PAP/Rynek Zdrowia | 27-05-2018 20:55

Brytyjskie media: irlandzkie referendum wyzwaniem dla Irlandii Płn.

Brytyjskie media zwróciły w niedzielę uwagę na możliwe implikacje wyniku irlandzkiego referendum ws. liberalizacji przepisów aborcyjnych dla sytuacji prawnej w Irlandii Płn., która w odróżnieniu od reszty Zjednoczonego Królestwa ma ostrzejsze przepisy.

Brytyjskie media szeroko komentowały w niedzielę wyniki referendum w Irlandii Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Centrowy "The Sunday Times" poinformował, że wiele kobiet w rządzącej Partii Konserwatywnej, w tym minister do spraw kobiet i równości Penny Mordaunt, wezwało premier Theresę May do tego, by rząd zreformował "drakońskie" prawa aborcyjne obowiązujące w Irlandii Północnej, która wchodzi w skład Zjednoczonego Królestwa.

Według gazety, minister domaga się od szefowej rządu zgody na przeprowadzenie głosowania w tej sprawie w brytyjskiej Izbie Gmin przy jednoczesnym braku rekomendacji partyjnej, pozwalając posłom na głosowanie zgodne z ich sumieniem.

Jak poinformowano, Mordaunt może liczyć na poparcie ze strony czterech poprzedniczek na stanowisku osoby odpowiedzialnej w rządzie za prawa kobiet, w tym byłej minister spraw wewnętrznych Amber Rudd, dwóch byłych minister edukacji Justine Greening i Nicky Morgan oraz byłej minister kultury, mediów i sportu Marii Miller.

Szacunki wskazują, że nawet trzy kobiety codziennie podróżują z Irlandii Północnej - gdzie aborcja jest zakazana poza sytuacją poważnego i długotrwałego ryzyka dla zdrowia kobiety - do Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy dopuszczają przerwanie ciąży do 24 tygodnia, jeśli "kontynuacja ciąży będzie stanowiła większe zagrożenie dla zdrowia fizycznego lub psychicznego kobiety niż jej przerwanie".

"Times" zaznaczył, że minister odpowiedzialna za Irlandię Północną wykluczała dotychczas możliwość przeprowadzenia głosowania w tej sprawie, choć - jak wskazują źródła - prywatnie popiera pomysł zmiany prawa.

Jak wynika z informacji tego dziennika, prace nad poprawką liberalizującą przepisy aborcyjne w Irlandii Północnej są zaawansowane, a swoje poparcie zapowiedziało ponad 130 posłów. Prace nad zapisem ma koordynować posłanka opozycyjnej Partii Pracy Stella Creasy.

Gazeta podkreśliła jednak, że taki ruch może wywołać sprzeciw koalicyjnego partnera Partii Konserwatywnej, północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów, a także bardziej konserwatywnego skrzydła partii rządzącej, w tym typowanego na potencjalnego przyszłego premiera Jacoba Reesa-Mogga.

O rosnącym nacisku na zmianę prawa w Irlandii Północnej napisał także konserwatywny "Sunday Telegraph". W komentarzu dla gazety irlandzka historyk Ruth Dudley Edwards napisała, że "zachwyca ją tempo, w którym Irlandia zrzuciła z siebie historyczną kulturę", którą określiła jako "pozbawioną radości, zastraszającą i nietolerancyjną wersję katolicyzmu połączoną z konserwatywnymi wartościami chłopstwa".

"Irlandia jest na fali, zachwycona swoim nowym wizerunkiem jako progresywnego, młodocianego kraju, który zagłosował w 2015 roku za małżeństwami osób o tej samej płci" - dodała.

Liberalny "The Guardian" zwrócił uwagę, że frekwencja w piątkowym referendum - 64 proc. - była trzecią najwyższą w historii, od przyjęcia irlandzkiej konstytucji w 1937 roku, co stawia to głosowanie obok takich decyzji, jak ta z 1972 roku o wejściu do Unii Europejskiej.

Pozytywne komentarze w sprawie zmian opublikowały także tabloid "The Sun", eurosceptyczny "Daily Mail" i "Daily Express".

Wśród nielicznych krytycznych głosów znalazł się blog Melanie McDonagh dla konserwatywnego tygodnika "The Spectator". Oskarżyła ona "polityczny i medialny establishment" o zbieżność poglądów, która - jej zdaniem - doprowadziła do marginalizacji przeciwników zmian.

Według ogłoszonych w sobotę oficjalnych wyników piątkowego referendum w sprawie uchylenia ósmej poprawki do konstytucji zrównującej prawo do życia kobiety i nienarodzonego dziecka oraz otwarcia drogi do liberalizacji przepisów aborcyjnych za zmianą prawa zagłosowało 66,4 proc. wyborców.

Proponowane przez rząd nowe prawo będzie obejmować możliwość przerwania ciąży do 12 tygodnia od poczęcia bez podania powodu po konsultacji z lekarzem, prawo do aborcji do 24 tygodnia w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, a także poważnego uszkodzenia płodu, które może doprowadzić do jego śmierci przed lub wkrótce po narodzinach, jak również nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub śmiertelnego uszkodzenia płodu.

Nowe przepisy mają według zapowiedzi polityków zostać wprowadzone do końca tego roku.