SM: terapie o wysokiej skuteczności powinny być wdrażane już na starcie

Autor: • Źródło: Rynek Zdrowia06 maja 2021 06:00

Leczenie chorych na SM należy zaczynać od wysokoskutecznych terapii. Dzięki temu pacjenci dłużej są sprawni. Trend ten zdobywa uznanie na całym świecie - mówi prof. Selmaj.

SM: terapie o wysokiej skuteczności powinny być wdrażane już na starcie
Prof. Krzysztof Selmaj jest przekonany, że wysokoskuteczne terapie należy wdrażać od samego początku, Fot: PTWP
  • W Polsce na stwardnienie rozsiane choruje około 45 tysięcy osób
  • W leczeniu SM należy zrobić wszystko, by zatrzymać rozwój choroby na samym początku. Dzięki temu hamujemy proces powstawania zmian w mózgu lub w rdzeniu kręgowym
  • W Polsce pacjentów leczymy eskalacyjnie, to znaczy, że zaczynamy od leku podstawowego, a terapie bardziej skuteczne wdrażamy, gdy pacjent się pogorszy 
  • Świat odchodzi od tego schematu leczenia. Jest coraz więcej badań, które wskazują, że leczenie wysokoskuteczne powinno się wdrażać jak najszybciej

Neurolodzy na całym świecie dochodzą do wniosku, że nie ma potrzeby odwlekania w czasie wdrażania terapii o wysokiej skuteczności, czekając na momentu, aż pacjent się zacznie pogarszać.

- Takie działania narażają chorych na trwałą utratę sprawności. Mamy coraz więcej badań, które wskazują w sposób jednoznaczny, że leczenie wysokoskuteczne powinno się wdrażać jak najszybciej - wyjaśnia prof. Krzysztof Selmaj, kierownik Katedry Neurologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie i Centrum Neurologii w Łodzi.

Choroba o wielu twarzach

Prof. Krzysztof Selmaj przypomina, że w Polsce na SM choruje ok. 45 tys. osób. Choroba ma różne oblicza i potrafi u każdego pacjenta przebiegać nieco inaczej. - SM u pacjentów różni się objawami, stopniem zaawansowania i tempem narastania niesprawności – podkreśla ekspert.

Dodaje: - Wyróżnia się trzy postacie tego schorzenia: rzutowo-remisyjną (RRMS), pierwotnie postępującą (PPMS) oraz wtórnie postępującą (SPMS). Ta ostatnia rozwija się w naturalnym przebiegu choroby u pacjentów cierpiących początkowo na postać RRMS. Najczęściej rozpoznajemy u chorych postać rzutowo-remisyjną i też dla tej postaci mamy najwięcej opcji terapeutycznych.

Neurolog wyjaśnia też, że w postaci RRMS pogorszenie stanu zdrowia chorego następuje po każdym kolejnym rzucie choroby, dlatego tak ważne jest, aby jak najdłużej utrzymywać chorego w takim stanie, który nie doprowadza do następnych rzutów. - Postać rzutowo-remisyjna zwykle rozwija się wcześnie, u osób młodych, częściej kobiet (ok. 60-70 proc.), wchodzących w dorosłe życie, które mają swoje plany zarówno rodzinne, społeczne, jak i zawodowe - mówi.

Tym, na co należy bezwzględnie zwrócić uwagę, prowadząc chorego z SM - tłumaczy prof. Selmaj - jest czas.

- W leczeniu SM czas jest niezwykle ważny dlatego, że obecnie w terapii tej choroby dysponujemy lekami, które hamują proces patologiczny i rozwój choroby. Nie mamy leków, które potrafią cofnąć zmiany już wywołane zachodzącym w organizmie procesem chorobowym. Dlatego tak ważne jest, aby zatrzymać rozwój choroby na samym początku. Dzięki temu hamujemy proces powstawania zmian w mózgu lub w rdzeniu kręgowym. Kiedy skuteczne działanie terapeutyczne wdrażamy z opóźnieniem, wówczas nie mamy już wpływu na zaistniałe zmiany - wyjaśnia ekspert.

Specjalista neurolog tłumaczy, że im więcej takich zmian powstanie, tym więcej deficytów ma pacjent, a tych nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Pacjent jest już skazany na życie z powstałymi niesprawnościami. - Trzeba też pamiętać, że powstające zmiany są związane z konkretnymi modelami klinicznymi choroby. Mowa tu o postaci rzutowo-remisyjnej, która po każdym kolejnym rzucie pozostawia u chorego ślad w postaci jakiegoś deficytu - zaznacza neurolog.

Pacjentów leczymy eskalacyjnie

Prof. Selmaj wyjaśnia również, że polscy pacjenci mają zapewniony dostęp do leczenia na zadawalającym poziomie, ale dotyczy to tzw. leków podstawowych.

- Dziś możemy dość szybko włączać pacjenta do programu lekowego tzw. pierwszej linii. Dość duża część pacjentów potrzebuje jednak leczenia bardziej zaawansowanego. Niestety przejście chorego z leczenia pierwszoliniowego do leczenia z zastosowaniem leków o wysokiej skuteczności jest w Polsce bardzo trudne. Regulator wprowadził bowiem bardzo restrykcyjne zapisy, przewyższające te, wynikające z zapisów rejestracyjnych, które utrudniają przekierowywanie chorych na tzw. leczenie drugoliniowe - zaznacza ekspert.

Tymczasem - jak wyjaśnia prof. Selmaj - mamy coraz więcej danych sugerujących, że leczenie o wysokiej skuteczności powinniśmy rozpoczynać od samego początku. Tylko wtedy możemy u chorego osiągnąć najlepsze wyniki.

- Świat odchodzi od terapii eskalacyjnej, wciąż stosowanej w Polsce. Ten rodzaj terapii opierał się na założeniach, że leczenie należy zaczynać od leku podstawowego, a dopiero wówczas, gdy z pacjentem dzieje się coś złego należy przechodzić do innego leku pierwszoliniowego albo, jeśli ten również okaże się nieskuteczny, do leku o wysokiej skuteczności. Takie podejście odbywa się kosztem zdrowia pacjenta, który musi się bardzo pogorszyć, aby nabyć prawo do efektywniejszej terapii - tłumaczy ekspert.

Dodaje: - Regulator zapomina przy tym, że często te pogorszenia są nieodwracalne i prowadzą do niepełnosprawności.

- Poglądy dotyczące leczenia ewaluują. Jeszcze kilka lat temu obawiano się tego, że leki o wysokiej skuteczności mogą być mniej bezpieczne. Dziś, po kilkuletniej obserwacji widzimy, że profil bezpieczeństwa tych leków jest zadawalający. Z tego powodu neurolodzy dochodzą do wniosku, że nie ma potrzeby odwlekania w czasie dostępu chorym do tych terapii i czekania, aż pacjent się będzie pogarszać. Na ostatniej Akademii Neurologicznej w Stanach Zjednoczonych odbywającej się w formie on-line przedstawiono wiele doniesień naukowych i badań prowadzonych przez różne ośrodki na całym świecie, które wskazują, że leczenie o wysokiej skuteczności powinno się wdrażać jak najszybciej – podkreśla ekspert.

Pora na zmiany w leczeniu

Prof. Selmaj tłumaczy, że także on sam jest przekonany, że należy dążyć do tego, aby leczenie o wysokiej skuteczności było dostępne od samego początku. Tylko wówczas, pacjent ma pewność, że otrzyma najbardziej skuteczne leczenie, które najlepiej zabezpieczy go przed rozwojem choroby.

- Także lekarz czuje się bezpieczniej wiedząc, że leczy chorego efektywnie. Rozwiązanie to opiera się na wiedzy i doświadczeniu lekarza. Tymczasem obecnie, kiedy leczenie odbywa się w ramach ściśle regulowanych programów lekowych, lekarz ma niewielkie pole do manewru. Dobierając terapię musi przede wszystkim kierować się zapisami programu lekowego a nie wiedzą medyczną. W chwili obecnie możemy dać pacjentowi wysokoskuteczne leczenie tylko wtedy, gdy udowodnimy, że lek podstawowy nie działa, a pacjent wyraźnie się pogorszył np. przestał chodzić. Co rozumiemy pod pojęciem niedziałania leków? - pyta ekspert.

- To, że lek nie jest skuteczny lekarz może obecnie stwierdzić jedynie po objawach neurologicznych, świadczących o postępie choroby. Mam tu na myśli: niedowłady, zaburzenia widzenia, zaburzenia koordynacji. Po prostu pacjent musi stać się bardziej chory, żeby lekarz mógł dać mu lek bardziej skuteczny. I to jest zupełnie nielogiczne, ponieważ natura tego efektywniejszego leku nie sprawi jednak, że powstałe zmiany znikną. Jego siła sprowadza się do tego, że dwu-trzy-krotnie bardziej zapobiega rozwojowi choroby w dalszej perspektywie, ale objawy, które już wystąpiły zostaną na zawsze - wyjaśnia.

- Dlatego logiczne jest, żeby leki te włączać jak najszybciej, żeby zwiększyć szansę na zablokowanie postępu choroby - zaznacza.  W ostatnim czasie pojawiają się także w literaturze neurologicznej poglądy, iż opóźnianie zastosowanie wysokoskutecznej terapii SM jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nieetyczne - dodaje.

Obecne regulacje - w ocenie eksperta - nie pozwalają lekarzowi na podanie choremu skutecznego leku wówczas, gdy ten go potrzebuje, pomimo ewidentnych wskazań medycznych wynikających z aktualnej wiedzy oraz zapisów rejestracyjnych leku.

Na szybkim, nowoczesnym leczeniu chory zyskuje

Jak podkreśla prof. Krzysztof Selmaj dobrym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie administracyjnej, drugiej linii leczenia i umożliwienie lekarzowi stosowania wysoko skutecznych leków od samego początku. Tylko wtedy pacjenci odniosą największą korzyść z leczenia.

Dodaje: - Dziś mamy już wieloletnie obserwacje dotyczące skuteczności i profilu bezpieczeństwa leków o wysokiej skuteczności. Nasze doświadczenia sięgają od 9 do 14 lat, w zależności od tego, o którym leku mówimy. Dzięki tym obserwacjom wiemy, że u pacjentów leczonych długofalowo lekami o wysokiej skuteczności, nie obserwuje się niepokojących objawów ubocznych, które powstawałyby z czasem. Na tej podstawie neurolodzy na całym świecie wnioskują, że nie ma potrzeby odraczać w czasie tego nowoczesnego leczenia i wstrzymywać moment wdrażania u pacjentów najskuteczniejszych terapii na bliżej nieokreślony czas.

- Wiemy już, że leczenie wysokoskutecznymi lekami możemy bezpiecznie wdrażać u chorych od samego początku choroby, po to, by jak najlepiej pacjenta zabezpieczyć i nie dopuścić do powstania trwałej niesprawności. SM to ciężka choroba, które może powodować objawy dewastujące życie pacjenta. Pacjent, który ma szansę na zablokowanie rozwoju choroby na poziomie 80 proc. będzie praktycznie zdrowy przez kolejne dziesiątki lat. Taka jest idea tego leczenia - puentuje ekspert.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum