W stwardnieniu rozsianym leczenie trzeba wdrażać jak najszybciej

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 15 marca 2016 08:49

- Najważniejszą rzeczą dla wszystkich chorych na SM jest rozpoczęcie wczesnego leczenia. Szybkie wdrożenie terapii zwiększa szansę na spowolnienie postępu choroby, a co się z tym wiąże, na opóźnienie postępu niesprawności - podkreślają neurolodzy.

Wskazaniem do podjęcia wczesnego leczenia w SM jest też niekorzystne duża ilość zmian w obrazie rezonansu magnetycznego. Fot. PTWP

Prof. Zdzisław Maciejek, neurolog w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką SP ZOZ w Bydgoszczy wyjaśnia, że kiedy lekarz spotyka się z nowo zdiagnozowanym pacjentem i zastanawia się nad wdrożeniem u niego leczenia zawsze powinien myśleć długofalowo.

Wczesne leczenie
Dodaje też, że niezmiernie ważne jest to, aby leczenie zostało wdrożone jak najszybciej. Z dostępnych na świecie badań wynika jasno, że im wcześniej zostanie zastosowane, tym większa szansa na spowolnienie przebiegu choroby.

Jeżeli chodzi o badania kilkunastoletnie, to dotyczą one leczenia interferonem-beta 1 a. Wynika z nich jednoznacznie, że prawie 91 proc. chorych leczonych tym lekiem, którzy podlegali obserwacji, po 10 latach nie przekraczało 4 stopnie niepełnosprawności w skali EDSS (z ang. Expanded Disability Status Scale, w Polsce znana pod nazwą - Rozszerzona Skala Niewydolności Ruchowej).

W tym badaniu, wg skali DSS 79 proc. chorych było poniżej 3 stopni niepełnosprawności. Także osoby, które miały mniej ognisk zapalnych - a ich liczba jest mniejsza, jeśli są skutecznie leczeni - po dziesięciu latach od postawienia rozpoznania osiągały mniejszy stopień niepełnosprawności. To wszystko potwierdza sens wczesnego leczenia - wyjaśnia prof. Maciejek.

I dodaje: - Wiemy już, co uzasadnia zastosowania wczesnego leczenia. Jest to przede wszystkim wczesny okres choroby, gdzie dominuje proces zapalny i zwyrodnieniowy, a aktywność rezonansu występuje 7-10 razy częściej niż aktywność kliniczna. Wskazaniem są też częste rzuty choroby, powyżej dwóch na rok oraz niekorzystne rokowanie i duża ilość zmian w obrazie rezonansu magnetycznego.

- W przypadku postaci wysoce aktywnej leczenie powinno zaczynać się od terapii indukcyjnej. Lekiem z wyboru powinien być natalizumab, a rozpoczęcie leczenia powinno nastąpić tak szybko, jak jest to możliwe - podkreśla prof. Maciejek.

Punkt krytyczny - odsunięty w czasie
Z takim twierdzeniem zgadza się prof. Hans Peter Hartung z Kliniki Neurologii w Heinrich-Heine-Universität Düsseldorf, który przytacza kolejne badania wskazujące na zyski wynikające z wczesnego wdrożenia terapii.

Francuzi przeprowadzili badania, które dotyczyło pacjentów, którzy osiągnęli 3 punkt w skali EDSS. Wynika z nich, że na początku choroby występuje zróżnicowanie w chorowaniu i postępie niepełnosprawności u chorych. Może nastąpić pogorszenie albo polepszenie.

- Jeśli jednak chory przekroczy poziom 3 w skali EDSS, określany jako moment krytyczny, dalszy przebieg choroby jest przewidywalny, bardzo podobny u wszystkich i stereotypowy. Także pod względem postępu niepełnosprawności. Na tym etapie dla pacjenta niewiele już się da zrobić - wyjaśnia prof. Hartung.

Zaznacza też, że bardzo ważne jest badanie, mające na celu przyjrzenie się terapiom modelującym przebieg choroby. Wynika z niego, iż u pacjentów nieleczonych istnieje większe prawdopodobieństwo, że ich choroba przybierze postać wtórnie postępującą. Natomiast, ci którzy otrzymywali leczenie metodami modelującymi przebieg choroby mieli większe szanse na spowolnienie jej przebiegu.

- U niektórych pacjentów dojście do poziomu EDSS 3 może zająć rok u innych 20 lat, ale kiedy dojdą do tego etapu, to dalszy rozwój choroby następuje w tym samym tempie - wyjaśnił prof. Hartung.

Istnieją też badania, które pokazują, że we wczesnym przebiegu choroby występują czynniki determinujące to, co dzieje się 10-20 lat później. Wynika z nich, że początkowa duża ilość nawrotów choroby nie jest dobrym czynnikiem prognostycznym.

- Jeśli pacjent ma jeden nawrót choroby to prawdopodobieństwo dojścia do punktu krytycznego jest niższe niż u pacjentów, którzy mają dwa lub więcej nawrotów choroby. Dlatego też te wczesne fazy choroby mogą być podatne na interwencje medyczne, a później choroba rozwija się niezależnie od tego jakie leczenie zastosujemy - podsumował prof. Hartung.

Od czego zacząć
Prof. Krzysztof Selmaj, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi z kolei zwrócił uwagę na korzyści wynikające z rozpoczęcia leczenia chorych nowo zdiagnozowanych tecfiderą. Jak zaznaczył, obecne badania koncentrują się na działaniach klinicznych tecfidery w tej grupie chorych.

Działania kliniczne tecfidery u pacjentów nowo zdiagnozowanych, czyli takich, którzy wcześniej nie byli leczeni żadnym lekiem i u których choroba została rozpoznana, nie dalej niż w ciągu roku.

- W tej grupie pacjentów bardzo świeżej, ta aktywność zmniejszania niepełnosprawności jest znacznie lepsza niż u pozostałych pacjentów i utrzymuje się na poziomie 61 proc. Z kolei u chorych wcześniej leczonych, którzy nie odpowiedzieli na żadną z terapii SM-owej zmniejszenie niepełnosprawności wynosi 40 proc, czyli jest wyraźnie niższe niż u pacjentów nowo zdiagnozowanych. To wskazuje jasno, że leczenie pacjentów powinno odbywać się, jak najszybciej, bo wtedy możemy osiągnąć dużo lepsze wyniki - podkreślił prof. Selmaj.

Zaznaczył też, że z kolei spadek aktywności rzutowej u pacjentów nowo zdiagnozowanych jest na poziomie 56 proc. i 43 proc. u pacjentów, którzy wcześniej się leczyli, co także potwierdza wyraźne korzyści.

Dodał również, że podobne wnioski wynikają z kolejnych badań 5-letnich dotyczących sprawności pacjentów. Otóż okazuje się, że u chorych, którzy wcześniej byli leczeni innymi lekami niż tecfidera, sprawność po 5 latach była dużo gorsza niż u chorych, którzy od początku choroby korzystali z tecfidery.

O terapii wspólnie z pacjentem
Prof. Maciejek wyjaśnia również, że bardzo ważne z punktu widzenia utrzymania się w terapii przez pacjenta jest wybór terapii leczniczej przez lekarza wspólnie z pacjentem, którego to leczenie dotyczy.

- Lekarz powinien przeanalizować różne mechanizmy działania leku, potencjalne przeciwwskazania, takie jak np. schorzenia wątroby czy choroby współistniejące, poziom psychotolerancji leczenia, sposób podawania leków - podkreślił prof. Maciejek.

Przyznał również, iż już dziś wiadomo, że terapie wymagające rzadszego podawania są lepiej tolerowane. Dlatego też powinno rozważyć się personalizację leczenia, a taki argument jak dostosowania swoich codziennych warunków życiowych do przyjmowania leków powinien być decydującym przy wyborze terapii dla konkretnego pacjenta.

Czytaj też. Prof. Hartung: brak dostępu do nowych terapii w SM to gorszy wynik kliniczny

Tekst powstał w oparciu o dyskusję podczas konferencji "Stwardnienie Rozsiane 2016" (Łódź, 4-5 marca 2016 r.).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum