Prof. Cezary Szczylik: w raku nerki zła praktyka kliniczna

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 24 marca 2009 20:02

Najczęściej na raka nerki chorują osoby po 50 roku życia. W ostatnich dekadach obserwuje się stały wzrost wykrywalności i zachorowań, co wiąże się ze starzeniem się społeczeństw, zwiększoną ekspozycją na związki rakotwórcze oraz zastosowaniem lepszych technik rozpoznawania - USG, tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny.

Jak tłumaczy doktor Jakub Żołnierek, ordynator oddziału onkologii w Europejskim Centrum Zdrowia w Otwocku, rak nerki jest nowotworem rzadkim, gdyż stanowi od 2 do 4 proc. wszystkich nowotworów złośliwych (w Polsce 3-4 proc.). Występuje głównie u mieszkańców krajów północnych; nieco częściej u mężczyzn i u mieszkańców miast. Zajmuje 10 miejsce na liście najczęstszych nowotworów złośliwych u kobiet i 9 miejsce w przypadku mężczyzn.

W rozwoju tego raka udział biorą zmiany genetyczne, ale ważną rolę odgrywają też czynniki środowiskowe, jak palenie tytoniu, otyłość, przewlekłe stosowanie doustnych leków przeciwbólowych oraz leków moczopędnych, ekspozycja na azbest, kadm i benzynę, dieta wysokobiałkowa i bogata w cholesterol, picie dużych ilości kawy, napromieniowanie oraz przewlekła dializoterapia. W Polsce wraz ze wzrostem zachorowań rośnie też umieralność pacjentów z rakiem nerki. Według statystyk, wśród osób z nowo rozpoznanym rakiem nerki odnotowuje się aż 50 proc. zgonów. Rak ten może być z powodzeniem wyleczony operacyjnie tylko wtedy jeśli zostanie wykryty wcześnie, zanim rozsieje się po organizmie.

Problemem jest to, że rak nerki nie jest jednolitą chorobą - istnieje kilka rodzajów tego nowotworu, z których każdy ma inne podłoże i inną wrażliwość na leczenie - podkreśla prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

- Dlatego w raku nerki powinno się stosować wiele leków. Tymczasem w Polsce refundowany jest tylko jeden - interferon alfa. W ten sposób Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia ograniczają kompetencje lekarzy onkologów, zmuszają ich do złej praktyki klinicznej i do popełniania błędów w terapii - twierdzi prof. Szczylik.

Specjalista przypomniał, że tzw. immunoterapia, czyli interferon alfa (IFN-alfa) oraz interleukina 2, zostały wprowadzone do leczenia raka nerki w latach 90. Choć leki te mogą u 2-5 proc. pacjentów doprowadzić do całkowitego wyleczenia, to mają dużą toksyczność. Poza tym IFN-alfa może działać tylko na jeden typ raka nerki i aż 85 proc. chorych nie odnosi korzyści z takiej terapii.

- Refundowanie tylko tego leku jest nieporozumieniem i oznacza wyrzucenie kilku milionów złotych rocznie w błoto. A pieniądze te można by wydawać na leki, które są efektywne - uważa Cezary Szczylik.

Przypomniał, że obecnie dostępnych jest wiele leków nowej generacji, które działają bezpośrednio na procesy prowadzące do wzrostu raka nerki. Chodzi tu głównie o proces angiogenezy, czyli powstawania nowych naczyń krwionośnych, które odżywiają guza i umożliwiają mu tworzenie przerzutów. Leki nowej generacji niemal dwukrotnie wydłużają przeżycie pacjentów z rakiem nerki, mają znacznie mniej działań ubocznych i poprawiają komfort życia chorego. Należą do nich m.in. sorafenib, sunitinib, bevacizumab, temsirolimus czy everolimus.

- Leki te nie prowadzą wprawdzie do wyleczenia raka nerki, ale pozwalają pacjentowi żyć z nim tak, jak się żyje z chorobą przewlekłą. Aż 80 proc. chorych odnosi korzyść z ich podania. Niestety polscy pacjenci z rakiem nerki nie mają do nich prawie żadnego dostępu. Mamy dobre podstawy naukowe do tego, aby każdy z tych leków znalazł się na liście refundacyjnej - dodaje prof. Szczylik.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum