Czy pojechałbyś na misję do Paragwaju? Polscy lekarze i pielęgniarki już tam są...

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 31 maja 2014 08:00

W Paragwaju opieka medyczna od niedawna jest bezpłatna, ale najubożsi, zwłaszcza Indianie w zachodniej części kraju, i tak pozostają poza systemem, często z powodu braku lekarzy. Tam każda pomoc medyczna jest nieoceniona, o czym przekonali się uczestnicy już czterech polskich misji medycznych, które wyjeżdżały w tamten region z Jastrzębia-Zdroju.

Paragwaj to kraj kontrastów. Od pięknej, bogatej stolicy - Asunción, po zachodnie obrzeża kraju, zamieszkałe przez skrajnie biednych ludzi. Niespełna 7-milionowy Paragwaj, o terytorium większym niż Polska, dzieli się na gęsto zaludniony wschód i zachód, gdzie mieszka zaledwie 300 tys. osób.

W najgorętszej części Ameryki Południowej, w rejonie Gran Chaco, nazywanym często "zielonym piekłem", żyje około 120 tys. Indian. Mieszkają dosłownie w buszu, praktycznie poza współczesną cywilizacją - bez prądu, świeżej wody. Niewiele jest tam dróg. W porze deszczowej trudno się przedostać od osady do osady, odległych czasem od siebie o kilkaset kilometrów.

Do 2008 roku opieka medyczna w Paragwaju była płatna. To powodowało, że dla skrajnie biednych mieszkańców tego kraju, a w szczególności dla Indian, była praktycznie niedostępna. Rząd Paragwaju wydawał na opiekę medyczną ok. 2 bilionów guarani (tamtejsza waluta) - ok. 800 mln dol., ale do budżetu wracało z tego tytułu zaledwie 300 mln. Powodem była powszechna korupcja i koszty, jakie ponoszono przy poborze opłat za świadczenia medyczne.

Jak wyjaśnia Pablo Balmaceda, wiceminister w Departamencie Zdrowia Indian - Republiki Paragwaju, wielu sprzeciwiało się decyzji, aby opieka zdrowotna i leki stały się bezpłatne. Po kalkulacji wydatków i kosztów zdecydowano się ostatecznie, aby znieść odpłatność i okazało się to możliwe, choć w wielu przypadkach niewiele to zmieniło. Dzisiaj opieka, choć darmowa, i tak pozostaje dla wielu najuboższych Paragwajczyków niedostępna.

Bezpłatna i niedostępna opieka medyczna
Indianie i tak generalnie są poza systemem. W słabo zaludnionej części kraju, gdzie mieszka ok. 300 tys. Paragwajczyków, jest 700 lekarzy. W Chaco, gdzie mieszka 120 tys. Indian, jest zaledwie jest ich zaledwie 30.

- Ministerstwo Zdrowia Paragwaju zajmuje się ok. 80 procentami ludności naszego kraju. Około 25 proc. pracowników zatrudnionych na tzw. etacie jest obowiązkowo ubezpieczonych, ale i tak w wielu przypadkach korzysta z rządowej opieki. 8-10 proc ludności korzysta z opieki prywatnej. Generalnie jednak w najtrudniejszej sytuacji, praktycznie poza systemem, są skrajnie biedni mieszkańcy obrzeży miast i miasteczek oraz Indianie - mówi Pablo Balmaceda.

Jak ocenia, medycyna w sektorze państwowym Paragwaju ma wiele niedostatków. Np. nie ma w żadnym szpitalu czy przychodni rezonansów magnetycznych, które są w placówkach prywatnych. - Mam jednak nadzieję, że niebawem się to zmieni - mówi.

- Nawet jeśli rząd gwarantuje dość wysokie, jak na warunki naszego kraju, zarobki lekarzom, to trudno jest znaleźć chętnych, którzy zechcieliby pracować na terenach zamieszkałych przez Indian. Czasem wytrzymują w buszu zaledwie kilka tygodni, czasem miesięcy - dodaje.

Gość z Paragwaju chciałby nawiązać ściślejszą współpracę z organizacjami, lekarzami i pielęgniarkami z Polski w celu organizowaniu misji.

Polskie koligacje
Doktor Balmaceda w swoim życiorysie ma znaczący polski wątek. Najpierw co prawda trzy lata studiował w Argentynie, później jednak trafił do Łodzi i na Warszawski Uniwersytet Medyczny, który ukończył jako lekarz rodzinny. Znakomicie mówi po polsku.

Balmaceda przetłumaczył na polski opowiadania z języka guarani, którym posługuje się większość Paragwajczyków. Jego dzieci, syn urodzony w Łodzi i córka w Asuncion, także znakomicie mówią po polsku, choć nigdy nie chodzili do polskich szkół. Swój wkład w polskość tej paragwajskiej rodziny wniosła żona dr Balmacedy, którą poznał w Łodzi.

- Polska to taka moja druga ojczyzna. Czuję się z nią bardzo związany - mówi.

- Jestem też bardzo wdzięczny polskim lekarzom, pielęgniarkom, księżom, którzy przyjeżdżają do mojego kraju na misje medyczne, aby nieść pomoc tym najuboższym, zwłaszcza Indianom. Dla nich kontakt z lekarzami i pielęgniarkami z misji często jest jedynym kontaktem ze współczesną medycyną - dodaje dr Balmaceda.

Indianie mają swój własny świat, swoją własną medycynę i własnych lekarzy - szamanów. Niestety bardzo często bezradnych wobec wielu chorób - czasem ich pacjenci za późno trafiają pod opiekę lekarzy. Zazwyczaj zwracają się do nich bezpośrednio po wypadkach, np. po ugryzieniu węża.
  
Ministerstwo Zdrowia szanuje ich zwyczaje, ale stara się, aby to się zmieniło. Zawarto niepisane porozumienie, że jeżeli szaman nie potrafi w ciągu 3 dni pomóc np. dziecku - ma ono trafić do lekarza. I te ustalenia są coraz częściej respektowane. Wcześniej często po tygodniu, osłabione i odwodnione dziecko trafiało pod opiekę lekarzy, którzy nie potrafili już mu pomóc.

Dumny jak Indianin
Jak podkreśla Balmaceda, Indianie, choć bardzo biedni, są dumni. Mają dystans do świata materialnego i potrafią z uśmiechem na twarzy zrozumieć, że nie ma jakiegoś lekarstwa albo nie ma możliwości skorzystania z pomocy lekarza.

Są bardzo ostrożni, wrażliwi na punkcie ukazywania im szacunku. Jeżeli jednak dostrzegą ten szacunek dla ich inności, odwdzięczają się ufnością. Doświadczyli tego na każdym kroku uczestnicy 4 misji medycznych, które wyjeżdżały z Jastrzębia-Zdroju do Paragwaju.

"Pobyt w Chaco jeszcze bardziej otwarł mi oczy, rozum, serce... na drugiego człowieka. Trwa gonitwa myśli. Dlaczego taki niesprawiedliwy jest ten świat? Tak wiele niektórym potrzeba, a tak niewiele mogłam im dać, choć bardzo starałam się każdego dnia. Ten niedosyt wypełnienia misji pozostanie na długo. Rozbudziliśmy nadzieje Paragwajczyków - tych w miasteczkach, wioskach, a przede wszystkim w „Corazon Chaceño". Nadzieję na to, ze jest jednak ktoś, kto choć na chwile pochylił się nad ich losem. Naprawdę warto było tu przyjechać. nie tylko dla nich, ale także dla siebie..." - napisała w swoim dzienniku z misji dr Elżbieta Wypych.

Na pytanie, jaki sprzęt jest potrzebny na takiej misji dr Grażyna Adamek stwierdza:

- Ten podstawowy, niezbędny - mamy. Najważniejsze są jednak pieniądze, za które już na miejscu możemy kupić lekarstwa, potrzebne dla przewlekle chorych - rozpoznawaliśmy dużo zwłaszcza nadciśnienia tętniczego. Kiedy wyjeżdżaliśmy, braliśmy ze sobą pięć walizek leków i wracaliśmy z pustymi. Wydawaliśmy po kilka opakowań, aby wystarczyło ich chorym na kilka miesięcy, a leki przeciw pasożytom wydawaliśmy często całym rodzinom.

Śląska Misja Medyczna
Skąd pomysł, aby z misją medyczną pomagać Indianom w Paragwaju, chociaż tego typu misje kojarzą się przede wszystkim z katastrofami czy klęskami żywiołowymi?

- Trochę przez przypadek. Mój przyjaciel, Grzegorz Adamczyk, franciszkanin, który studiował w Boliwii, pracuje w Paragwaju. Przyjechał pięć lat temu na urlop do Polski i zaproponował mi, opowiadając o trudnej sytuacji Indian, abym przyjechał z lekarzami, pielęgniarkami - wspomina ks. Wojciech Grzesiak, kapelan Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju.

- W pierwszym momencie pomyślałem, że to nie jest możliwe. Na OIOM-ie zapytałem dr. Tomasza Pochabę, czy pojechałby na misję - odpowiedział krótko - kiedy? Bardzo zaangażowała się w organizację wyjazdu dr Iwona Ptasiński. I tak się to się zaczęło - kontynuuje.

W Polsce działają dwie organizacje - stowarzyszenia, które działają na rzecz misji medycznych. Pierwsza i najstarsza to Polska Misja Medyczna z Krakowa oraz Projekt Medici Homini z Torunia. Niedawno powołano do życia Stowarzyszenie Śląska Misja Medyczna, które w najbliższych tygodniach zostanie zrejestrowane w KRS, gdzie przesłano już wszelkie potrzebne dokumenty.

Do tej pory wszystkie cztery misje do Paragwaju, których animatorem był ks. Grzesiak, organizowane były trochę amatorsko - na zasadzie pomocy ludzi otwartych serc - bez żadnego statusu prawnego.

Asumptem do zmiany organizacyjnej działania misyjnego stały się rozmowy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, w czasie których okazało się, że są unijne środki finansowe, które można z powodzeniem wykorzystać w celu niesienia pomocy potrzebującym.

- Będziemy chcieli wykorzystać te możliwości już jako stowarzyszenie. I na pewno wrócimy do Paragwaju - dodaje ks. Grzesiak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum