Stwardnienie rozsiane. "W podejściu do leczenia SM dokonuje się prawdziwy przełom"

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia27 września 2021 17:29

W myśleniu o leczeniu SM dokonuje się przełom. Należy je rozpoczynać od terapii wysokiej skuteczności w celu uniemożliwienia rozwoju choroby. W tym kierunku idzie cały świat - przekonują eksperci.

SM diagnozuje się najczęściej u osób młodych Fot. Shutterstock
  • W leczeniu SM terapię eskalacyjną, tj. rozpoczynanie leczenia pacjenta od leków podstawowych, a dopiero później, w miarę pogarszania się jego stanu, podawanie leków o wysokiej skuteczności, powinno zastąpić rozpoczynanie leczenia od leków wysokiej skuteczności - mówią eksperci
  • Badania pokazują, że leki o wysokiej skuteczności dużo lepiej tłumią występowanie rzutów, spowalniają postęp niesprawności, a u niektórych pacjentów mogą też poprawić stan ich wydolności - wyjaśniają specjaliści
  • W leczeniu pacjenta z SM kluczowe jest zatrzymanie rozwoju choroby już na samym początku, co umożliwia zahamowanie procesu powstawania zmian z mózgu i rdzeniu kręgowym - podkreślają neurolodzy

Stwardnienie rozsiane (SM) jest jedną z najczęstszych chorób ośrodkowego układu nerwowego. W Polsce choruje na nią ok. 45 tys. osób. Najczęściej choroba pojawia się u ludzi młodych, pomiędzy 20, i 40. rokiem życia.

U każdego pacjenta przebiega inaczej, ale można wyróżnić trzy główne postaci: rzutowo-remisyjną (RRSM), pierwotnie postępującą (PPSM) oraz wtórnie postępującą (SPMS).

Jeszcze do niedawna leczenie było możliwe jedynie u pacjentów z rzutowo-remisyjną postacią SM. Chorzy z postacią pierwotnie postępującą nie mieli żadnej skutecznej terapii. Podobnie było w przypadku postaci wtórnie postępującej - terapie dostępne w ramach programów lekowych dla postaci rzutowo-remisyjnej nie wykazywały tu skuteczności. Teraz sytuacja ulega zmianie.

Jak zauważa prof. Agnieszka Słowik, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, kierownik Oddziału Klinicznego Neurologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, od 2013 r. obserwujemy wzrost liczby chorych objętych leczeniem stwardnienia rozsianego.

"Pacjenci z SM wyglądają teraz zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu"

- To właśnie wtedy pacjenci uzyskali usystematyzowaną opiekę. W Polsce funkcjonują dwa programy lekowe - program pierwszej linii i program drugiej linii. W 2013 r. program był realizowany w 115 ośrodkach pierwszoliniowych i 32 ośrodkach drugoliniowych. Teraz mamy 123 ośrodki pierwszoliniowe i 55 ośrodków, które realizują program pierwszej i drugiej linii. Przez te lata wszystkie leki dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym są dostępne w Polsce, oprócz jednego leku stosowanego u pacjentów z postacią wtórnie postępującą SM - przypomina konsultant.

- Uważamy ten stan za wielki sukces. Jeśli porównamy pacjentów leczących się w przychodniach neurologicznych przed 15. laty i tych leczących się teraz, to wyglądają oni zupełnie inaczej. Wcześniej chorzy przychodzili do przychodni z pomocą innych osób, poruszali się na wózkach lub korzystali z kul łokciowych. W tej chwili bardzo wiele osób to ludzie samodzielni, sprawni, pracujący. To wszystko zasługa leków - wskazuje prof. Słowik.

Prof. Halina Bartosik-Psujek, podkarpacki konsultant wojewódzki w dziedzinie neurologii podkreśla, że z choroby nieuleczalnej, pozbawionej jakiejkolwiek terapii spowalniającej, stwardnienie rozsiane stało się obecnie chorobą, w której można pacjentowi pomóc.

"W leczeniu SM latami przechodziliśmy do kolejnych etapów. Teraz wkraczamy w nowy"

- Przełomem było wprowadzenie na początku lat 90. ub. wieku preparatów iniekcyjnych interferonu Beta. W Polsce taki specyfik, pierwszy lek dla pacjentów z SM, został wprowadzony w 2004 r. Następnie przez kilka lat stosowaliśmy różne wersje interferonu. Później wprowadzone zostały leki doustne. Był to kolejny element zmiany, ponieważ ten lek pacjent mógł przyjmować w prosty sposób, bez konieczności częstych iniekcji - zaznacza prof. Bartosik-Psujek.

- Następnym elementem zmieniającym obraz leczenia SM było wprowadzenie przeciwciał monoklonalnych. Były to już leki o wyższej skuteczności i celowane, ukierunkowane na konkretny element patogenezy stwardnienia rozsianego. Spowodowały, że pacjentów z większą progresją choroby i częstszymi rzutami możemy leczyć bardziej aktywnie i skutecznie - wyjaśnia specjalistka.

- Kolejnym etapem było dostosowanie leku do postaci klinicznej choroby. Należy przypomnieć, że stwardnienie rozsiane zaczyna się rzutami i remisjami. W SM pojawiają się w sposób ostry lub podostry objawy neurologiczne o różnym nasileniu, w badaniu rezonansowym pojawia się również aktywność zapalna. Później następuje wycofanie objawów z pozostawieniem (bądź nie) deficytu. Po jakimś czasie u większości chorych rozwija się postać wtórnie postępująca. Rzuty występują wówczas rzadziej lub nie ma ich w ogóle, rozpoczyna się natomiast systematyczna progresja choroby - wskazuje.

- Jeszcze innym typem jest postać pierwotnie postępująca, w której progresję mamy cały czas, bez nakładających się rzutów. To trzy typowe przebiegi stwardnienia rozsianego. Wszystkie preparaty, o których była mowa, są dedykowane dla chorych z rzutowo-remitującą postacią SM - dodaje ekspertka.

- Teraz zaczynamy mieć leki dedykowane dla kolejnych postaci choroby. Dla postaci pierwotnie postępującej zarejestrowane jest przeciwciało monoklonalne, dostępne w terapii w Polsce. Dla postaci wtórnie postępującej także mamy lek, który wykazał skuteczność u takich chorych, pozbawionych dotychczas jakiejkolwiek terapii. Ten lek nie jest na razie dostępny w polskich programach lekowych, w przypadku dużej grupy pacjentów mamy zatem „białą plamę”. Czekamy na rozwiązanie problemu, bo nie możemy zostawić chorych bez pomocy - mówi prof. Bartosik-Psujek.

Terapia eskalacyjna. Czas od niej odejść

Prof. Krzysztof Selmaj, dyrektor Centrum Neurologii w Łodzi, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Neurologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie zwraca uwagę, że leki stosowane w terapii stwardnienia rozsianego możemy podzielić na leki podstawowe, które pojawiły się w naszych możliwościach leczenia w latach 90. oraz na leki o wysokiej skuteczności, tzw. HET (highly effective treatment).

- Te drugie do naszych działań wchodziły stosunkowo powoli. Przyczyną były sygnały, że być może nie są one wystarczająco bezpieczne. W związku z tym przez kilka lat stosowana była w SM tzw. terapia eskalacyjna: rozpoczynaliśmy leczenie pacjenta od leków podstawowych, a dopiero później, w miarę pogarszania się jego stanu, podawane były leki o wysokiej skuteczności - wskazuje prof. Selmaj.

- Nie było to oczywiście korzystne dla chorego, u którego pojawiały się zmiany neurologiczne, a te są w SM nieodwracalne. Należałoby zatem rozpoczynać terapię od leczenia wysokiej skuteczności w celu uniemożliwienia rozwoju choroby. Tym bardziej, że przez kilkanaście lat doświadczeń z tymi lekami okazało się, że bezpieczeństwo większości z nich jest dobre, porównywalne z bezpieczeństwem leków podstawowych - podkreśla ekspert.

"Zmiana strategii leczenia staje się na świecie faktem"

- Dlatego strategia zmiany leczenia, polegająca na jego rozpoczynaniu od leków wysokiej skuteczności, umacnia się i staje się na świecie faktem. Wyniki wszystkich badań również wskazują, że leczenie wysoko skuteczne zastosowane na samym początku daje dużo lepsze wyniki w dalszej perspektywie - dodaje.

- Jeśli chodzi o nasz program lekowy, to jest on ciągle jeszcze osadzony w terapii eskalacyjnej, co należy zmienić. Trzeba też jasno powiedzieć, że w Polsce dostęp pacjentów do terapii wysokiej skuteczności nadal jest trudny. A możliwość jak najskuteczniejszego leczenia jest przecież głównym oczekiwaniem chorych. Okazuje się, że są oni nawet skłonni zaakceptować pewne ryzyko objawów ubocznych, jeśli ma im to przynieść wymierne korzyści, choćby w postaci możliwości samodzielnego poruszania się przez kolejne lata - zaznacza prof. Selmaj.

Leki o wysokiej skuteczności. Co je różni od podstawowych?

Przytacza też wyniki badań, które wskazują, że lek o wysokiej skuteczności - ofatumumab, zmniejsza aktywność rzutową, tj. częstość rzutów, na przestrzeni dwóch lat o 50-60 proc. w porównaniu do leku podstawowego, teryflunomidu.

- Ponadto możemy ocenić, w jaki sposób dany lek wpływa na rozwój niesprawności u pacjentów z postacią rzutową SM. Okazuje się, że u chorych leczonych ofatumumabem niesprawność rozwijała się o ponad 50 proc. wolniej, niż u pacjentów leczonych lekiem podstawowym, teryflunomidem. Leki o wysokiej skuteczności dużo lepiej tłumią zatem występowanie rzutów, spowalniają postęp niesprawności, a u niektórych pacjentów mogą też poprawić stan ich wydolności. To zupełnie nowe zjawisko, które teraz badamy - mówi prof. Selmaj.

- W obrazie rezonansowym widzimy też, że leki wysokiej skuteczności, takie jak ofatumumab, znoszą zmiany zapalne w mózgu. Wydaje się, że możemy zatem oczekiwać, iź skoro tych zmian zapalnych nie ma, nie będzie także w dłuższej perspektywie czasowej rozwoju choroby. Podsumowując, dzięki lekom wysokiej skuteczności możemy zyskać:

  1. zahamowanie aktywności zapalnej w mózgu,
  2. zahamowanie występowania rzutów
  3. zmniejszenie tempa rozwoju niesprawności.

Te parametry różnicują te preparaty od leków podstawowych - wyjaśnia ekspert.

"Pacjent może w zasadzie zapomnieć, że choruje"

Dr Elżbieta Jasińska z Poradni Neurologicznej Resmedica w Kielcach przypomina, że stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną, w której proces zapalny jest procesem dominującym, szczególnie w pierwszych etapach choroby.

- Dlatego zastosowanie w tym czasie odpowiedniego leku daje szansę na wstrzymanie postępu niepełnosprawności, redukcję zmian w rezonansie i redukcję liczby rzutów - wskazuje specjalistka.

- Pacjenci korzystając z terapii wysoko efektywnych mogą czuć się bezpiecznie. Doskonale tolerują leczenie i nie obserwujemy znaczącej liczby działań niepożądanych. Ważny jest też komfort podawania leku - raz w miesiącu, podskórnie, w domu. Pacjent może w zasadzie zapomnieć o tym, że choruje - zauważa.

- Chory leczony w ten sposób rzadziej korzysta z pomocy specjalistów i ze zwolnień lekarskich. Terapie te nie wymagają też hospitalizacji i premedykacji, co przekłada się nie tylko na jakość życia pacjenta, ale też na mniejsze koszty ponoszone przez system - argumentuje dr Jasińska.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum