Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 28-06-2019 16:22

SM: neurolodzy zabiegają o pilne zmiany w finansowaniu obsługi programów lekowych

Zmiany sposobu finansowania obsługi programów lekowych w stwardnieniu rozsianym (SM) a także wydłużenie ważności badań rezonansowych (do min. 90 dni zamiast obecnych 60) dla tej grupy pacjentów, to rozwiązania, które udrożnią kolejki utrudniające wejście do programów - podkreślają neurolodzy.

Prof. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii Fot. PTWP

Eksperci przypominają, że obecnie w ok. 30 proc. ośrodków prowadzących programy lekowe I i II linii w stwardnieniu rozsianym na wejście do programu czekają kolejki. Przyczyny tej sytuacji upatrują z jednej strony w nieadekwatnej do ponoszonych przez placówki kosztów wycenie obsługi programów, z drugiej strony - w brakach kadrowych.

Jak mówiła Rynkowi Zdrowia prof. Alina Kułakowska z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, w programie lekowym dla chorych na SM ryczałt jest zapewniony jedynie na badania diagnostyczne, natomiast jeśli chodzi o obsługę tych programów, to na pacjenta jest przeznaczona maksymalna kwota roczna w wysokości 1248 zł. Szpital otrzymuje ją w całości tylko wówczas, gdy pacjent "zaliczy" dwanaście wizyt w ramach programu.

- Jeśli chory będzie miał tylko cztery takie wizyty w roku, NFZ zapłaci placówce za obsługę tego pacjenta w programie jedynie 432,64 zł (pojedyncza wizyta kosztuje 108,16 zł.). Tymczasem przy kwocie 1248 zł program lekowy może się "spiąć", ale przy mniejszej sumie już nie - tłumaczy prof. Kułakowska.

Zdanie to podziela prof. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, która przyznaje, że w sytuacji, gdy lekarz nie przyjmie chorego dwanaście razy w roku, program lekowy przestaje się bilansować.

- Trudno się dziwić dyrektorom szpitali, że niechętnie patrzą na niedochodowe świadczenia, a takimi są na pewno programy lekowe w neurologii. Są one tak nisko wyceniane, że lekarz nie ma środków finansowych, żeby zatrudnić dodatkowe osoby od obsługi. Ponadto, aby szpital mógł wyjść na swoje, pacjent musi mieć dwanaście wizyt w roku - podkreśla prof. Ryglewicz.

Ryczałt odblokuje kolejki

Dlatego neurologom zależy na tym, aby płatnik płacił za obsługę programu ryczałtowo. Takie rozwiązanie mogłoby być wprowadzone przez NFZ poprzez uwzględnienie dodatkowego świadczenia w Katalogu Świadczeń dedykowanego programowi "Leczenie stwardnienia rozsianego", jak to miało miejsce w przypadku innych programów, np. dla AMD.

Obecnie dla większości terapii w SM realizowanych w ramach programów lekowych wymagane jest monitorowanie pacjenta raz na 3 miesiące, jednak pacjent musi pojawiać się na wizyty kontrolne i pobranie leku raz na miesiąc. W związku z tym środowisko neurologów SM postuluje przyjmowanie pacjenta raz na 3 miesiące, w trybie ambulatoryjnym, jako sumę dotychczasowych przyjęć comiesięcznych (108,16zł x 3 = 324,48 zł).

Prof. Ryglewicz wyjaśnia, że takie rozwiązanie przyniosłoby korzyści wszystkim uczestnikom rynku.  - W sytuacji, gdy w danym ośrodku prowadzącym program lekowy jest wielu chorych, którzy przychodzą co miesiąc, lekarz nie jest w stanie się nimi zająć. To problem, który powoduje, że w niektórych ośrodkach pacjenci czekają w kolejkach, ponieważ lekarze nie dysponują dodatkowym czasem ani siłami aby przyjąć ponadplanowych pacjentów - zaznacza prof. Ryglewicz.

- Należy też pamiętać, że nie każdy pacjent, z punktu widzenia medycznego, potrzebuje dwunastu wizyt w roku. Zdecydowana większość chorych mogłaby przychodzić do neurologa w ramach programu lekowego raz na trzy miesiące. Takie rozwiązanie byłoby też korzystne dla chorych, którzy nierzadko muszą zwalniać się z pracy, aby dojechać na wizytę do ośrodka. Jeśli ma to miejsce raz w miesiącu, jest to dla chorych dużym obciążeniem - dodaje.

Lepsza wycena programów

Jednocześnie ekspertka zaznacza, że należałoby zwiększyć wycenę kosztów obsługi programów lekowych, ponieważ ta dotychczasowa nie zmieniła się od piętnastu lat, pomimo że od tego czasu zmieniły się wynagrodzenia lekarzy i pielęgniarek. W tej sytuacji trudno się dziwić, że coraz mniej lekarzy zgłasza chęć zajęcia się programami lekowymi.

Prof. Ryglewicz tłumaczy też, że zbyt często zapominamy, że w ramach wyceny kosztów obsługi nie chodzi tylko o wynagrodzenie lekarza, chociaż on tu odgrywa podstawową rolę, ale również o wynagrodzenie dla pielęgniarek, a także sekretarek medycznych, które odciążyłyby lekarzy przy wypełnianiu niezbędnej dokumentacji medycznej.

Z kolei prof. Jarosław Sławek, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego oraz kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku GUMed ostrzega przed zbyt długim zwlekaniem z podjęciem decyzji dotyczących zmiany tego modelu.

- Jeśli nie wprowadzimy lepszej wyceny obsługi programu lekowego, w tym wyceny pracy lekarzy i pielęgniarek, to na pewno nie uda się zmodyfikować modelu opieki nad pacjentem z SM. Co więcej, im dłużej będziemy taki model utrzymywać, tym mniejsze szanse, że on się utrzyma. Lekarze odejdą do sektora prywatnego i w programach lekowych nie będzie miał kto leczyć - podkreśla prezes PTN.

- Już obecnie wielu neurologów wybiera pracę w prywatnych placówkach medycznych, co sprawia, że w szpitalach mamy niedobór kadry. Brak szybkich decyzji po stronie decydentów doprowadzi tylko do pogłębienia tych problemów - dodaje.

Dłuższe terminów ważności badań

Jednocześnie eksperci apelują o szybkie zajęcie się zmianami w zakresie wymogów kwalifikacyjnych do programu. Chodzi tutaj o wyniki badania rezonansem magnetycznym.

Zgodnie z obowiązującymi zapisami obecnie takie badania są ważne jedynie 60 dni. Tymczasem pacjent bardzo często czeka w kolejce do lekarza dłużej, a jeśli jeszcze do tego np. zachoruje i termin zostanie przesunięty, wówczas wykonane badanie traci ważność. Chory musi od nowa poddać się badaniu rezonansem i znów trafia do kolejki.

- Dobrym rozwiązaniem byłoby, gdyby zgodnie z nowym zapisem rezonans magnetyczny uzyskał ważność 90 dni a w przypadkach uzasadnionych, lekarz mógł przedłużyć ważność tego badania do maksymalnie pół roku - wyjaśnia prof. Kułakowska.

Podkreśla, że ważne jest także aby badania rezonansowe wykonywane w ramach leczenia pacjentów nie musiały być obligatoryjnie przeprowadzane z kontrastem, tak jak to ma miejsce teraz. Ostatnie analizy wykonane przez EMA potwierdzają, że po stosowaniu gadolinowych środków kontrastowych w mózgu gromadzą się niewielkie ilości gadolinu, która kumuluje się po każdym badaniu. Dlatego też to lekarz powinien zdecydować, czy wymagane jest podanie kontrastu pacjentowi czy też nie.