Czeka nas wysyp depresji? Psychiatra: będziemy mieć pracę "na długie lata"

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 28 marca 2021 08:08

"Trzyma" nas jeszcze stres. Może mieć on skutki motywujące do działania, ale powoli z fazy rozstrojenia wchodzimy w fazę destrukcji, będziemy coraz gorzej funkcjonować - ostrzega psychiatra Jacek Koprowicz.

Czeka nas wysyp depresji? Psychiatra: będziemy mieć pracę "na długie lata"
Izolacja społeczna dramatycznie wpływa na psychikę najmłodszych. Fot. Shutterstock
  • Społeczne skutki pandemii będą odczuwalne przez lata, a poważne konsekwencje tej sytuacji dla zdrowia psychicznego są dopiero przed nami - ocenia Jacek Koprowicz
  • Po pandemii psychiatrzy będą mieli szczególnie dużo pracy, niestety na dlugie lata - dodaje.
  • Najgorzej psychologiczne skutki pandemii znoszą dzieci i młodzież oraz osoby uzależnione

- W tym momencie epidemii "trzyma" nas jeszcze stres. Może mieć on skutki motywujące do działania, ale powoli z fazy rozstrojenia wchodzimy w fazę destrukcji - podkreślił kierownik Przychodni Zdrowia Psychicznego w Centralnym Szpitalu MSWiA Jacek Koprowicz, wieloletni szef szpitala psychiatrycznego w Pabianicach, który jest też konsultantem w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym.

"Nie będziemy potrafili normalnie żyć"

Dodał, że stres wywołany nadmiernymi emocjami, m.in. lękiem przed chorobą i śmiercią a także przed przedłużającą się izolacją, może mieć także następstwa demotywujące.

Zdaniem Koprowicza faza destrukcji podczas pandemii objawia się - jak wyjaśnił - niezdolnością do prawidłowego wykonywania swoich czynności.

- To za chwilę się pojawi. Będziemy coraz gorzej funkcjonować. Minie lockdown, minie dramat umierających ludzi, a my nie będziemy potrafili normalnie żyć - ocenił.

- Obawiam się, że za chwilę będzie napływ ludzi z zaburzeniami depresyjnymi - powiedział psychiatra wskazując, że od lat psychiatrów w Polsce jest za mało. - To jest błąd systemowy. I to nie jest kwestia tego rządu tylko wielu rządów w ostatnich 20, 30 latach. Psychiatria była zawsze takim trochę "niechcianym dzieckiem" służby zdrowia - zaznaczył Koprowicz.

Zaniedbywanie psychiatrii wyjdzie nam bokiem?

- Wiadomo, że psychiatria musi być - jak to się przecież mówiło, - aby "wariaci" nie chodzili po ulicach i zamykać ich w czymś, co nazywano bardzo brzydko zakładami psychiatrycznymi - przypomniał.

- Zawsze byliśmy niedofinansowani. Kiedy ileś tam lat temu, dzięki dotacjom UE, komputeryzowano szpital Pabianicach, ale zapomniano o psychiatrii. Dla nas nie było komputerów, bo zapomniano, że istniejemy. Komputeryzację wprowadzono tam dopiero pięć czy sześć lat temu - wspominał lekarz.

W jego ocenie nie można lekceważyć problemów polskiej psychiatrii, ponieważ po pandemii specjaliści będą mieli szczególnie dużo pracy. I to - zdaniem Koprowicza - niestety na długie lata.

Casus Krupówek: wystrzelił wentyl z nagromadzonymi emocjami

- Jesteśmy teraz wszyscy bardziej nerwowi, bo lęk, gniew, złość, irytacja, frustracja narastają w nas - powiedział psychiatra. - To musi w jakimś momencie znaleźć ujście. Nie może być tak, że to się w nas kumuluje i "siedzi" w nas - zauważył. - Wszyscy widzieli zdjęcia z zakopiańskich Krupówek, gdzie zbici w tłum ludzie, lekceważąc rygory sanitarne, manifestowali swoją niechęć do obostrzeń - przypomniał. - Można to krytykować, ja też tego nie pochwalam, ale z punktu widzenia psychiki, ci ludzie dali upust swoim emocjom, które były w nich nagromadzone. I to tak "wystrzeliło" - ocenił.

Czytaj też: Jak chronić swoją psychikę teraz i po pandemii - radzą znani specjaliści

- Powstał film, który pokazuje tzw. podziemie imprezowe Warszawy i nielegalną w pandemii działalność klubów rozrywkowych - mówił. - To skojarzyło mi się z nielegalnymi barami z alkoholem podczas prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Teraz u nas ludzie chcą się bawić, bo mają po prostu dość - dodał psychiatra.

Powiedział, że epidemia jest dla wszystkich swego rodzaju traumą. Przyznał jednak, że są dwie grupy, które szczególnie źle znoszą obostrzenia, izolację i ogólną atmosferę epidemii. Zdaniem Koprowicza to dzieci i młodzież oraz uzależnieni.

Uzależnionych pogrążają używki, dzieci - internet

- Osoba uzależniona, z reguły, "odcina" sobie inne przyjemności i coraz bardziej skupia się na przykład na alkoholu, jako źródle "radości i przyjemności"- wyjaśnił psychiatra. - Kiedy podczas pandemii w sposób scentralizowany ogranicza się dostęp do owych "przyjemności" stanowiących ujście dla emocji, to osoba, która ma ich nadmiar - na przykład stres izolacyjny i inne lęki - i przyzwyczajona jest tłumić owe emocje alkoholem, niestety, tą drogą nadal będzie próbowała iść - tłumaczył Koprowicz.

Czytaj też: Jak pandemia miesza nam w głowach. "Odzyskanie równowagi zajmie lata"

W przypadku dzieci i młodzieży w czasie pandemii izolacja społeczna - jak podkreślił psychiatra - dramatycznie destrukcyjnie wpływa na samopoczucie najmłodszych. - Przed pandemią krytykowaliśmy młodych ludzi za ich nadmierną aktywność w Internecie - wspominał lekarz. - W tej chwili uważamy, że to jest dobre, bo lepiej niech się dzieciaki nie spotykają - zauważył.

- Ale przecież nic się nie zmieniło. Nadmierna aktywności dzieci i młodzieży w sieci oraz sprowadzanie ich relacji do kontaktów wirtualnych - pomimo, że w pandemii wskazane z względu bezpieczeństwa sanitarnego - nadal nie są dobre - mówił psychiatra. - To jest nienaturalne, to jest coś, co desocjalizuje młodych ludzi i może mieć w przyszłości negatywne skutki - zwrócił uwagę Koprowicz.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze