seniora - zapewnia redakcję Rynku Zdrowia Krzysztof Bąk, rzecznik resortu zdrowia. Nadal brak jednak konkretnej odpowiedzi na pytanie czego ma dotyczyć i w jakiej formie zostanie przeprowadzona restrukturyzacja placówki i jak zostaną zabezpieczone interesy pensjonariuszy DLS.

Dom Lekarza Seniora w Warszawie - czy przetrwa po restrukturyzacji?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Takie pytanie przedstawiciele środowiska lekarskiego zadali w wystosowanym pod koniec września liście otwartym do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Na 2 października przewidziano zwołanie Rady Społecznej DLS. Termin posiedzenia został jednak przesunięty na 7 października. Zaiteresowani spodziewają się, że w trakcie posiedzenia padną ze strony resortu słowa wyjaśnienia dotyczące przyszłości placówki.

Pod listem otwartym do ministra podpisali się prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie Mieczysław Szatanek, prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego Jerzy Woy-Wojciechowski (współtwórca DLS) oraz prezes Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego Jerzy Jurkiewicz, którzy wyrażają w nim swoje zaniepokojenie atmosferą wokół DLS i nadzieję, że pogłoski o planowanej likwidacji Domu zostaną przez ministra zdrowia zdementowane.

Dla samotnych lekarzy-seniorów
Dzisiaj w Domu Lekarza Seniora im. dr Kazimierza Fritza przebywa łącznie 85 pensjonariuszy, w tym 72 kobiety oraz 13 mężczyzn. Seniorów mających powyżej 80 lat jest 72. Tyle samo jest osób chodzących, 11 leżących, a poruszających się przy pomocy sprzętu rehabilitacyjnego - 24.

Plan ministerialnych wydatków na 2013 rok w DLS wynosi 3 mln 48 tys. zł. Na tę kwotę składają się środki ujęte w ustawie budżetowej na 2013 rok oraz środki z rezerwy celowej. Częściowo koszty pobytu w DLS pokrywają też sami pensjonariusze ze swoich emerytur czy rent (zgodnie z obowiązującymi przepisami).

Jak wyjaśnia Krzysztof Bąk, rzecznik resortu zdrowia, celem DLS jest zapewnienie stacjonarnej opieki długoterminowej osobom niewymagającym hospitalizacji.

- DLS jest przeznaczony dla osób posiadających kwalifikacje do wykonywania zawodów medycznych nabyte w systemie szkolnictwa wyższego, przy czym pierwszeństwo pobytu przyznaje się lekarzom. W szczególnie uzasadnionych przypadkach możliwe jest przyjęcie do DLS małżonka takiej osoby - informuje Bąk.

Restrukturyzacja, czyli co?
Wątpliwości co do przyszłych losów DLS wzbudziły działania resortu polegające na odwołaniu 29 sierpnia br. z funkcji dyrektora dr Andrzeja Morlińskiego, którego praca, co potwierdza wielu rozmówców, obiektywnie była bardzo dobrze oceniana. Za jego rządów powołana do życia została rada mieszkańców DLS, przeprowadzono szereg niezbędnych remontów i modernizacji budynku pamiętającego jeszcze lata 50-te (budynek typu Lipsk). W tym czasie zadbano także o opiekę zdrowotną pensjonariuszy, zapewniając im na miejscu pomoc internisty, kardiologa, fizjoterapeuty, psychologa i psychiatry.

Resort, jako jednostka nadrzędna ma w pełni prawo oceniać dyrektora DLS, odwołać go i powołać osobę na jego miejsce. Jednak zaniepokojenie wzbudziły powody tego odwołania - jak został poinformowany dr Morliński - „w związku z koniecznością przeprowadzenia restrukturyzacji placówki". Obecnie funkcję kierującego Domem Lekarza Seniora, zgodnie z decyzją ministra, objęła Jolanta Czerniak.

Nie ma żadnych oficjalnych informacji z resortu, jest za to obawa, czy restrukturyzacja placówki nie będzie polegać na jej sprzedaży i przeniesieniu podopiecznych - lekarzy seniorów - do innych placówek. W domysłach gubi się zarówno Rada Społeczna  jak i wszyscy mieszkańcy Domu Lekarza Seniora.

W teczce milion złotych
Jak tłumaczy prof. Jerzy Woy-Wojciechowski pierwsze wieści o możliwej likwidacji Domu Lekarza Seniora w środowisku zaczęły już krążyć dwa miesiące temu.

- Te plotki bardzo bolą i niepokoją. Byłem twórcą Domu Lekarza Seniora. Znałem dr Kazimierza Fritza, którego imieniem nazwano DLS. Pamiętam dokładnie moment kiedy Fritz przyniósł na zebranie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w teczce gotówkę - okrągły milion złotych i ofiarował go na budowę domu dla lekarzy seniorów. Między innymi te pieniądze oddaliśmy do Ministerstwa Zdrowia. Zostałem wybrany na ogólnopolskim zjeździe na przewodniczącego komitetu jego budowy - prof. Woy-Wojciechowski wspomina odległe lata 70.

Na podstawie doświadczeń i obserwacji podobnych placówek poza granicami, przekazanych Stanisławowi Bieńkuńskiemu, dziekanowi Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, powstał genialny jak na owe czasy projekt. Była w nim, obok części dla seniorów także część hotelowa dla młodych lekarzy, tak aby mogli się spotykać i korzystać z doświadczeń mistrzów. Przewidziano w projekcie miejsce na małą przychodnię, w której na zasadzie wolontariatu lekarze seniorzy mogliby udzielać pacjentom bezinteresownie porad.

W projekt budowy domu angażowało się całe środowisko. Prof. Woy-Wojciechowski założył Towarzystwo Przyjaciół Budowy Domu Seniora, organizował ponad dwudziestokrotnie bale charytatywne lekarzy na ten cel, sprzedawano specjalne cegiełki. Zgromadzono całkiem pokaźną sumę pieniędzy.

Zamiast Domu... mikrobus
- Kiedy oddawaliśmy pieniądze ministerstwu, 250 ówczesnych mln złotych, oraz projekt Stanisława Bieńkuńskiego do akceptacji, mieliśmy nadzieję, że teraz już wszystko potoczy się szybko. Niestety. Ministerstwo przetrzymało projekt i nasze pieniądze przez dziesięć lat. Kiedy je oddawaliśmy cegła kosztowała złotówkę. Po tych latach jej cena wynosiła, na skutek inflacji, tysiąc złotych. Straciliśmy mnóstwo pieniędzy. Po ich odzyskaniu udało nam się jedynie za nie kupić... mikrobus - mówi prof. Woy-Wojciechowski.

Przed laty, kiedy prowadzone były takie statystyki, okazało się, że w Polsce jest ponad tysiąc samotnych lekarzy. Jak wspomina profesor Woy-Wojciechowski jego determinację i upór w stworzeniu tej placówki spowodował pewien epizod. Kiedy wybierał się przed laty na urlop otrzymał list w którym sąsiedzi opisali los starszego, samotnego lekarza, którym Izba Lekarska się nie interesuje. List nie dawał mu spokoju. Zawrócił z drogi i pojechał na Puławską, gdzie mieszkał ów lekarz. Po przybyciu na miejsce dowiedział się, że dzień wcześniej pan doktor skoczył z okna.

Kiedy było wiadomo, że o budowie Domu nie ma co marzyć, jedna z pielęgniarek, z którą wcześniej współpracował prof. Woy-Wojciechowski, podsunęła mu pomysł adaptacji na ten cel Domu Weterana Ruchu Robotniczego, w którym ponad 70 procent miejsc było wolnych. Był 1991 rok.

- Poszedłem z prośbą do ówczesnego ministra zdrowia Mariana Miśkiewicza aby przekazał ten dom dla lekarzy seniorów. Minister tłumaczył, że nie leży on w gestii ministerstwa bo jego właścicielem jest KC PZPR. Mówię mu - przecież sztandar wyprowadzono i nie ma już tej partii! Tydzień później, w dniu moich imienin otrzymałem symboliczne klucze. To był najpiękniejszy prezent jaki w życiu otrzymałem - wspomina prof. Woy-Wojciechowski.

Wielu kolejnych ministrów zdrowia dokładało swoje cegiełki do Domu Lekarza Seniora. Jeden wysupłał z ministerialnego worka pieniądze na wymianę okien. Inny na remont elewacji, termomodernizacji, jeszcze inny na konieczną wymianę instalacji.

- Obecny minister nie przyjął naszego zaproszenia aby go zobaczyć, aby odwiedzić lekarzy seniorów mimo że także jest lekarzem i też będzie seniorem. Nie potrafię też powiedzieć dlaczego i komu ten Dom przeszkadza. Jest jedyną taką placówką ogólnopolską i bardzo potrzebną - mówi zasępiony profesor.

Obawy - na ile uzasadnione?
Jak przekonuje dr Andrzej Włodarczyk, który jest delegatem z Domu Seniora Lekarza do samorządu lekarskiego, obawy o przyszłość DLS wynikają z braku jasnego sprecyzowania co należy rozumieć przez restrukturyzację placówek podległych ministrowi zdrowia - Domu Lekarza Seniora i Domu Zasłużonego Pracownika Ochrony Zdrowia. W obu placówkach odwołano dyrektorów, a uzasadnieniem tych decyzji była właśnie restrukturyzacja.

- W Polsce niestety najchętniej restrukturyzuje się poprzez... likwidację. Teren na którym znajduje się DLS jest bardzo łakomym kąskiem nie tylko dla ministra zdrowia ale także dla wielu innych instytucji, stąd obawy naszego środowiska o jego przyszłość. Wśród pensjonariuszy Domu krąży plotka, że maja być przeniesieni do placówki MSW pod Warszawę. To wszystko oczywiście jedynie domysły - stąd w liście do ministra Arłukowicza wyrażono oczekiwanie jasnej deklaracji, że nie planuje likwidacji tej placówki i przetnie te wszystkie spekulacje i plotki - mówi portalowi rynek zdrowia.pl dr Andrzej Włodarczyk.

- Tym listem, jako samorząd lekarski, reprezentujący także lekarzy seniorów, daliśmy oficjalny wyraz niepokoju związanego z tą sprawą. Mamy nadzieję, że wszystko się to jak najszybciej wyjaśni. Likwidacja tego Domu byłaby niepowetowaną stratą dla całego środowiska - dodaje.

Resort: nie będzie likwidacji
Jak zapewnia redakcję Rynek Zdrowia Krzysztof Bąk, rzecznik resortu zdrowia, obawy sygnatariuszy listu otwartego do ministra są nieuzasadnione. Nie ma żadnych planów w resorcie dotyczących likwidacji DLS.

- Obecnie w Ministerstwie Zdrowia nie są prowadzone żadne działania mające na celu jego restrukturyzację. Obawy sygnatariuszy wspomnianego listu otwartego do Ministra Zdrowia mogą być związane ze zmianą jego kierownictwa - przyznaje rzecznik.

Dodaje: - Powierzenie funkcji kierownika pani Jolancie Czerniak było podyktowane koniecznością usprawnienia funkcjonowania Domu Lekarza Seniora poprzez udoskonalenie stacjonarnej opieki długoterminowej osób niewymagających hospitalizacji, zapewnienie korzystniejszych warunków pobytu, odpowiednich do stanu zdrowia oraz wprowadzenie dodatkowych zajęć kulturalno-rekreacyjnych, stosownych do potrzeb i możliwości pensjonariuszy - stwierdził rzecznik.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze