Afazja kasuje słowa. Trzeba się poświęcić, żeby wydobyć je z zapomnienia

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 30 listopada 2019 08:10

Najczęstszą przyczyną afazji jest uszkodzenie mózgu, które może powstać po udarze, urazie głowy czy operacji guza mózgu, podczas której trzeba usunąć struktury odpowiadające np. za mowę. Każdego roku afazja dotyka na świecie około 5 milionów ludzi. Cierpiał na nią m.in. Sławomir Mrożek; w 2002 r. przeszedł udar mózgu.

Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Dla człowieka zawodowo posługującego się słowem musiał być to dojmujący wstrząs, jeśli w ogóle można stopniować doznawane nieszczęścia i analizować, kogo bardziej bolą.

Wyobraźmy sobie kogoś, kto nie jest w stanie zrozumieć znaczenia kierowanych do niego słów. Ktoś taki domyśla się tylko, co do niego mówią, bo nie utracił zdolności odczytywania intonacji wypowiedzi, rozumie też język ciała. Potrafi odszyfrować, że zadano mu pytanie albo że coś oznajmiono i jakie emocje temu towarzyszą. Raczej przeczuwa niż wie.

Nawet gdyby z pozawerbalnych sygnałów jakimś trafem wyłowił prawidłowe znaczenie przekazu, to nie odpowie. Mozolne próby nawiązania kontaktu z otoczeniem kończą się totalną klęską. Z ust wytaczają się z trudem zlepki przypadkowych sylab i dziwaczne neologizmy. Na tym, z grubsza biorąc, polega koszmar ludzi z afazją czuciową (sensoryczną), który dodatkowo pogłębia coraz niższa samoocena.

Pisanie stało się terapią
Po pewnym czasie i wielu sesjach terapeutycznych pisarz odzyskał mowę. Pozostały jednak luki w pamięci. Mrożek tak wspomina ten okres: „Dnia 15 maja 2002 roku przeżyłem udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Afazja jest to częściowa lub całkowita utrata zdolności posługiwania się językiem, spowodowana uszkodzeniem niektórych struktur mózgowych. Kiedy odzyskałem mowę i podjąłem próbę powrotu do pracy, pani magister Beata Mikołajko, która jest z zawodu logopedą, zaproponowała mi, abym w ramach prowadzonej terapii napisał nową książkę”.

W takich okolicznościach powstała autobiograficzna książka „Baltazar”.

- To było ćwiczenie mowy pisarza, który posługuje się mową pisaną, żeby po udarze mózgowym, niedokrwieniu i uszkodzeniu ośrodka mowy wyćwiczyć powrót zdolności komunikowania za pomocą słowa pisanego - komentował z uznaniem determinację Mrożka neurochirurg prof. Wojciech Maksymowicz. Wyjaśniał, że książka i opisane w niej przeżycia są „dla tych, którzy wątpią, którzy opadają z sił, a mają takiego chorego”.

Czytaj: Maksymowicz: wszczepiliśmy 16 stymulatorów, 3 pacjentów odzyskało kontakt ze światem

Terapia powiodła się. „W trakcie pisania moja pamięć stopniowo powracała. W rezultacie we wrześniu 2005 roku, gdy kończyłem książkę, byłem w stanie przypomnieć sobie znacznie więcej wydarzeń, a także potrafiłem je zapisać” - relacjonował postępy w leczeniu.

Nie tylko knebluje, ale i zmienia człowieka
„Mam nadzieję, że pomimo oddania książki do druku proces ten będzie postępował i coraz sprawniej będę posługiwał się językiem zarówno mówionym, jak i pisanym. Wierzę, że z czasem wyrównam zdolność pisania na tyle, na ile jest to możliwe po afazji” - napisał Baltazar vel Sławomir Mrożek. Bo trzeba wiedzieć, że na potrzeby książki jej autor przybrał nowe nazwisko - Baltazar. Chciał w ten sposób przekazać ważne przesłanie: po udarze jest się innym człowiekiem. Była to podpowiedź, wskazówka, wołanie, sygnał do przemyśleń, w jakim kierunku powinna iść medycyna (czy inne dyscypliny zawiązane z człowiekiem), jeśli mamy zachować holistyczne podejście do pacjenta.

Recenzenci komentowali, że „z godną podziwu odwagą i determinacją wykorzystał przypadek własnej choroby do podjęcia zasadniczego problemu człowieka, jakim jest samoidentyfikacja jednostki. Co rozumiemy, mówiąc o sobie „ja”? Co to właściwie znaczy, że czujemy się sobą?” - zastanawiał się Antoni Libera we wstępie do „Baltazara”. Przypadek pacjenta Mrożka spuentował krótko, opatrując przedmowę tytułem: „To, co nas scala, to pamięć i mowa”.

Zatem afazja w swych długofalowych skutkach nie ogranicza się do uszkodzenia struktur mózgu, blokując mowę i pisanie. Jest groźniejsza niż ocenia medycyna.

Monsieur Leborgne odzyskał tożsamość
Cezary Domański, prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jest jednym z kilku, może kilkunastu polskich uczonych, zajmujących się w historią psychologii. To on ustalił, kim był Louis Victor Leborgne - pierwszy pacjent, którego przypadek dowiódł, że uszkodzenie specyficznej części mózgu powoduje zaburzenia mowy.

Dzięki badaniu uszkodzeń jego mózgu słynny dziewiętnastowieczny neurolog Paul Broca odkrył ośrodek mowy. Dziś ta struktura mózgu nosi nazwę obszaru Broki. Domański swoje ustalenia na temat tajemniczego pacjenta opublikował w "Journal of the History of the Neurosciences". Artykuł był cytowany później przez "The Washington Post".

Okazało się, że to francuski rzemieślnik, odlewnik, który przez całe życie zmagał się z padaczką. Najpewniej padaczka doprowadziła do uszkodzenia mózgu i afazji. Z tego też powodu nie mógł opowiedzieć lekarzom swojej historii. Nie powiedział im, że urodził się w 1809 r. w Moret, że jest jednym z siedmiorga rodzeństwa, że jego ojciec był nauczycielem, a matkę stracił w wieku 11 lat oraz że jako dziecko przeniósł się do Paryża, gdzie pracował do 30. roku życia, by w 1840 r. z paraliżem prawej strony ciała trafić w końcu do szpitala w Bicetre pod Paryżem. Tam stopniowo stan chorego, znanego jako Monsieur Leborgne albo Tan (tylko to słowo wymawiał) coraz bardziej się pogarszał.

W 1861 r. Tan znalazł się pod opieką słynnego neurologa, Paula Broca. Niedługo później Leborgne zmarł, a Broca dokonał autopsji, która doprowadziła do przełomu w badaniach neurologicznych (mózg Leborgne'a pokazywany jest w jednym z paryskich muzeów).

„Zdumiało mnie bardzo przedmiotowe potraktowanie pacjenta. Dla Broki było bardzo ważne, żeby napisać, jakie zmiany znalazł w jego mózgu, czym się charakteryzowały te zaburzenia, ale w ogóle go nie zainteresowało, kim naprawdę był ten człowiek. Nie podał jego imienia, nie napisał skąd pochodził, kiedy się urodził, nie napomknął słowem o jego rodzinie. Poznaliśmy tylko jego nazwisko i przezwisko "Tan". Nic poza tym” - opowiadał Cezary Domański kilka lat temu (23 lutego 2013 r.) w Kurierze Lubelskim w rozmowie z Arturem Borkowskim.

„Co to za życie? To jest smutne życie. Powiem więcej - to jest bardzo tragiczny życiorys” - podsumował prof. Domański, który nadał pierwszemu afatycznemu pacjentowi tożsamość, próbował odtworzyć i scalić jego pamięć i mowę.

Najlepsze urządzania nie zastąpią terapeutów
Zawodowo przywracaniem mowy zajmują się logopedzi, neurologopedzi lub neuropsycholodzy podczas terapeutycznych sesji. Żeby osiągnąć zauważalny efekt, powinno się odbyć co najmniej pięć sesji w tygodniu. Pomijając kwestię kosztów leczenia, barierą jest brak specjalistów i terapeutów z zakresu afazji.

W terapii przydatne są techniczne nowinki, jednak specjalistów nie zastąpią. Osoby cierpiące na afazję mają do dyspozycji systemy komputerowe do rehabilitacji. Na ekranie komputera pojawiają się m.in. zdania, które trzeba uzupełniać. Są też bezpłatne aplikacje z ćwiczeniami opracowanymi przez logopedów. Jedną z nich stworzyli naukowcy z Wydziału Promocji Zdrowia Collegium Medicum UJ. Ich program pomaga pacjentom w przypominaniu sobie słów, budowaniu prostych zdań i rozpoznawaniu kolorów.

Obiecujący systemem terapii zaburzeń mowy powstaje w polskim start-upie Neuro Device. Opowiedział nam o nim Paweł Soluch, założyciel i prezes Neuro Device Group.

Prototyp urządzenia już jest. Pomysł opiera się na założeniu, że stymulacja mózgu pozytywnie wpływa na jego plastyczność. Ale czy zastosowanie urządzenia stymulującego (specjalnej opaski) przekłada się na efekty w postaci ustąpienia lub złagodzenia afazji?

- Pierwsze efekty wpływu tej stymulacji na układ GABAergiczny zostały pokazane w badaniach naukowych. Te informacje są na tyle nowe, że nadal nie ma publikacji ze wspomnianych przeze mnie badań. Ale nasz projekt Neuro Device Voic to nie tylko stymulacja. Myślimy o nim szerzej, chcąc zapewnić pacjentom system, który uzupełni lukę w dostępie do terapii afazji. Umożliwimy stosowanie go w placówkach rehabilitacyjnych, gdzie jeden terapeuta będzie mógł zajmować się terapią kilku pacjentów w tym samym czasie. Podobnie z pacjentami w domach, którzy będą mogli używać systemu, z zachowaniem zdalnego nadzoru takiej rehabilitacji przez profesjonalistę - wyjaśniał Paweł Soluch.

Zastrzegał jednak, że stymulacja musi być wspierana terapią, w której pacjent aktywnie uczestniczy. Tylko wtedy może przynieść pozytywne efekty. Neuro Device Voic nie jest bowiem samą opaską stymulującą mózg. W założeniu jest zbiorem wielu elementów składających się na systemem terapii zaburzeń mowy - tłumaczył.

Nie wiadomo, kiedy urządzenie trafi na rynek. Komercjalizacja wyrobów medycznych to skomplikowany proces, który polski start-up prowadzi jednocześnie w kraju i w USA. Kiedy się zakończy, to kwestia najbliższych miesięcy. Może się okazać, że produkt będzie dostępny szybciej w USA niż w Polsce - powiedział.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum