Chirurdzy jadą do Tanzanii: pomożemy tym, którzy znikąd nie otrzymaliby pomocy

Autor: GUBAŁA Katarzyna • Źródło: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia   • 24 sierpnia 2013 08:14

Planujemy w ciągu 10-11 dni przeprowadzić około 80 zabiegów. Pozostałe 8 dni wyprawy przeznaczone są na podróż i organizację naszej pracy w Kiabakari, w północno-zachodniej Tanzanii - mówi Sławomir Kozieł, lekarz rezydent z oddziału chirurgii Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej, który już po raz piąty jedzie do Afryki z misją humanitarną.

Chirurdzy jadą do Tanzanii: pomożemy tym, którzy znikąd nie otrzymaliby pomocy
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Rynek Zdrowia: - W ostatnim dniu sierpnia wyruszy Pan wraz z innym chirurgiem Przemysławem Ślezińskim do Afryki na wyprawę, której celem jest niesienie pomocy medycznej. Co Panu tam znowu po raz kolejny każe jechać i to w czasie urlopu?

Sławomir Kozieł: - Każdy, kto choć raz pojedzie do Afryki, musi zmierzyć się refleksją, że w Polsce, w Europie żyjemy we wspaniałym świecie. Jesteśmy uprzywilejowanymi wybrańcami losu, członkami grupy kilkunastu procent najbogatszych ludzi na świecie. To widać dopiero z tamtej perspektywy. Tamtejsi ludzie, przy niesamowitej biedzie i trudach życia codziennego, potrafią znosić swoje położenie z godnością i pogodą ducha. To jest imponujące. Spory wysiłek, który wkładamy w organizację tego wyjazdu równoważy satysfakcja, że pomożemy komuś, kto znikąd nie otrzymałby pomocy.

- To już Pana piąty wyjazd do na kontynent afrykański, do pracy za dobre słowo. Kiedy był pierwszy?

- Pierwszy raz pojechałem do Afryki z ramienia Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego zaraz po ukończeniu studiów na wydziale lekarskim Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu w 2007 roku. Wyjazd trwał 3 miesiące. Nie był to projekt stricte medyczny, bardziej edukacyjny. Przyglądałem się, jak wyglądają warunki pracy w kilku miejscowych szpitalach.

Zaprzyjaźniłem się z Ghanijczykiem, który pracował przez wiele lat w Niemczech, a na emeryturze wrócił do swojego kraju i prowadzi oddział chirurgiczny. Cztery razy wyjeżdżałem z organizacją brytyjską Operation Hernia. Byłem w Ghanie i Gambii. W zeszłym roku po raz pierwszy sam zorganizowałem misje medyczną.

- Gdzie teraz?

- Do Tanzanii. To moja druga samodzielna inicjatywa, ale pierwsza wyprawa do kraju, w którym nigdy nie byłem. Tam gdzie będziemy nie ma funkcjonującej sali operacyjnej, co stwarza dodatkowe wyzwania. Zaprosiłem do udziału w wyjeździe chirurga Przemysława Ślezińskiego, kolegę z oddziału w którym pracuję. Na wyjazd wykorzystujemy nasze urlopy wypoczynkowe.

Wcześniej mogłem sobie pozwolić na 2-3 miesięczne wyjazdy, obecnie - ze względu na specjalizację i rodzinę - jedynie 2-3-tygodniowe. Aby maksymalnie dobrze wykorzystać ten czas, skoncentrowaliśmy się na jednym problemie medycznym: operacji przepuklin pachwinowych. Planujemy w ciągu 10-11 dni operacyjnych przeprowadzić około 80 zabiegów. Pozostałe 8 dni wyprawy przeznaczone są na podróż i organizację naszej pracy na miejscu.

- Skąd akurat przekonanie, że pomożecie komuś zajmując się problemem medycznym, jakim jest przepuklina pachwinowa?

- Zaważyły na tym dwa aspekty. Medyczny: operacja jest stosunkowo prosta i - co bardzo istotne - można ją przeprowadzić w znieczuleniu miejscowym. Najczęściej pacjent nie wymaga dodatkowej hospitalizacji. Może po zabiegu udać się do domu. Pamiętamy jednak, że jest to leczenie operacyjne, więc możliwe są potencjalne powikłania.

Drugi bardzo ważny aspekt to kontekst społeczny tej dolegliwości. To jest duży problem. Wyobraźmy sobie ojca rodziny, który ma na utrzymaniu kilkoro dzieci, często dodatkowo owdowiałą żonę brata z kilkorgiem dziećmi i ten mężczyzna ze względu na przepuklinę nie jest w stanie pracować fizycznie, a z uwagi na brak wykształcenia tylko taką pracę może podejmować.

Z tego powodu cierpi cała jego rodzina. Lecząc operacyjnie tego jednego człowieka, uzdrawiamy całą rodzinę. W pośredni sposób dajemy im wszystkim środki do życia, bo pacjent wkrótce może wrócić do pracy.

- Skąd powszechność występowania przepukliny pachwinowej w tamtym rejonie świata? Czy jest to tylko problem Tanzanii, czy ogólny, afrykański?

- Niektóre publikacje donoszą o konstytucyjnie gorszej jakości kolagenu u rasy negroidalnej, ale to na pewno złożony problem. Myślę, że najistotniejsza jest ciężka fizyczna praca. Ludzie pracują tam bardzo ciężko od dziecka - zresztą wiele dzieci też ma przepuklinę. Tym razem nie możemy operować dzieci, gdyż konieczne byłoby znieczulenie ogólne, ale cały czas mam to na uwadze. Zatem - z jednej strony to choroba rzec można społeczna powodowana ciężką pracą, z drugiej -  przypuszczalnie wpływ na jej powstawanie ma ogólne niedożywienie białkowo-energetyczne plus brak witamin, mikroelementów. To również może obniżać wartość tkanek, które są bardziej podatne na powstawanie tego schorzenia.

Do tego dochodzi kwestia tamtejszej ochrony zdrowia. Szpitale znajdują się jedynie w dużych miastach, pacjenci muszą często pokonać znaczne odległości. Jest sens, by to zrobili, jeśli mają wykupione ubezpieczenie. Jeśli nie, nie będą leczeni. Nie ma tam bezpłatnej opieki zdrowotnej. Nie otrzymają porady lekarskiej, nie mówiąc o operacji. W Ghanie operowałem pacjenta z uwięźniętą przepukliną, który został po prostu odesłany ze szpitala państwowego, a powinien zostać zoperowany w trybie pilnym.

- Jedziecie do Kiabakari, w północno-zachodniej Tanzanii, gdzie od ponad 20 lat pracuje polski misjonarz ks. Wojciech Kościelniak. Zorganizował tam m.in. przychodnię. Jak przygotowywaliście się do tego wyjazdu?

- Przygotowania trwały kilka miesięcy. Obejmowały m.in. nasze szczepienia, ubezpieczenia, zakup niezbędnego sprzętu medycznego, części leków, organizację transportu. Nie możemy natomiast ze względu na przepisy międzynarodowe przewieźć wystarczającej ilości antybiotyków, leków znieczulających, przeciwbólowych, dlatego kupimy je na miejscu. Wiele aspektów - pozwolenia władz lokalnych, kampania informacyjna w całym tamtejszym województwie i przygotowanie pacjentów, personel pomocniczy - organizował ksiądz Wojciech, współpracując z nami na odległość.

- Z tego co Pan mówi wynika, że czekają was tam trudne warunki do wykonywania operacji. Czy jest się czego obawiać?

- Około 80 zabiegów to ilość, na którą byliśmy w stanie przygotować się materiałowo. Co do warunków lokalowych, niewiele nam potrzeba. Wystarczy nam leżanka, lampa, bieżąca woda, detergenty. Pozostaje też kwestia szkolenia pracowników na miejscu, nauka przygotowania sprzętu w autoklawie (nie dalibyśmy rady wziąć całego sprzętu jednorazowego), mycia narzędzi, sterylizacji, prania bielizny operacyjnej.

Jako lekarz obawiam się oczywiście powikłań, bo są one nieodłącznym ryzykiem zabiegów medycznych. Jestem w trakcie szkolenia specjalizacyjnego i mam świadomość, że mogą zdarzyć się w trakcie operacji sytuacje trudne. Dlatego wyjeżdża ze mną Przemysław Śleziński, chirurg, młody, ambitny specjalista.  Chcemy dokładając wszelkiej staranności oraz przewidując wszystkie ewentualności dostarczać usługi medyczne najwyższej jakości.

Bierzemy też pod uwagę różnice w mentalności. Z perspektywy Europy wydaje nam się, że ludzie na całym świecie myślą podobnie jak my. Tymczasem mieszkańcy Afryki interpretują wiele spraw przez pryzmat życia duchowego, bardzo rozwinięty jest kult duchów czy przodków, wiary w zjawiska nadprzyrodzone, panuje tam zupełnie inna kultura.

- Skąd środki na takie przedsięwzięcie?

- Głównie są to środki własne. Wsparła nas też Beskidzka Izba Lekarska, która objęła nasz wyjazd patronatem oraz firmy i prywatni darczyńcy. Osobiście mam duże wsparcie ze strony żony. Cieszę się, że znalazłem kolegę chętnego pojechać ze mną. Nie ma jeszcze w Polsce tak szeroko rozwiniętej kultury niesienia pomocy humanitarnej, jak w krajach Europy Zachodniej czy USA. Być może dlatego, że jesteśmy krajem na dorobku. Na Zachodzie jest to wręcz w modzie, szczególnie wśród ludzi wykształconych, bogatych oraz pożądane w CV i dobrze widziane przez pracodawcę.

- Dziękuję za rozmowę i powodzenia.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum